Dzień z życia, czyli jak Yoga Book odmienił moją redakcyjną codzienność

Do tej pory praktycznie nie wypuszczałam telefonu z rąk. Towarzyszył mi zawsze i wszędzie (wiem, uzależnienie), dlatego dostając do testów Yoga Book, byłam ciekawa, w jakim stopniu zmieni moje przyzwyczajenia i ułatwi pracę. Fot. Maciej Stanik
Zawsze zaskakiwały mnie wyobrażenia na temat tego, jak wygląda praca dziennikarki, na dodatek takiej, która zajmuje się lajfstajlem. Najczęściej jest kojarzona z niezliczonymi konferencjami, lanczami, pokazami mody, testami kosmetyków, rozmowami z gwiazdami i Bóg wie czym jeszcze. Nic tylko żyć i nie umierać.

Mimo że do pracy chodzę jak do przedszkola (tak lubię to, co robię), mój dzień jest napięty. Więcej czasu poświęcam na pisanie, czytanie oraz zwyczajne układanie pracy redakcji niż na cały anturaż, z którym ta praca jest kojarzona.


Do tej pory praktycznie nie wypuszczałam telefonu z rąk. Towarzyszył mi zawsze i wszędzie (wiem, uzależnienie), dlatego dostając do testów Yoga Book, byłam ciekawa, w jakim stopniu zmieni moje przyzwyczajenia i ułatwi pracę. Co tu dużo mówić, nie spodziewałam się cudów. Czas – start!

6.30 Wstajemy!
Rano lubię mieć czas i zwyczajnie nie robić niczego w pośpiechu. Mimo że do pracy mam zaledwie 10 minut jazdy samochodem, wstaję już o 6.30, zaczynając dzień od sprawdzenia tego, co dzieje się w Polsce i na świecie. Przeglądam najważniejsze serwisy internetowe, Facebooka oraz maile. Zazwyczaj robiłam to w telefonie, który zawsze trzymam przy łóżku. Jak się okazało Yoga Book, poradził sobie z tym zadaniem równie dobrze, choć nie ukrywam, że miałam obawy czy będzie poręczny.
Ogromną zaletą okazał się dotykowy ekran 10.1” i możliwość obrócenia ekranu o 360 stopni, tak by w zależności od potrzeby komputera służył również jako tablet, zwłaszcza że Yoga ma format książkowy. To daje ogromny komfort korzystania, zwłaszcza że Yoga waży jedynie 690 gram, więc łatwo utrzymać go w dłoniach. Poranna prasówka zajmuje mi około dwudziestu minut. To ‘ustawia’ cały dzień, pozwala przefiltrować najważniejsze informacje i często ustalić priorytety pracy redakcji. Potem szybki prysznic, śniadanie i spacer z moim psem. Przyznam szczerze, że czasem, zwłaszcza w taką pogodę jak o tej porze roku, wyjście na zewnątrz, kiedy leje deszcz, działa lepiej niż mocna kawa. Naprawdę, kto ma problemy ze wstawaniem, powinien kupić sobie psa (śmiech).
9.30 Kolegium
Jak zacząć dzień, by był uany? Powiedzieć, że od dobrej kawy to truizm. Garance Dore – bloggerka, którą cenię, za jej francuski szyk i absolutnie fantastyczne poczucie humoru, w swojej książce ‘Love x Style x Life’ napisała, że udany dzień poznaje po tym, jak jej zespół wita się rano. I przyznam szczerze, że jest w tym wiele prawdy. Lubię moment wejścia do newsroomu, kiedy panuje przyjemny gwar. To tuż zanim wszyscy wyjdą na kolegium (każda redakcja na swoje), a w newsroomie zrobi się cicho, jak makiem zasiał. Poranna wrzawa to właściwie jedyna taka chwila w ciągu dnia. Potem kiedy każdy dziennikarz pracuje w skupieniu, w redakcji jest po prostu cicho, i to często zaskakuje ludzi, którzy nas odwiedzają, mając wyobrażenie, że panuje tu atmosfera jak na nowojorskiej giełdzie podczas kryzysu w 2008 roku.
Mimo że pracuję w redakcji internetowej, w niektórych kwestiach jestem zupełnie analogowa (i chciałoby się dodać — niereformowalna). Na przykład w odręcznym pisaniu. Zawsze noszę przy sobie pióro i zeszyt, w którym mogę notować. Pisanie piórem po czystych kartkach ma w sobie coś, co z jednej strony pozwala się skupić, a z drugiej przyjemnie wciąga, przedziwnie odciążając głowę. Przyznam więc, że nie lada odkryciem była dla mnie możliwość robienie odręcznych notatek za pomocą specjalnego rysika z dwoma wkładami. Notatki mogę robić bezpośrednio na panelu urządzenia lub na położonej w tym miejscu kartce papieru, a wszystko co zrobię zostanie zapisane w pamięci urządzenia. Powiem wręcz, że Yoga Book to urządzenie, które zmienia zasady gry, jeśli chodzi o robienie notatek (jakie życie byłoby proste, gdyby w studenckich czasach można było w ten sposób robić notatki!).
To spore udogodnienie, bo po pierwsze nie muszę chodzić na spotkania z notatnikiem czy tysiącem kartek z niezliczoną ilością notatek i notebookiem jednocześnie, a po drugie mogę nadal czerpać przyjemność z odręcznego pisania, rysując przy tym niezliczone ilości kółek, krzyżyków, domków, esów-floresów i kwiatków (jeśli też lubicie bazgrać, mam dla was dobrą wiadomość. Bezwiedne rysowanie różnych kształtów na kartce uaktywnia prawą półkulę mózgu odpowiadającą za twórcze myślenie. To ona wyzwala kreatywność, jest odpowiedzialna za wyobraźnię i postrzeganie kolorów. Od razu lepiej, prawda?)
Yoga Book świetnie sprawdził się również przy wideo rozmowach. Część redakcji Bliss pracuje zdalnie i na porannych kolegiach dołączają poprzez wideo rozmowę. Tu znów, znakomicie sprawdziła się funkcja obrócenia ekranu o 360 stopni i ustawienie go pod takim kątem, by wszyscy na spotkaniu mogli dobrze się widzieć. Poza tym wyświetlacz o rozdzielczości 1920 x 1200 prezentuje się naprawdę pięknie. Ma znakomitą ostrość, a kolory są nasycone i przyjemne dla oka.

