Ktoś je jeszcze pamięta? Kalendarze adwentowe były hitem lat 90. i próbą charakteru dla łasuchów

Też zjadałeś wszystkie na raz? Kalendarz adwentowy, czyli #gimbynieznajo
Też zjadałeś wszystkie na raz? Kalendarz adwentowy, czyli #gimbynieznajo Fot. naTemat.pl
Kiedyś pojawiały się niemal w każdym domu, dziś są już nieco mniej popularne. Kalendarze adwentowe były pierwszą, słodką oznaką zbliżających się świat, a dla wielu osób - również testem silnej woli. Zabawa polega na tym, aby codziennie zjadać tylko jedną czekoladkę - aż do Wigilii.

Nie wszyscy wiedzą (a niektórzy pewnie woleliby nie wiedzieć), że kalendarze adwentowe są pomysłem niemieckich luteranów. To tradycja odliczania dni od pierwszego dnia adwentu do Wigilii Bożego Narodzenia, której korzenie sięgają XIX wieku.

Serwis PCH24.pl przypomina, że oryginalny kalendarz adwentowy był napełniony nie tyle słodkościami, co np. cytatami biblijnymi, głębokimi myślami czy też zobowiązaniami, jakie dziecko podejmuje na każdy dzień adwentu. Większość z nas kojarzy jednak kalendarz adwentowy z tekturowym pudełkiem z czekoladkami i po prostu - błogim dzieciństwem.
To fenomen
Niektórzy nie rozumieją, na czym polega magia kalendarzy adwentowych. Można powiedzieć, że to zwykła bombonierka, często z wątpliwej jakości zawartością. Najtańsze, te z supermarketów, kosztują nieco ponad 3 zł i rzeczywiście – nie są ani szczególnie ładne, ani smaczne. Ale są przynajmniej takie, jak pamiętamy z dzieciństwa. Dziś to raczej rodzice uśmiechają się na widok kalendarzy, do których mają sentyment.

Najfajniejsze są te kalendarze, w których oprócz czegoś słodkiego dostajemy też mały prezent. Ciekawość zawartości okienek jest tak duża, że większość z nas posiadła w dzieciństwie umiejętność zaglądania do nich w taki sposób, aby rodzice nie zorientowali się, że nie wytrzymaliśmy. A kusi nie tylko czekolada, ale przede wszystkim jej kształt (każda ma inny), kolejny element historyjki lub mini upominek.

Przegląd najciekawszych kalendarzy adwentowych na rok 2016 możemy znaleźć w serwisie YouTube. Zdecydowanie odbiegają one jednak od tego, co pamięta z dzieciństwa pokolenie Y. Niektóre z nich, zamiast czekoladek zawierają... cytaty, lub zadanie, które mamy wykonać danego dnia.
Popularność adwentowych kalendarzy wykorzystał w tym roku... Europol. Na każdy dzień, przygotował jednego poszukiwanego przestępcę – w tym dwóch z Polski.
Kalendarze adwentowe są często wykorzystywane jako materiał promocyjny. Bardzo popularne są kalendarze z kosmetykami, których ceny znacznie przekraczają 200 złotych. To jednak nic w porównaniu do ceny kalendarzy w postaci zabawek. Klocki lego i kalendarz adwentowy w jednym to wydatek rzędu pięciuset złotych.
Dużą popularnością cieszą się kalendarze adwentowe, w których znajdziemy 24 okienka... z herbatą. To jednak zdecydowanie wersja dla dorosłych.

Marka H&M proponuje zaś kalendarz z błyskotkami. Znajdziemy w nim kolczyki w kształcie renifera, czy wisiorki – choinki. Z kolei kalendarz adwentowy Bearded Man skrywa 24 zapachowe olejki do brody... To jednak jeszcze nic. W ubiegłym roku na rynku pojawiły się kalendarze adwentowe dla psów. Wyglądają niemal tak samo, jak te dla dzieci, ale zamiast czekoladek, w okienkach znajduje się psia karma.

W sieci można znaleźć sanie ze świętym Mikołajem, które też są "kalendarzem adwentowym". Cena? Jedyne 1690 zł.
Środowiska katolickie informują o rzekomej "nowej modzie", gdzie kalendarz adwentowy wykonany jest z papieru i kleju – bez czekolady. Frajdą jest w tym przypadku samo przygotowywanie kalendarza, który wymaga spędzenia czasu z rodziną. Też dobrze.

Ale każdy, kto w dzieciństwie zajadał się czekoladkami w oczekiwaniu na Boże Narodzenie wie, że nie ma sensu walczyć z tradycją. Zwłaszcza tak słodką.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU