Uciekła do dużego miasta, ale wtedy okazało się, że nie potrafi pracować dla innych. Dlatego zaczęła robić biznes na wsi

Magda Góral wróciła "ze świata" i za stodołą rodzinnego gospodarstwa otworzyła ośrodek rehabilitacyjny. To nie jedyny jej biznes. Mieszkańcy Bielaw zastanawiają się, co nowego wymyśli.
Magda Góral wróciła "ze świata" i za stodołą rodzinnego gospodarstwa otworzyła ośrodek rehabilitacyjny. To nie jedyny jej biznes. Mieszkańcy Bielaw zastanawiają się, co nowego wymyśli. Fot. screen/facebook.com/medimasbielawy
Magda od dzieciństwa miała dużo energii. Aby ją wyładować, grała w piłkę nożną. Sport miał być jej biletem do szerokiego świata. Prawie się udało. Ale... żyjąc w dużym mieście, doszła do wniosku, że nie potrafi pracować dla innych. Wróciła do rodzinnej wioski, a tutaj nawet babcia pomagała jej w otwarciu pierwszego biznesu. Dalej przychodzi do wnuczki sprzątać pizzerię. Magda ze śmiechem dodaje, że ostatnio odniosła kolejne sukcesy: – Byłam na pierwszym od czterech lat urlopie i wróciłam do grania w piłkę!

Pomalowany na siwo budynek stoi tuż za stodołą. Za pobliskim ogrodzeniem przechadzają się konie. – Kiedyś w tym miejscu zbierałam buraki. Tata gonił mnie i braci do pracy – śmieje się Magda Goral. Teraz w budynku mieści się jej ośrodek rehabilitacyjny i hipoteraupetyczny. Magda odbiera telefon i po chwili przeprasza, bo musi jechać do swojej pizzerii dowieźć produkty. Pół żartem, pół serio dodaje: – Zaplanowałam sobie, że w wieku 35 lat moja praca będzie polegała na nadzorowaniu pracowników i realizowaniu kolejnych pomysłów. Mam przed sobą pięć lat. Wierzę, że wyrobię się z planem.


Mama pakował słoiki
Z Bielaw, czyli wsi, w której żyje Magda, jest wszędzie daleko. Prawie godzina jazdy do Torunia czy Grudziądza. Wokół same pola. Po drodze do jej ośrodka mija się remizę i dawną hydrofornię. Pieniądze na remont hydroforni zdobyło stowarzyszenie, w którym działa Goral, a resztę wysupłała rada sołecka. To teraz punkt spotkań młodych. Z Bielaw do większej wioski, Płużnicy, czyli siedziby gminy, jest kilka kilometrów. Tutaj Magda chodziła do liceum i zaczęła grać w drużynie kobiecej piłki nożnej. W wieku 17 lat odważyła się ruszyć dalej. Przeniosła się do klubu w Gdyni. – Kiedyś mama tak bardzo mnie rozczuliła pakowaniem słoiczków z jedzeniem, że przepłakałam całą drogę z Bielaw do Gdyni – opowiada i wybucha śmiechem.
Z kariery piłkarskiej niewiele wyszło, bo klub przeżywał trudności, nale i tak po maturze została w Trójmieście. Zaczęła studia, bo chciała zostać rehabilitantką. Aby utrzymać się w Gdyni, imała się różnych zajęć, aż w końcu w 2011 roku wynajęła kiosk. – Miałam dwadzieścia parę lat i zastanawiałam się, co jest nie tak, że nie mogę nigdzie zagrzać miejsca na dłużej. Przerwałam nawet studia. W końcu doszłam do wniosku, że ja nie potrafię pracować dla innych! – wyznaje.

I wtedy zadzwonił do niej jej brat, Adam. Okazało się, że w Lisewie (miasteczku koło Bielaw) do wynajęcia jest lokal po upadłej pizzerii. – Zapytał co robimy? Nie wahałam się. Spakowałam rzeczy i wróciłam do rodzinnego domu – dodaje.

