Południowy Tyrol: narty we Włoszech po niemiecku z Ladynami

Fot. Dolomiti Superski/Harald Wisthaler
Leniwie przeciągasz się na leżaku. Mrużysz oczy, bo południowe słońce świeci ci prosto w twarz. Chyba czas przenieść leżak pod palmę. Chociaż w sumie chyba nie warto - przecież i tak za 5 minut wracasz na stok… Pytanie, skąd w tej egzotycznej fantazji wziął się narciarski wtręt jest, z logicznego punktu widzenia, na miejscu, ale jednocześnie zdradza, że najwyraźniej nigdy nie byliście w Południowym Tyrolu. I nie, te palmy to wcale nie tani chwyt marketingowy, bo umiejscowiony na szczycie cholewki włoskiego buta region ma iście śródziemnomorski charakter, z alpejskim sznytem.

Południowy Tyrol/Südtirol to miejsce niezwykłe z kilku powodów, ale zacząć wypada od unikalnego miksu kulturowego, jaki stanowią jego mieszkańcy. Przed wyjazdem nie ma sensu biegać po księgarniach w poszukiwaniu polsko-włoskich rozmówek - bardziej przydadzą się stare podręczniki do niemieckiego, bo właśnie tym językiem posługuje się 70 proc. południowych Tyrolczyków. Włoski siłą rzeczy również jest językiem urzędowym, ale o lingwistycznym równouprawnieniu przypominają dwujęzyczne tablice z nazwami miast. Czasem pojawia się również trzecia linijka — z informacją po ladyńsku, czyli w retoromańskim dialekcie włoskiego.


500 tys. rezydentów Południowego Tyrolu zamieszkuje zaledwie kilka procent jego powierzchni. Znaczną część stanowią tereny górskie, poprzecinane alpejskimi łąkami i gęstymi lasami, co nie oznacza, że jak na Włochy przystało, nie znajdziemy tam typowych pagórków porośniętych winoroślami, drzewami cyprysowymi, czy, no właśnie, palmami. Obecność ciepłolubnych gatunków nie zdziwi nikogo, kto wie, że słońce świeci tu prawie 300 dni w roku.
Ośnieżone stoki Dolomitów, bo właśnie to pasmo rozpościera się na terenie Südtirol, w promieniach zimowego słońca prezentują się niezwykle majestatycznie. Określenie to jest na miejscu tym bardziej, że od 2009 roku włoskie góry zajmują chlubną pozycję na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. W przeciwieństwie jednak do wielu wpisanych na nią cudów świata, Dolomity w żadnym wypadku nie zostały zamienione w trudno dostępny rezerwat. Wręcz przeciwnie — powstała tu gigantyczna infrastruktura narciarska — Dolomiti Superski. Narciarze mogą więc szusować na trasach o łącznej długości 1200 km, do których prowadzi 460 wyciągów. W przerwach pomiędzy zjazdami można pospacerować. Problem może być najwyżej z wyborem trasy — do wyboru jest ponad 13 tys. km szlaków turystycznych.
Jeśli wyjeżdżając do Południowego Tyrolu planujecie poruszać się jedynie na linii hotel - stok narciarski to oczywiście nikt wam tego nie zabroni. Zdecydowanie warto jednak zastanowić się nad zorganizowaniem kilku “miejskich” wypadów. W pierwszej kolejności — do stolicy regionu Bolzano/Bozen, bo to najlepsze miejsce na to, aby przekonać się, że kultury północy i południa potrafią się idealnie uzupełniać. Drugim punktem obowiązkowym jest Merano/Meran, czyli “Miasto Spa”, które swój przydomek uzyskało ze względu na unikalny mikroklimat oraz 25 basenów wypełnionych wodami termalnymi, skupionych w kompleksie Terme Merano. Pasjonaci alpinizmu nie mogą przejechać obojętnie obok Bressarone — miejscu urodzenia Reinholda Messnera, a także nie odwiedzić żadnego z pięciu górskich muzeów, którym zdobywca Korony Ziemi patronuje.
Wizyty w Południowym Tyrolu pod żadnym pozorem nie rozpoczynajcie od degustacji miejscowych specjałów. Istnieje prawdopodobieństwo graniczące z pewnością, że wtedy zamiast szusować po stokach, będziecie jeździć od jednego serowara do drugiego producenta dojrzewających szynek, postoje robiąc tylko po to, żeby próbować kolejnych wariacji na temat knedli i pierogów. To, że południowo tyrolskie kulinaria na najwyższe uznanie zasługują nie jest jedynie zasłyszaną opinią. To fakt potwierdzony przez twórców najsłynniejszego restauracyjnego przewodnika - Michelin, którzy dziewiętnastu restauracjom w regionie rozdali aż 23 gwiazdki.
Na koniec warto zaznaczyć, że Południowy Tyrol to idealny cel podróży dla tych z nas, którzy na zimowy urlop lubią wybierać miejsca nie do końca dla przeciętnych pasjonatów białego szaleństwa oczywiste. A że zaledwie procent zwiedzających region przyjeżdża z naszego kraju, możecie być prawie pewni, że na miejscu osłuchacie się z kilkoma innymi językami, a nie tylko polskim.

Artykuł powstał we współpracy z IDM Südtirol.


POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...