Przez chwilę byłem w raju dla brodaczy. Ta wizyta wiele zmieniła w moim podejściu do dbania o zarost

Przez chwilę byłem w raju dla brodaczy. Zobaczyłem, jak fachowiec używa trymera.
Przez chwilę byłem w raju dla brodaczy. Zobaczyłem, jak fachowiec używa trymera. Fot. Maciej Stanik / naTemat.pl
Ta krótka wizyta u golibrody spowodowała, że doceniłem hipsterów. Posiadaczem brody zostałem mniej więcej w czasie, gdy rodziło się obecne pokolenie kontrowersyjnych pięknisiów. To dzięki nim dobrze mają się barber shopy. Nie sądziłem, że wizyta u golibrody, tak dużo zmieni.

Przez lata nożyczki były jedynym narzędziem, którym usiłowałem panować nad zarostem. W ich poszukiwaniu, bo w domu zawsze gdzieś znikają, zapuściłem się nawet do tornistra córki. No cóż, obcinanie brody nożyczkami do papieru nie należało do udanych pomysłów. Parę razy zaklinowałem kępkę włosów. W końcu córka przyłapała mnie na używaniu szkolnego przyboru. Przez parę dni chodziłem z asymetryczną brodą. – Taki nowy styl – tłumaczyłem znajomym, którzy zamęczali mnie pytaniami o wyraźną krzywiznę zarostu.
Ten problem postanowiłem rozwiązać definitywnie. Trochę błądzenia w internecie z poradami dla brodaczy i tak, znalazłem trymer, czyli urządzenie do stylizacji zarostu. Dokładniej model T830E BaByliss For Men. Wybrałem go, ponieważ producent zachwala, że urządzenie zbiera do pojemnika 60 proc. ściętych włosów. Żona przestanie wreszcie krzyczeć: – Pełno włosów zostawiłeś na umywalce! W instrukcji wyczytałem, że technologia W-TECH zapewnia precyzyjne cięcie i dosięgając każdy pojedynczy włosek. Dzięki, jak zapewnia najszerszym na rynku ostrzom – 35 mm, możliwe jest przycinanie jednym ruchem dużej powierzchni. Dzięki drugiej nasadce grzebieniowej można przyciąć brodę na długość od 21 do 35 mm z regulacją co 0,5 mm, korzystając z łatwego w obsłudze wbudowanego pokrętła. Nie mniej, aby dowiedzieć się jak to się robi, poszedłem do specjalisty od bród. Ciekaw byłem nie tylko, jak strzyże profesjonalista, ale też co mogę nowego dowiedzieć się o swoim zaroście. I szczerze.... chciałem trochę posnobować się. Chyba trafiłem do najbardziej klimatycznego miejsca w Wawie.
Od progu "Undercut Barber Shop" przy Wilczej widać było, że koncepcja Barber Shopu została przemyślana w najdrobniejszych szczegółach. Drogi alkohol na stoliku, skórzane fotele, stylowe grafiki fryzur i bród obok luster. No i w tym gronie jedyna kobieta, Katarzyna, która odpowiada za przyjmowanie zleceń. Przez chwilę rozmawia telefonicznie z klientem po angielsku.
To nie do końca przypadek, że trafiła do salonu golibrody. – Mój chłopak od dłuższego czasu strzyże się u szefa "Undercut Barber Shop". Przychodził do niego, nim otworzył Barber Shop na Wilczej – opowiada Katarzyna i dodaje: – Niestety, mój chłopak nie ma brody. Dziewczyny często przyprowadzają do zakładu swoich partnerów. Są oczywiście wpuszczane do tej oazy mężczyzn, ale... – Wolimy, gdy mężczyźni przychodzą sami. Dziewczyny lubią się wtrącać – śmieje się Michał Słojewski, właściciel i posiadacz starannie wypielęgnowanej brody. Jego strój i pozostałych pracowników uzupełnia wizerunek „Udercut Barber Shop”.
Słojewski zaprasza mnie na duży niemal dentystyczny fotel. Szybko łapiemy wspólny kontakt. Sięga po szczotkę. – Szczotkowanie to podstawa. Ta szczotka akurat jest z włosia dzika
– opowiada Michał.
