Ekspresowy wyjazd na sylwestra w praktyce. Parę stówek i weekend wystarczy, by zrobić w końcu coś innego

Nowy Rok świetnie wita się w Nowym Jorku. Ale warto też dać szansę czemuś bliższemu.
Nowy Rok świetnie wita się w Nowym Jorku. Ale warto też dać szansę czemuś bliższemu. Fot. Kadr z filmu "Seks w wielkim mieście"
Fajnie byłoby się wyrwać, zmienić scenerię i rozpocząć nowy rok za granicą. Tylko te ceny horrendalnie wysokie, na pewno nie ma już noclegów i trzeba by wziąć urlop, a już masz zaklepane wolne na święta… A właśnie, że nie trzeba. Że cały wyjazd może kosztować parę stówek na osobę. I że wystarczy czasu na kawiarnię, zwiedzanie i bratanie się z innymi lokalsami i turystami. Jedyny wymóg - trochę chęci.

Przygotowanie czyli najważniejsi są ludzie
Jak mówią Amerykanie, first things first. Planowanie podróży, które zresztą nie zajmie ci zbyt wiele czasu, zacznij od uruchomienia Facebooka, Twittera, Snapa czy z czego tam aktualnie korzystasz, by skontaktować się z przyjaciółmi i zacznij ich namawiać na wspólny wyjazd. Jako weteranka tego typu wypadów mogę z ręką na sercu powiedzieć, że jest to część najtrudniejsza.



Im więcej osób się zgłosi, tym lepiej. Ma to nie tylko towarzyskie, ale również ekonomiczne uzasadnienie. Tania i dobra podróż sylwestrowa last minute odbywa się samochodem, a więc potrzebujesz pasażerów, dzięki którym koszt paliwa i ewentualnej winiety zostanie rozłożony na więcej osób.

Poza tym, jeśli ma być naprawdę tanio, zapomnij o spaniu w hotelach, których ceny rzeczywiście ekstremalnie wzrastają w okresie między 30 grudnia a 2 stycznia. Postaw na hostele albo wynajmij mieszkanie.

Kluczem do sukcesu jest wybranie odpowiedniego kierunku wyprawy. Mając na względzie koszty podróży i czas spędzony w samochodzie, na początek proponuję więc łatwe, tanie i przyjemne: Lwów, Wilno, Brno i Budapeszt. Nie brzmią tak ekscytująco jak Paryż czy Bangkok, ale warto dać im szansę, szczególnie, jeśli do tej pory je ignorowałeś.

BRNO

Do położonego 550 kilometrów od Warszawy Brna dojedziesz krajową "jedynką” w około 5 i pół godziny. Wystarczy odrobina matematyki, albo internetowy przelicznik, by określić, że na benzynę w jedną stronę wydasz około 232 złote (spalając 10 litrów na 100 kilometrów, przy cenie paliwa 4,2 zł). Pamiętaj też, że ceny paliw - i nie tylko - w Czechach są obecnie wyższe niż u nas.

Nocleg oczywiście warto zarezerwować już latem, ale nawet teraz znalazłam ofertę za 44 złote za noc w pokoju cztero- albo dziesięcioosobowym (patrz punkt - podróżowanie z przyjaciółmi). Jest to jednak wyjątek. Szukając hostelu dla siebie i znajomych obecnie musisz nastawić się na koszt minimum 80 złotych za osobę. Warto się więc pospieszyć.

Brno jest nieduże, więc najważniejsze atrakcje turystyczne zaliczysz w kilka godzin. Na wieczór wielbicielom czeskiego piwa polecam knajpkę "Mamut” z nalewakami przy okrągłych stolikach, umożliwiającymi samodzielne uzupełnianie trunku w razie potrzeby, albo klimatyczny "Bar, który nie istnieje” ("Bar, který neexistuje”), czarujący wystrojem z czasów Pierwszej Republiki.

A jeśli wystarczy ci sił, w drodze powrotnej nie zapomnij też zahaczyć o położony na północny-wschód od Brna Ołomuniec, historyczną stolicę Moraw z pięknym rynkiem.

