Jimmy Jump przerywa największe imprezy sportowe świata. „To jest jak narkotyk”. Czy pojawi się na Euro? [wywiad]

Jimmy Jump w koszulce z Janem Pawłem II.
Jimmy Jump w koszulce z Janem Pawłem II. Archiwum prywatne
Zaczyna brakować wydarzeń, na których nie było jeszcze Jimmy'ego Jumpa. Katalończyka, który w trakcie trwania meczu wbiega na murawę i… po niej biega. Tym nietypowym hobby zjednał sobie sympatię setek tysięcy ludzi na całym globie. Finały najważniejszych na świecie imprez piłkarskich, ale też wyścigi Formuły 1, pokazy mody, konkurs Eurowizji, czy finał Wielkiego Szlema. Na Euro 2012 jeszcze go nie było, ale zgodnie z zapowiedziami planuje pojawić się w koszulce z Janem Pawłem II. W rozmowie z naTemat opowiada o swojej pasji i tym, dlaczego nie płaci mandatów, których uzbierało się już całkiem sporo.

Jimmy Jump, a właściwie Jaume Marquet, to chyba najbardziej znany na świecie agent nieruchomości. Swoje skaczące tournee rozpoczął w 2002 roku. Do tej pory wykonał już ponad pięćdziesiąt skoków, z których najdroższy był ten w półfinale Ligi Mistrzów w sezonie 2005/2006. Jimmy wbiegł na boisko podczas meczu Villarrealu i Arsenalu Londyn i dał Thierry'emu Henry'emu koszulkę Barcelony. Za to wtargnięcie ukarano go grzywną 60 100 euro.

Jimmy jest bardzo otwarty i pogodny, a przy tym mocno religijny. Bez problemu zgodził się na wywiad, w trakcie którego zdążył wyrazić wyrazy szczerego współczucia po słabym występie Polski na Euro 2012. Dla jednych to tylko intruz, który psuje kibicom sportowe widowiska. Dla drugich błazen w czerwonej czapce, którą ma na sobie podczas większości biegów. Właśnie tę czapkę często zakłada na głowy piłkarzy. Udało mu się włożyć ją m.in. Leo Messiemu czy Samuelowi Eto. Jak sam mówi, teraz jego celem jest "głowa" Jose Mourinho.

Kilka skoków Jimmy'ego Jumpa

Finał Euro 2004
Grand Prix Hiszpanii Formuły 1 w 2004
Real Madryt - Barcelona 2005
Finał Ligi Mistrzów 2006
Finał Ligi Mistrzów 2007
Finał Pucharu Świata w Rugby 2007
Półfinał Euro 2008
Finał wielkoszlemowego French Open 2009
Finał Mistrzostw Świata 2010


Po tym wywiadzie przekonałem się, że to po prostu mężczyzna, który robi to, co sprawia mu ogromną radość.


Euro 2012 trwa w najlepsze, czy Jimmy Jump jest teraz w Polsce lub na Ukrainie?

Jeszcze nie, ale być może będę tam w dalszej fazie turnieju. Na samej, finałowej końcówce.

A wcześniej, byłeś kiedykolwiek w Polsce?

Niestety jeszcze nie miałem okazji. Naprawdę bardzo chciałbym odwiedzić wasz kraj, ale ciągle nie wiem kiedy dokładnie będzie to możliwe.

W wywiadach mówiłeś, że w czasie Euro 2012 zobaczymy Ciebie wbiegającego na murawę. Trwa trzecia kolejka turnieju, a Jimmy’ego Jumpa jak nie było, tak nie ma.

Nigdy nie jest pewne do końca, czy uda mi się być na konkretnej imprezie. To, że bym chciał to jedno, ale nie wszystko zależy tylko ode mnie. To kwestia budżetu i ewentualnych sponsorów. Teraz jestem spłukany, ale przynajmniej szczęśliwy.

Czytaj też: Zostawcie nam strefę kibica! Kibice po Euro 2012 chcą razem oglądać mecze reprezentacji

Nikt nie chce wykładać na to pieniędzy? Przecież wystarczyłoby na koszulce mieć czyjeś logo. Jesteś handlowcem, więc znalezienie sponsora nie powinno być dla ciebie trudne.

Do tej pory nigdy nie miałem sponsora, robię to dla zabawy. Teraz czasy trochę się zmieniły i żeby móc pozwolić sobie na takie wyjazdy potrzebuję wsparcia finansowego.

Jeżeli uda się zobaczyć ciebie w czasie Euro 2012, czy będzie to jakiś specjalny skok? Mówiłeś, że chciałbyś pojawić się na murawie w koszulce z Janem Pawłem II.