Wyraźnie czuć twarde włosie szorujące o twarz. – Następnie powinien być olejek – tłumaczy. To drugi element porannego dbania o brodę, która nie tylko będzie przez cały dzień pachniała, ale też nadamy kształt. – Będziemy ją chronić – wyjaśnia.
Przez chwilę Michał pochyla się i przygląda się uważnie mojemu zarostowi. – Nie wszyscy mogą nosić brodę, bo po prostu mają zbyt rzadki zarost. U ciebie jest dobrze. Linie brody są naturalne. Jak się strzyżesz? – dopytuje.
Tłumaczę, że unikam ścinania w trójkąt. Zarostem poszerzam sobie twarz. – Bo bez brody wyglądam, jak znak drogowy, ustąp pierwszeństwa przejazdu – wyjaśniam.
Michał ze zrozumieniem kiwa głową. Przyznaje, że takie cięcie jest odpowiednie do mojej twarzy. Wystarczy tylko podstrzyżenie, które fachowo wśród brodaczy nazywa się
– trymowaniem.
– Twoje linie zarostu rosną naturalnie idealnie, więc nie potrzeba było ich korygować. W większości przypadków jednak jest to konieczne. Wówczas wykonujemy dodatkowo podgalanie konturów, tzw. szawetą. Jest to brzytwa na wymienne żyletki – wtrąca. Najpierw jednak przed goleniem golibroda wciera w skórę produkt zmiękczający zarost. Dodatkowo nakłada na twarz gorący ręcznik, który otworzy pory i jeszcze mocniej zmiękczy włosy. – Po goleniu przechodzimy do pielęgnacji w celu ukojenia skóry potraktowanej żyletką. Nakładamy zatem zimny ręcznik, a następnie after shave, na bazie alkoholu lub bezalkoholowy) oraz balsam do skóry – opowiada Michał i nożyczkami szybko przycina zarost nad ustami. Golibroda sięgną po trymer (co ciekawe - ten sam, który opisywałem wyżej!).
Głowę opieram o fotel. Słojewski opuszcza oparcie mocno w dół. Na moją twarz kładzie ciepły ręcznik, który osłania oczy przed wpadnięciem podciętych włosów. – Otworzyliśmy Barber Shop, bowiem jest coraz liczniejsze grono klientów. Nastała moda na brody. Coraz więcej mężczyzn w Polsce zaczyna odczuwać potrzebę dbania o brodę – tłumaczy . Wśród klientów dominują młodzi ludzie. Leżąc z ręcznikiem na twarzy, wsłuchując się w lecącą z głośników klasyka bluesa Johny Lee Hookera, zapałałem wdzięcznością do hipsterów. Dzięki nim są takie przybytki. Michał kończy podcinać, ale jeszcze...
Szerokim pędzlem (szczoteczką) przeciera twarz, aby zetrzeć  ścięte włosy. Czuć zapach lawendy. – To talk. W ten sposób łatwiej ściągnąć ścięte włosy – wyjaśnia Michał. Po chwili chwyta jedno z metalowych pudełek stojących po lustrem. – A teraz czas na balsam – dodaje. Wybrzydzam w kilku. W końcu decyduję się na zapach leśny.
Golibroda "Udercut Barber Shop” przez chwilę rozprowadza twardy krem na dłoni. Tak rozgrzany kładzie na twarz. Zaskakuje mnie nie tylko wprawą, ale i delikatnością ruchów. Nie ma szarpania, wodzenia za nos, itd.
Korzystam z okazji, aby podpytać o trymer. – Trymowanie nie jest łatwe. Raczej traktowałbym to jako zabieg korygujący. Dlatego radzę najpierw podciąć tylko nieznacznie, aby w razie błędu profesjonalista mógł skorygować brodę bez konieczności golenia zarostu do zera – tłumaczy Michał Słojewski.

Po wyjściu z zakładu z ciekawości zerkam przez witrynę. Na fotel trafił już kolejny klient. Wzrok mój pada na odbicie. Broda ma wreszcie idealne kształty. Największą jednak różnice wyczuć można dotykiem dłoni. Za tydzień, dwa, moja łazienka zmieni się w barber shop. – Zobaczymy czy przy użyciu trymera dojdę do takiej perfekcji, co Michał – zastanawiam się.

Za profesjonalne porady dziękujemy firmie BaByliss Paris oraz Undercut Barber Shop

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...