Dziecko rozebrało się i załatwiło między piaskownicą a donicą. A mama? Pogratulowała

Dziecko załatwiło się w kawiarni, a matka mu pogratulowała. Ekspert savoir vivre: Nie można robić z życia toalety Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
– Dziecko jest dla mamy całym światem. Ale dla całego świata, to dziecko jest tylko dzieckiem tej mamy – zauważa Wojciech S. Wocław w wywiadzie dla naTemat. I odważnie mówi o tym, jak należy się zachowywać w miejscach publicznych, nawet wtedy, gdy jest się rodzicem.

Czy zasady savoir vivre dotyczą także młodych matek? Co pewien czas pojawia się dyskusja na temat tego, czy kobiety opiekujące się małymi dziećmi powinny być traktowane na specjalnych zasadach. Każdy z nas był dzieckiem, ma je lub będzie je miał... 


Wojciech S. Wocław: Przypomina mi się opowieść pewnej młodej mamy, która swojemu synowi pozwala w domu na wszystko, nawet na malowanie mazakiem po ścianach i niszczenie mebli, bo, jak tłumaczyła, "synek powinien mieć nieograniczone prawo do ekspresji". Zastanawiam się, co będzie, gdy tak wychowany człowiek dorośnie i pójdzie do pracy. Czy wtedy też będzie miał prawo do nieograniczonej ekspresji? Czy powie szefowi, że czegoś nie zrobi, bo mu to czy tamto nie pasuje? Nie da się tak. 

Ale dzieci nie wiedzą, co to savoir-vivre. Czasem nie sposób ich powstrzymać od pewnych zachowań, które nieprzystoją dorosłym.

Latem, siedząc w swojej ulubionej kawiarni w Krakowie obserwowałem pewną scenę. Przy stoliku obok siedziała młoda mama z koleżanką i czteroletnim synem. W pewnym momencie dziecko rozebrało się i załatwiło między piaskownicą a donicą. Jego mama najzwyczajniej w świecie przyglądała się tej sytuacji, następnie pomogła synkowi się ubrać, a na koniec pogratulowała mu, że jest taki samodzielny. Zastanawiałem się wtedy, dlaczego nie można było wyjść z dzieckiem do toalety i tam mu pogratulować tego, że załatwiło się nie do pampersa, tylko tak jak trzeba? Kiedyś przecież trzeba zacząć uczyć dzieci dobrego wychowania.
Ale dziecko to tylko dziecko...

Dlatego ma przy sobie dorosłych, którzy powinni je uczyć zasad dobrego wychowania i pomagać mu te zasady wcielać w życie, ćwiczyć je, trenować. Dlaczego dziecko ma się uczyć, że można załatwić się na oczach wszystkich ludzi w kawiarni, nie bacząc na to, czy ktoś je, pije, albo po prostu siedzi i rozmawia? Nie można robić z życia toalety. 

Jak znaleźć tu złoty środek? 

Wie pan, strasznie trudno jest wypowiadać się mężczyźnie na ten temat, bo wiadomo od razu, jakie gromy spadną na jego głowę… (śmiech) Ale powiedzmy wprost: złoty środek to pomyśleć o innych, a nie tylko o sobie. Wolnoć Tomku w swoim domku, ale wśród ludzi myśl nie tylko o sobie.

Tak, i nie ma w tej sprawie zgody nawet wśród kobiet.

Rozmawiałem kiedyś z koleżanką, która ma do sprawy bardzo dobre podejście. Dyskusja dotyczyła zachowania dzieci w kawiarniach i restauracjach. Ona swoje dziecko konsekwentnie uczy, jak należy się zachowywać w takim miejscu i nie pozwala mu na zbyt wiele. Robi to dlatego, że czasem sama zostawia synka pod opieką babci i wychodzi gdzieś z mężem. W takich chwilach, które zdarzają się rzadko, nie chciałaby, aby dookoła ich stolika biegało czyjeś dziecko. To uczciwa postawa.

Od tego należałoby wyjść, niezależnie po której stronie się stoi, że trzeba umieć wczuć się w tę drugą osobę. 

