Mamo, tato, wychodzę za Polaka. „Naszego nie było?!”. Jak zagraniczni teściowie patrzą na zięcia lub synową z Polski

Oj nasłuchałam się stereotypowych tekstów, gdy wyznałam w domu i wśród znajomych (nawet tych najbardziej multi-kulti), że wydaję się za Turka. Zaczęło się od pytań: jesteś pewna? Po twierdzenia: przecież on nie przyjedzie do szarej Polski ze słonecznej Turcji! Aż po groźby, iż na pewno nie będę mogła wychodzić z domu – ot tak – na kawki z koleżankami. A tu mija osiem lat, jak żyjemy sobie w Polsce i żadna ze złowieszczych przepowiedni się nie spełniła. Niemniej już wtedy zaczęło nurtować mnie pytanie: co dzieje się w domach cudzoziemców, gdy owy lub owa przyjdzie wyznać rodzicom, iż pragnie poślubić Polkę lub Polaka.

Mój mąż miał ułatwioną sprawę. Z rodziną, choć był emocjonalnie związany, to już zanim mnie poznał mieszkał samodzielnie kilka ładnych lat. Kiedy więc wyznał, że bierze ślub i wyjeżdża do Polski, nie było lamentu, tylko delikatna sugestia – do rozważenia – iż może małżonka (czyli ja) kiedyś chciałaby mieszkać w Turcji. Po kilku nieudanych próbach rodzina się poddała. Po pierwszej wizycie powiedzieli, że jestem ich i już. Nie zmienia to faktu, że tęsknią przeokropnie, zwłaszcza moja turecka mama.

Historie cudzoziemców, którzy poślubiają Polki i Polaków pokazują, że ich miłosne wybory przekładają się na relacje z rodzicami. Inaczej z decyzją syna o poślubieniu Polki poradzili sobie rodzice Stevena z Kanady, Ismaila z Algierii czy Gippy’ego z Indii. Zupełne inne podejście do ślubu z Polką miała mama Leo z Kuby i mama Dogana z Turcji. Inaczej zareagowali też rodzice cudzoziemek: Julii z Rumunii, która pewnego dnia przyjechała do rodzinnego domu z Rafałem poznanym w Polsce i Karen ze Szkocji, która pokochała Karola.

Naszego nie było?!

- Moja mama, kiedy powiedziałam, że wychodzę za Polaka powiedziała „Julia, ale zobacz ile tu jest wspaniałych Rumunów, żaden ci się nie podoba?”. Przez chwilę miała taką fazę na promocję wszystkiego co rumuńskie, jednak wynikało to bardziej z faktu, że jestem jedynaczką i rodzice liczyli, że po skończeniu studiów w Polsce wrócę do Rumunii – mówi Julia, która pochodzi z Rumunii, a na męża wybrała sobie Polaka.

O ile rodzice Julii po tym, jak poznali Rafała, mówią o nim „nasz syn”, o tyle Kasia, która szykuje się do ślubu z Hindusem nie ma szans na to, aby usłyszeć od teściów, że jest dla nich jak córka. – Mama mojego narzeczonego zadzwoniła całkiem niedawno i poprosiła mnie, abym odwołała ślub. Powiedziała, że ma on przeznaczoną dziewczynę z kasty, a ja jestem dla nich nikim. Zagroziła też, że jeśli ślub weźmiemy, to sprawię, że mój przyszły mąż nigdy nie będzie mógł przyjechać do Indii, nawet na jej pogrzeb – mówi Kasia, która wciąż bardzo przeżywa te słowa. Narzeczony, mimo wielkiego bólu, też nie chce się rozstawać. Nie akceptuje hinduskiej tradycji wybierania żony dla syna.

Kubańska rodzina Julii takich dylematów nie miała, bo „l’amore to l’amore”, zaś rodzice Stevena ucieszyli się na wieść o Natalii. Parze paradoksalnie pomogły przeboje dziadków Stevena, jakie zafundowała im w przed ślubem matka dziadka od strony ojca. Długo odradzała synowi, który pochodził z ówczesnej Czechosłowacji ślub z Kanadyjką. Mężczyzna oświadczył się jednak na 3 randce. – Ta historia, ale i fakt, że w Kanadzie jest duża otwartość na różnorodność sprawiła, że rodzice Stevena są bardzo wspierający – opowiada Natalia dodając, że rodzina Stevena na wieść o dziewczynie z Polski od razu poczytała sobie o Polsce w internecie.