Tak jak mówiłem, wiele zależy od kwestii finansowych. Co do koszulki to prawda. Chciałbym uczcić pamięć najlepszego papieża w historii. Skok na jego cześć stałby się automatycznie moim najlepszym numerem!

A do tej pory który skok jest twoim ulubionym?

Ten najsłynniejszy podczas finału Portugalia-Grecja na Euro 2004. (Jimmy Jump rzucił wtedy w Luisa Figo flagą Barcelony - red.) To jest jak z miłością - tę największą pamiętasz do końca życia.


Jedni zbierają znaczki, inni robią zdjęcia, a ty wbiegasz na największe imprezy świata. To dość nietypowe hobby, skąd taki pomysł?


Tak jak mówisz, to moje hobby. Wbiegając na murawę i uciekając przed ochroniarzami czuję się wolny i swobodny. I właśnie te wartości chcę wyrażać swoimi skokami. Od dziecka chciałem występować w telewizji, chodziłem nawet na castingi, ale się nie udało. Zdecydowałem się na bardziej radykalną metodę. Adrenalina z tym związana jest jak narkotyk.

Ile razy już skakałeś?

Huuuh, dużo... Na pewno ponad pięćdziesiąt.

Boisz się przed skokiem?

Bać? Nigdy, ale zdarza się stres.

Jak przygotowujesz się do skoku?

Dużo trenuję, właściwie przez całe życie, bo to kocham! A tak poważniej, zawsze trzeba znaleźć puste miejsce, jak najbliżej murawy. To trudne, bo często nie mam biletu, a większość miejsc jest zajęta. Wierzę, że Bóg zawsze mi pomaga. No i mam nadzieję, że wszechświat jest ze mną!

Takie skoki muszą sporo kosztować, zarówno finansowo jak i prawnie. Słyszałem, że nazbierało ci się mandatów na 300 tysięcy euro?!

Oczywiście nie jestem ponad prawem i ręka sprawiedliwości też mnie dosięga. Po prostu lubię skakać! Wtedy czuję szczęście i wolność.

I zapłaciłeś wszystkie?

Nie jestem w stanie, bo po prostu nie mam na to pieniędzy. Nie przejmuję się tym za bardzo. Nie czuję się kryminalistą i nim nie jestem.

Od czego zależy, gdzie się pojawisz?

Od tego, gdzie uda mi się wejść bez biletu. Próbuję, próbuję i jeszcze raz próbuję dostać się na stadion. Wtedy albo oglądasz mecz, albo skaczesz i biegniesz. Ważne jest, żeby iść pewnie przed siebie, nie oglądać się do tyłu.

Czytałem, że od twojego pierwszego skoku na Camp Nou (stadion Barcelony) nie musisz kupować biletów, bo wejście masz darmowe.

To mój drugi dom, który kocham. Znam wiele sposobów, żeby przeniknąć do środka, ale to prawda, mogę wchodzić tam bez biletu, bo mam wejściówkę VIP.

Zobacz także co dalej z biało-czerwoną flagą, która towarzyszyła Polakom podczas meczu z Czechami

Czy ludzie na ulicy cię rozpoznają, a koledzy z pracy wiedzą, że jesteś Jimmym Jumpem?

Wiele razy, ale zakładam różne ubrania i jestem trochę jak dr Jekyll i Mr Hyde [osoba o podwójnej osobowości – red.]. Przestaję być Jaumem Marquetem i staję się Jimmym Jumpem.

Skoro poznają cię na ulicy, to ochroniarze na stadionach też na pewno wiedzą jak wyglądasz. Czy podczas meczu zwracają na ciebie specjalną uwagę?

Wiem, że od Igrzysk Olimpijskich w 2004 roku wypatrują mnie ze zwiększoną uwagą.

Jak sportowcy reagują kiedy pojawiasz się na murawie?

Czasami się uśmiechają, czasami się boją, ale ja zawsze naprawdę ich szanuję. To są najlepsi z najlepszych. Ja jestem tylko wolnym skoczkiem i nie chcę, żeby przestali wykonywać swój zawód. Chcę sprawiać, żeby ludzie się uśmiechali, kiedy widzą mnie na murawie.

Ile skoków się nie udaje?

Oj dużo. Ostatni raz powstrzymali mnie podczas Finału Klubowych Mistrzostw Świata w Japonii. Barcelona wygrała tam z Santosem.

Jesteś zapalonym kibicem piłkarskim. Fazy grupowe Euro 2012 dobiegają końca, jak do tej pory oceniasz turniej?

Zaskakujący i zadziwiający. Holandia i Rosja są za burtą, zamiast nich dalej gra Grecja i Portugalia. Z kolei Niemcy, po tym co do tej pory zaprezentowali, są moim faworytem.

Półgodzinny film dokumentalny o Jimmy'm Jump'ie

Trwa ładowanie komentarzy...