BUDAPESZT

Na podróż z Warszawy do stolicy Węgier zarezerwuj sobie około 8-9 godzin. Oznacza to również, że na paliwo średnio wydasz około 330 złotych. Weź też pod uwagę, że na miejscu benzyna jest trochę droższa niż u nas (obecnie kosztuje około 4,80 złote za litr).

Mnie udało się znaleźć nocleg w Budapeszcie za 40 złotych za dobę, o tej porze roku przygotuj się raczej na minimum 130 złotych wzwyż. Dlatego warto zastanowić się na wynajęciem mieszkania - można znaleźć prawdziwe perełki, jak ogromne, ponad 100-metrowe lokum w okolicach Węgierskiej Opery, którego wynajem między 30 grudnia a 1 stycznia wynosi około 800 złotych.

Zarezerwuj sobie też maksymalnie dużo czasu na zwiedzanie zabytków Budapesztu - Wzgórze Zamkowe, Cytadela, gmach parlamentu czy największa w Europie synagoga robią oszałamiające wrażenie. Tradycyjnie do 2 stycznia na placach miasta spotkasz też liczne stragany, a jeśli zmarzniesz, możesz skosztować pieczonych kasztanów od ulicznych sprzedawców. Nie zapomnij też przejechać się drugą najstarszą linią metra w Europie. Tylko nie na gapę, podziemia roją się od kontrolerów.

WILNO

Z Warszawy do Wilna nie jest tak daleko. 459 kilometrów pokonasz w około 6 godzin, na paliwo w jedną stronę wydając średnio 180 złotych.

Nocleg, nawet w okresie sylwestrowym, jest tam bardzo tani. Mnie udało się zapłacić 30 złotych za dobę, ale nawet teraz znaleźć można wiele atrakcyjnych ofert.

Będąc pierwszy raz w Wilnie trzeba koniecznie zobaczyć Wzgórze Zamkowe, przejść przez Ostrą Bramę i pospacerować po Starym Mieście, wpisanym zresztą na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Szczególnie bajkowo prezentuje się też na przykład Cerkiew św. Michała albo gotycki kościół św. Anny.

Jeśli jednak nie masz nastroju na oglądanie zabytkowych świątyń (których są tam dziesiątki…), podczas spaceru zajrzyj do Forto Dvaras, knajpki, w której na pewno zjesz coś tradycyjnie litewskiego, czyli aromatycznego i tłustego - w sam raz na zimę.

LWÓW

Sama na sylwestra we Lwowie wybrałam się pociągiem - Warszawa ma z nim bezpośrednie połączenie. Pociąg ten jedzie jednak aż 11 godzin, a jego cena nie należy do najniższych. Lepszą opcją jest więc tańszy (około 70 złotych) autobus z Dworca Zachodniego, który zawiezie cię do celu w mniej więcej 8 godzin. Możesz też, tak jak ja, dojechać do Przemyśla, tam przekroczyć granicę i wsiąść w rozklekotany, ale jakże swojski autobus za około 25 polskich monet.

Z perspektywy czasu polecam jednak podróż samochodem. 391 kilometrów, jakie dzielą to piękne miasto od Warszawy, pokonasz w około 5 i pół godziny, kierując się na przykład krajową 17. Koszt benzyny w jedną stronę wyniesie mniej więcej 160 złotych. Weź też pod uwagę, że na Ukrainie ceny paliw są niższe niż u nas (obecnie około 3,70 zł za litr benzyny).

We Lwowie na pewno nie będziesz się nudzić. Jeśli to twój pierwszy raz w tym mieście, nastaw się na zwiedzanie, bo do zobaczenia jest naprawdę dużo. Prócz licznych katedr i cerkwi warto zobaczyć też Kopiec Unii Lubelskiej i wybrać się na słynny Cmentarz Orląt, wydzieloną część Cmentarza Łyczakowskiego.

A jeśli podziwianie zabytków masz już za sobą, postaw na zwiedzanie knajpek. Dobrą propozycją dla pewnych siebie jest "Złota róża”, przytulna restauracyjka, w której o cenę posiłku będziesz musiał targować się z kelnerem. Kłóć się, argumentuj i krzycz, a nie będziesz stratny.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...