Rodzice Ismailia z Algierii, który wziął za żonę Polkę, powiedział rodzicom o ślubie przez telefon. Ucieszyli się, pogratulowali, nie było zbędnych pytań, bo liczyli się z tym, że syn od wielu lat mieszkający w Londynie, wyjdzie za „obcą”. Jedyne, o czym marzyli, to aby para odwiedziła ich z wnukiem. I tak się stało.

Marcelinie, która weszła do Tureckiej rodziny pomógł fakt, że nie była pierwszą cudzoziemką. – Wujek mojego męża 30 lat wcześniej poślubił poznana w Niemczech Koreankę, buddystkę! W tych okolicznościach chrześcijanka z Polski w ogóle już nie była egzotyczna – żartuje Marcelina. Turecka rodzina sporo wiedziała o Polsce, po części dlatego, że swego czasu bardzo popularny był tam film “Pianista”, a po drugie dzieci kuzynek były w naszym kraju na Erasmusie.

O ile dziewczyny wchodziły do zagranicznych rodzin w ostatnich latach, o tyle Karol, młody chłopak z Polski zaczynający szkocki college poznał Karen ze Szkocji w 2000 roku. – Byłem dla rodziny taką nowością. Kiedy rodzice zauważyli, że związek robi się poważny, od razu pojechali do Polski, aby zobaczyć co to za kraj. Pojechali w lipcu, odwiedzając historycznie ważne miejsca np. Majdanek. Zamiast słońca, zastały ich ulewy. Wrócili zdruzgotani – opowiada Karol. Szczęśliwie wycieczka nie zniechęciła ich do starającego się o rękę córki Polaka. Kiedy jednak młodzi wyjeżdżali do Polski na kilkudniowy wypad, poprosili o jego numer telefonu i podpytywali gdzie będą nocować oraz w jakich miastach się zatrzymają.

Ślub po naszemu czy naszemu?

Karol zdobył serca teściów – już raz na zawsze – gdy w 2007 roku zdecydował się założyć ślub kilt, narodowy szkocki strój. – Do dziś zakładam go na ważne uroczystości, bo tutaj to zupełnie zwyczajne. Chociażby za tydzień mamy firmową imprezę, na którą wszyscy założymy kilty – opowiada.

Przy organizacji tureckiego wesela Marceliny doszło do kilku spięć na linii synowa- teściowa. - Organizacja wesela zaskakiwała mnie na każdym kroku. Mąż i mama marzyli i dużym ślubie. Pomyślałam, no dobrze, niech zaproszą te 80 osób jak muszą, ale okazało się że dla nich duże oznacza minimum 300 osób! I tyle właśnie – o zgrozo – zaprosili – opowiada Marcelina, która miała sześcioro gości z Polski.

Poddała się też przy wyborze sukni, bo choć chciała prostą, to taka nie zrobiłaby wrażenia na trzystu gościach. Musiała być wielka i zdobna. – Zagotowałam się, gdy teściowa zarządziła, że o godz. 13 mam iść do fryzjera już z suknią. Tam się uczesać i ubrać, a następnie siedzieć jak kołek w domu do wieczora (ślub był o godz. 20.00!) i ładnie wyglądać dla przychodzących gości, którzy przyszliby oglądać pannę młodą. - Ostatecznie dałam sobie o tej trzynastej zrobić fryzurę i wpiąć welon, ale do wieczora paradowałam w zwykłej domowej kiecce – wspomina. Teściowej nie było do śmiechu.

Rodzice Stevena byli bardzo wzruszeni uroczystością w Polsce. Babcia, która nie zdecydowała się na lot z Kanady poprosiła o transmisję wydarzeń na Facebooku. Bardzo przeżywała, że nie mogła być z młodymi. Z kolei mama Leo od początku zdawała sobie sprawę, że nie będzie jej na ślubie w Polsce, ale dopiero gdy zobaczyła zdjęcia z pięknej uroczystości, wzruszyła się i bardzo przeżyła fakt, że tego dnia nie była z synem. Z myślą, w dużej mierze o mamie Leo, para planuje ślub także na Kubie.

Podobne plany ma Julia z Rumunii. – Mamy u nas taką tradycję, że panna młoda wychodzi z domu ubrana na biało i wiem, że moi rodzice bardzo chcieliby mnie zobaczyć tak ubraną. Dlatego, choć jesteśmy po ślubie cywilnym w Polsce, to planujemy drugi w obrządku prawosławnym w Rumunii – mówi Julia.

Synku, skosztujesz rosołu z kurzymi łapkami?