Wszystkie kochane mamy i kochanych tatusiów poprosiłbym o to, aby pomimo trudów i znojów wychowania umieli pamiętać o tych "innych", którzy też przebywają w danym miejscu. Wiem, że niełatwo jest uspokoić malucha, który jest żywiołowy, biega i krzyczy. Wtedy jednak trzeba zastanowić się, czy zabierać dziecko do konkretnego miejsca, na przykład takiego, które jest pełne biznesmenów czy osób, które umawiają się by porozmawiać o interesach. Być może warto wybrać inne miejsce, do którego przychodzą właśnie rodzice z dziećmi.

Istnieją też kawiarnie czy restauracje, w których zatrudnia się specjalnego animatora zabaw. Można tam oddać dziecko pod czyjąś opiekę, a samemu napić się z kimś kawy. Ale jeśli przychodzimy do miejsc, gdzie takiej opieki nie ma, to własnym dzieckiem trzeba się zająć samemu. Nie wystarczy dać mu do ręki iPada albo telefon z muzyką włączoną na cały regulator i udawać, że problemu nie ma. 

Bo widzimy przede wszystkim dobro naszego dziecka. 

Własne dziecko jest dla mamy całym światem. Ale dla całego świata, to konkretne dziecko jest tylko dzieckiem tej mamy. Warto o tym pamiętać.

Kiedyś moja nieżyjąca już znajoma bardzo się zgorszyła, gdy zobaczyła matkę przewijającą dziecko na stoliku w kawiarni. Zawsze zadawała pytanie, dla kogo jest kawiarnia czy restauracja. Nie miała żadnych wątpliwości, że dla dorosłych. Dla dzieci są place zabaw i przedszkola. Wspaniałe jest to, że poświęcamy dziś dzieciom więcej uwagi, niż w XIX wieku, ale musimy też pamiętać, że z tych dzieci wyrosną kiedyś dorosłe osoby. A te powinny już znać podstawowe zasady współżycia między ludźmi. 
Klasycznym "problemem" dzisiejszego społeczeństwa jest też karmienie piersią w miejscach publicznych. Co Pan by doradzał w tej kwestii?

Z punktu widzenia savoir-vivre nie należy innych krępować swoim zachowaniem. Wyobraźmy sobie parę, która rozmawia publicznie o sprawach intymnych. Byłoby to niestosowne. Dla wielu osób krępujący może być widok kobiety, które odsłania pierś, uznawaną jednak za intymną część ciała. Nawet, jeśli ta kobieta to nasza kuzynka albo koleżanka. Nawet, jeśli zewsząd bombarduje nas nagość. Każda mama może nakarmić dziecko piersią w taki sposób, by innych nie krępować i by samemu czuć się komfortowo.

To znaczy?

Kiedyś podróżowałem w samolocie w towarzystwie mamy z maleńkim dzieckiem. Stewardesa odpowiednio wcześnie wyposażyła panią w specjalną chustę, wykonaną z bardzo przewiewnego materiału, z otworem w środku. Mama założyła ją przez głowę, dzięki czemu widziała swoje dziecko, a przy tym zapewniła sobie potrzebną dyskrecję. Dla współpasażerów była to sytuacja komfortowa, bo nie musieli błądzić wzrokiem i zastanawiać się, czy mama czuje się dobrze w tej sytuacji, czy nie, czy powinni siedzieć, czy wyjść. Wszyscy w tej bajce zostali uratowani - i mama, i dziecko, i pasażerowie dookoła.

Nie ma w tym żadnej ideologii. Jeśli mama musi nakarmić dziecko w miejscu publicznym, bo ono płacze i chce jeść, to musi to zrobić, nawet w sytuacji, gdy nie może się zasłonić. To oczywiste. Ale jeśli można się do tego odpowiednio przygotować, to warto to zrobić. Z myślą o innych. Inni wtedy również chętniej pomyślą o nas i o naszym komforcie.

Wojciech S. Wocław - Jest popularyzatorem zasad z zakresu savoir-vivre’u i etykiety w biznesie. Prowadzi szkolenia z tych dyscyplin oraz ze sztuki wystąpień publicznych.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...