Alpe di Siusi: Dzieciom wstęp wskazany

Na co przygotować się przed wyjazdem na rodzinne narty? Krew, pot i łzy - powiedzą zapewne ci, którzy na pierwsze zimowe wakacje z dzieciakami pojechali tam, gdzie zawsze do tej pory. Ważna informacja: dzieci raczej nie docenią jakości wieczorków apres-ski, w większości zignorują zapierające dech w piersiach widoki i wysmakowany design hotelowych wnętrz, dlatego miejscówka, w której spędzaliście dotychczasowe “bezdzietne” wypady może okazać się wyborem najgorszym z możliwych. Na co więc zwrócić uwagę, aby uniknąć katastrofy? Podpowiadamy.

Wybierz miejsce, w którym nie cofniesz się w (narciarskim) rozwoju

Urlopy z dziećmi z reguły są cudowne - spędzacie razem dużo czasu w przyjaznej, rodzinnej atmosferze (nie licząc chwilowych dramatów ze zgubioną rękawiczką w tle. Albo za zimnym śniegiem. Albo nagła chęcią zabrania do domu tego “puchatego pieseczka”). Problem tylko w tym, że miejsca określane jako “przyjazne dzieciom” skupiają się na narciarskich potrzebach najmłodszych, a rodziców traktują po macoszemu. Ośle łączki nie powinny zajmować połowy stoku prawda?

Jeśli w czasie zimowego wyjazdu chcecie rzeczywiście poszusować, a nie tylko kibicować młodym adeptom narciarstwa, Alpe di Siusi/Seiser Alm jest ku temu dobrym miejscem. Poszaleć zdecydowanie można na czarnej trasie Puflatsch lub czerwonej Spitzbühl – z wytyczonym slalomem. Amatorzy deski powinni wiedzieć, że to właśnie w Alpe di Siusi znajduje się niezwykle rozbudowany snowpark, zdaniem profesjonalistów jest najlepszy we Włoszech.

Nie baw się w instruktora - nie musisz

Nawet jeśli na nartach śmigasz niczym błyskawica, a techniki mógłby ci pozazdrościć nawet Hermann Maier, to wcale nie oznacza, że nadajesz się na nauczyciela. Zwłaszcza swoich własnych dzieci. Owszem, zdarzają się wyjątki i może właśnie ty będziesz tym jednym na tysiąc, któremu uda się zostać prawdziwym narciarskim autorytetem w oczach swoich latorośli. Dużo bardziej prawdopodobne jednak, że twoje pedagogiczne zapędy na krótką metę przyczynią się do wybuchu histerii, a na dłuższą - zamienią wyjazd w rodzinne piekiełko.
Dlatego pierwsze co powinieneś zrobić po przyjeździe to zapisać dzieci do szkółki narciarskiej. Instruktorzy z Alpe di Siusi dobrze wiedzą, jak wyrobić sobie autorytet nawet u ledwo odrośniętych od nart szkrabów. Dodatkowo, jak wie każdy, komu zdarzyło się wypuścić kilkulatki na śnieżny “wypas”, ich zdolności do koncentracji na jeździe bardzo szybko spada, bo bardziej atrakcyjną opcją wydaje się na przykład turlanie się z oślej łączki. Bez nart. Nie chcesz brać na siebie ciężaru argumentacji.

Pomyśl o jedzeniu

Powodów dziecięcego kryzysu na stoku może być kilka, ale w 9 przypadkach na 10 będzie on związany z brakiem pokarmu, do którego aspirujący narciarz jest przyzwyczajony. Bardzo możliwe, że w przeciwieństwie do ciebie nie będzie fanem regionalnej kuchni. Dlatego przy wyborze urlopowej lokalizacji warto sprawdzić, czy w hotelowym menu znajdą się opcje, które małoletni koneser zaakceptuje.
Trzeba dodać, że Południowy Tyrol z gastronomicznego punktu widzenia jest miejscem dla dzieci idealnym. W kartach restauracji królują miejscowe specjalności, a więc pierogi, makarony i knedle. Wystarczy więc, że zapamiętacie, jak jest “szpinak” po niemiecku i włosku (dla ścisłości: “spinat” i “spinaci”) i będzie omijać te pozycje przeglądając dziecięce menu.

Artykuł powstał we współpracy z IDM Südtirol.


POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...