11.30 Pierwsze teksty
Swoje teksty rzadko kiedy piszę, siedząc przy biurku. Zazwyczaj znajduję wygodne miejsce na naszej kanapie lub w jednym z kilku wielkich foteli. Biurko to dla mnie miejsce dobre do napisania maili czy załatwiania ważnych spraw, ale siedzenie i pisanie przy biurku? Nic z tych rzeczy. Komfortowa pozycja sprawia, że zwyczajnie pomysły na tekst i same słowa przychodzą łatwiej. Ale potem na kolanach trzeba zmieścić notebooka i komfortowa pozycja wcale już taka komfortowa nie jest. No, chyba że pracuje się na Yoga Book, który jest na tyle niewielki, że łatwo go ‘wpasować’ w wygodą pozycję.

Lubię dźwięk klawiatury, jednak w Lenovo zamiast fizycznych klawiszy jest gładka tafla szkła, a o tym, czy trafia się w klawisz, informuje wibracja oraz dźwięk. Na początku musiałam przyzwyczaić się do tej futurystycznej funkcji, co wymagało sporego wyczucia i prób. Halo Keyboard to nie tylko fajnie wyglądający bajer. Jej powierzchnia służy również jako podkładka dla dołączonego do zestawu notesu, a dołączony rysik pełni funkcję długopisu.
13.30 Spotkania
Moja praca to również spotkania z klientami, podczas których prezentuję Bliss i to, co w jego ramach robimy. Zdarza się, że poza redakcją spędzam praktycznie cały dzień, biegając ze spotkania na spotkanie, z prezentacji na prezentację. To, co zazwyczaj sprawia największą trudność, to noszenie ze sobą ciężkiego notebooka, na dodatek w torebce, która jak wiadomo i tak wypchana jest po brzegi.

I tu Yoga Book okazał się absolutnie niezastąpiony. Jego idealne wymiary i waga, sprawiły, że po prostu wrzucam go do torebki, praktycznie nie czując jego ciężaru. Nie muszę też zabierać ładowarki, bowiem (co zasługuje na specjalną uwagę) bateria działa naprawdę cały dzień (do 15 godzin), mimo wielokrotnego włączania, wyłączania, odtwarzania filmów, prezentacji i robienia notatek. Poza funkcjami użytkowymi Yoga ma również piękny design, który – co tu dużo mówić – robi wrażenie. Yoga Book jest niesamowicie smukłym (9,6 mm) połączeniem szkła i metalu z bransoletowym zawiasem łączącym ekran z dolnym panelem. Niepozorny, zwłaszcza kiedy trzymam go w ręku. Po rozłożeniu podświetlana klawiatura robi kosmiczne wrażenie na obserwujących osobach. Nie da się ukryć, że w kontekście serwisu lifestylowego, który prowadzę to dodatkowy (designerski) atut.
18.00 Wczesny wieczór
Mimo że standardowo pracę kończę o godzinie 17.00, to w praktyce zazwyczaj znacznie później. Często, siedząc już na wygodnej kanapie w domu, czytam teksty nadesłane przez dziennikarki, czy szukam inspiracji do kolejnych, przeglądając to, co dzieje się w sieci.
Nie samą jednak pracą człowiek żyje, dlatego mam dwie niepodlegające negocjacji (samej ze sobą) zasady. Pierwsza dotyczy mojej stosunkowo świeżej pasji, jaką jest tango. Przynajmniej raz w tygodniu muszę znaleźć czas na milongę. Tango jest niezwykle przyjemne i wciągające. Parę godzin tańca wieczorem daje porządny zapas energii na kilka dni. Podobnie zresztą jak sport, którego dotyczy moja druga zasada. Ten pomaga mi utrzymać nie tylko sprawność fizyczną, ale przede wszystkim rozładować stres i dać głowie ‘poddychać’. Pobyt na siłowni wydaje mi się stratą czasu, dlatego naprawdę lubię ćwiczyć sama w domu. Może nie jest to tak efektywne, jak dobry trening z trenerem, ale jak dla mnie w zupełności wystarczające. Zwłaszcza że Chodakowska ma talent do wyciskania z człowieka siódmych potów i takiego wjeżdżania na ambicję jak żadna inna trenerka.
Wieczór kończę zazwyczaj w łóżku buszując jeszcze po sieci lub oglądając ulubione seriale na dobranoc. Chyba w takim zwyczajnym leniuchowaniu doceniłam Yogę najbardziej, zwłaszcza fakt, że można z niego korzystać na leżąco, w każdej pozycji.

Yoga Book był ze mną zaledwie parę dni. Na tyle jednak długo, by rozsmakować się w jego funkcjach i napisać list do Świętego Mikołaja. Gwiazdka już tuż tuż!

Materiał powstał we współpracy z firmą Lenovo

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...