Rodzice Julii, kiedy Rafał przyjechał po raz pierwszy, bardzo chcieli go ugościć. Mama zrobiła więc świąteczne danie, czyli specjalnie przyrządzoną świńską skórę. Rafał był przerażony, choć starał się tego nie pokazać. Zjadł mały kawałek. Mama była troszkę smutna, zwłaszcza że zięć nie lubi też innego rumuńskiego przysmaku, rosołu z kurzą łapą. – Mama zawsze mówi, że ja za mało gotuję w domu rumuńskiej kuchni i to moja wina, że Rafał nie potrafi odkryć naszych kulinarnych smaków – mówi Julia.

Mama Leo, tak polubiła Julię, że podczas jednych z odwiedzin pary na Kubie, wpuściła ją nawet do swojej kuchni. – Postanowiłam ugotować im bigos ze świeżej kapusty. Dorosłym nawet ten bigos smakował, ale dzieci zaczęły nim pluć, bo im tak nie smakował – opowiada Julia. Mama Leo ucieszyła się jednak, że Julia potrafi gotować i syn nie będzie w Polsce głodował.

Przejść kulinarnych nie miała Natalia. Jedyne co ją martwiło, to fakt, że w Kanadzie bardzo dużo się je. Specjałem było chociażby danie Meat Sandwich Montreal, które ma w sobie bardzo dużo mięsa i podaje się je z górą frytek.

Kiedy dzieci?

Wcześniej czy później, tak jak i polscy teściowie, o dzieci wypytują także ci kubańscy. Teściowa Julii czeka na wnuki. Nie może pojąć, że młodym się nie śpieszy do rodzicielstwa. Co raz pada więc pytanie o „bimbo”.

Natalia i Steven właśnie spodziewają się dziecka. Rodzice są przeszczęśliwi, babcia już poszła kupić ciuszki. – Wysłaliśmy nawet propozycje trzech imion (Amelia, Nela, Malina) dla dziecka, bo chcieliśmy poznać ich zdanie. Powiedzieli, że zaakceptują każde, jakie wybierzemy – cieszy się Natalia.

Uwaga, idą sąsiadki!

Rodzice musieli się też zmierzyć ze wścibskimi sąsiadkami. Kiedy Ismail zabrał, żonę do Algierii a do domu przyszły niezbyt zaprzyjaźnione sąsiadki, mama Ismailia prosiła, aby żona została w innej części domu. Bardzo martwiła się o to, aby nie rzuciły złego uroku na synową z innego kraju.

U Marceliny w Turcji starsze znajome mamy bardzo ją lubiły. To co je trapiło, że taka miła dziewczyna może pójść do piekła, bo nie zna Allaha. Jak mówi Marcelina, to było raczej urocze, niż nachalne. One bardzo się przejmowały.

Na Kubie zaś gdzie Julia od razu była traktowana jak swój, sąsiadki dopytywały czy np. ma w Polsce dzieci? Były zdziwione, że nie ma. Raz spędziła z nimi pół dnia gotując i opiekując się dziećmi.

Wszystko dobrze, tylko mój synek zmarznie

Choć większość zagranicznych rodzin – z wyjątkiem tej z Indii – zaakceptowała związek córki lub syna z Polką lub Polakiem, to nie zmieniło to faktu, że trapiło ich wiele spraw.
Mama Leo, na wieść o panujących w Polsce niskich temperaturach, była przerażona. Kiedy Julia dodała, że każdej zimy jacyś ludzie umierają z zimna, nie mogła sobie tego poukładać w głowie. Bo jak to możliwe, że w Europie są ludzie, którzy zamarzają?

Rodzice Julii, choć bardzo cieszą się widząc szczęście córki, to martwią się, że dojazd pomiędzy Polską a Rumunią jest tak słaby. Ani pociągu, ani autokaru, pozostaje lot (a oni się boją) albo samochód. Bo choć Rafał dostał od nich pełny kredyt zaufania, to serce matki i ojca tęskni.

Z Karolem jest łatwiej, bo to on mieszka w Szkocji, więc rodzina ma Karen blisko. Poza tym para jest ze sobą 16 lat, więc Karol jest po prostu częścią rodziny.
Marcelina rozstała się z mężem. Czy turecka teściowa miała w tym swój udział? – Myślę, że nieświadomie, ale tak. Nigdy nie zaakceptowała drugiej gospodyni w domu, a mąż nie chciał się wyprowadzić – mówi.

Wszyscy cudzoziemcy są zgodni co do jednego, mimo różnych przejść, nie żałują swoich wyborów. Polak i Polka są doskonałymi partnerami na życie.
Napisz do autorki: jolanta.korucu@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...