Babcia w akcji – "Pizzeria"
Miała trochę odłożonych pieniędzy, a resztę wyłożył brat. Urzędnicy w gminie w ciągu zaledwie kilku godziny załatwili wszelkie formalności, aby Magda od pierwszego meczu Euro 2012 mogła sprzedawać piwo. Spodziewała się, że wielu młodych z okolicy przyjdzie do lokalu oglądać rozgrywki. Adam, brat Magdy, przyprowadził kuzynów i malowali ściany. Natomiast ona z mamą oraz babcią sprzątały. Babcia cały czas zagląda, aby chociaż zamieść. – Też przyszłam z kuzynkami, aby pomóc Magdzie. Tak bezinteresownie. Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że lokal długo przetrwa. Zmieniłam zdanie, gdy zobaczyłam tłum ludzi na otwarciu – wspomina Anna Wyżykowska, która obecnie jest etatowym pracownikiem Magdy. Pomagała przy kolejnym jej pomyśle.

Rodzice zaryzykowali polem

– Wróciłam do swoich planów związanych z rehabilitacją – mówi Magda Goral przy okazji żartując sobie. Droga do realizacji pomysłu nie była jednak prosta. Najpierw przekonała rodziców, ci zaryzykowali i przekazali jej kawałek pola. Niezawodny brat nie tylko wyłożył część pieniędzy, ale po godzinach pomagał przy budowie. Większość środków na inwestycję Magda zdobyła z dotacji. – Oj było nerwowo. Osoba, który miała napisać wniosek i załatwić formalności oszukała mnie. Wzięła zaliczkę i zniknęła – opowiada.

Jej lekarz pracuje u niej
Zapewnia, że teraz jej rodzice śpią już spokojniej. Coraz więcej aut gości zatrzymuje się przed ośrodkiem. Pracuje też fizjoterapeuta i lekarz, którego szefowa ośrodka spotkała w nietypowych okolicznościach. – W 2013 roku po.... wypadku. Zawiozłam pracownikom budującym drogę zamówiony u nas obiad, a w drodze powrotnej ciężarówka do transportu buraków przejechała przez tył mojego auta. To niemal cud, że nie zostałam zmiażdżona. Z uszkodzonymi kręgami szyjnymi trafiłam do szpitala. I tam wywiązała się rozmowa z lekarzem. Powiedział, że jak otworzę ośrodek, to on będzie u mnie pracował. Otworzyłam, a słowo się rzekło – śmieje się Magda.

Jak została bezdomną
Systematycznie przybywa jej klientów. Żali się, że czeka na decyzję banku w sprawie kredytu, tym razem na mieszkanie. Chcę zaadaptować poddasze swojego ośrodka. – Stałam się bezdomna, bo moje mieszkanie oddałam na potrzeby gości – tłumaczy. Od stycznia dzięki środkom unijnym rusza z nowym programem – ośrodkiem dziennym dla seniorów. Zastanawia się, czy nie zamówić busa, który będzie objeżdżał okoliczne wsie i zabierał podopiecznych. Dzięki programowi przez ponad rok ośrodek będzie mógł spokojniej rozkręcać działalność.

Wyszła na murawę i znów to poczuła
A co jest jej ostatnim sukcesem? – Pojechałam na pierwszy od ponad czterech lat urlop. No i wróciłam do trenowania, kopania piłki – z radości niemal krzyczy do słuchawki.
Przypadek sprawił, że wróciła na boisko. Została zaproszona na 45-lecie swojego klubu w Gdyni. – Tam pokopałam sobie piłkę i poczułam tę iskrę bożą, że chce znów wychodzić i walczyć na murawie. Po powrocie do domu rozejrzałam się za klubem. Tak trafiłam do Chełmży, do drużyny kobiecej – mówi z entuzjazmem w głosie.

Co nowego wymyśli?
Częstym gościem Magdy jest Agnieszka Piotrowska. Mieszka kilka domów dalej. Jej synek, Kacper korzysta z pomocy ośrodka. Chłopczyk ma przykurcz ścięgna Achillesa, dlatego chodzi na paluszkach. Piotrowska nie przypuszczała, że jej Kacperek znajdzie pomoc specjalistów w Bielawach. Miał trzy lata, gdy została zdiagnozowana jego przypadłość, a ośrodek dopiero powstawał. Pani Agnieszka szczerze przyznaje: – Nie tylko nie przypuszczaliśmy, że powstanie, ale również mieliśmy wątpliwości, czy będą klienci. Tymczasem nie tylko przyjeżdżają, ale nocują i zostają w naszej wsi. Magda to wulkan energii i konsekwencji. Czekamy co teraz nowego wymyśli.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...