Napisał dla nas "Dom” i "Samych swoich”. Oto scenarzysta, którego dzieło Bogusław Linda zmieszał z błotem

Andrzej Mularczyk – pisarz, dziennikarz, scenarzysta, radiowiec. Twórca scenariusza do ostatniego filmu Andrzeja Wajdy.
Andrzej Mularczyk – pisarz, dziennikarz, scenarzysta, radiowiec. Twórca scenariusza do ostatniego filmu Andrzeja Wajdy. Fot. Bartosz Bobkowski / AG
"Powidoki" nie zasłużyły na tak surową ocenę, jaką wystawił im za Oceanem Bogusław Linda. W każdym razie epitety "przyzwoity" i "akademicki" bardziej oddają charakter scenariusza filmu niż "chu***y”. Jego autor, Andrzej Mularczyk, to zresztą żywa legenda polskiego kina. 86-latek napisał scenariusze do ponad 40 polskich filmów i seriali – wielu uznawanych dziś za kultowe.

W środowisku filmowym, autora scenariusza "Powidoków”, uważa się za kogoś w rodzaju człowieka-orkiestry. Wszechstronnie utalentowany, zaczynał od dziennikarstwa. Najpierw, jeszcze w czasie wojny, było konspiracyjne pismo "Dźwigary”. Potem, w 1949 zaczął studia na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Pisał między innymi dla tygodnika "Świat”.



Mularczyk szybko zaczął współpracować z Polskim Radiem – słuchowiska jego autorstwa przyciągały przed odbiorniki radiowe tysiące fanów. Ale największy sukces miała mu przynieść kariera scenarzysty.
Sam, pierwszy raz był w kinie jako mały chłopiec. Nie było to właściwie kino – w jednostce wojskowej w Garwolinie puszczano film szkoleniowy dla żołnierzy i chłopak uparł się, by go zobaczyć. — Pamiętam dokładnie: na ścianie prześcieradło, przed nim stoi porucznik z trzcinką, klekot aparatu, przez salę idzie promień światła i zaczyna się film, oczywiście niemy — wspominał Mularczyk w rozmowie z "Gazetą Wyborczą”.

Potem przyszedł czas na kino europejskie: na Chaplina, wyświetlanego w knajpkach między ruinami zniszczonej Warszawy. Z łódzką filmówką zaczął współpracować trochę przez przypadek. We Włoszech był modny neorealizm i współpraca kina z reportażem, u nas też chciano tego spróbować, zaproszono więc kilku dziennikarzy do napisania nowelek filmowych. Dla Mularczyka przekwalifikowanie się na scenarzystę nie było trudne.

— Nie jest przypadkiem, że moje słuchowiska radiowe są podstawą filmów — przyznał Mularczyk w rozmowie z Barbarą Syczewską na antenie Programu Trzeciego w 1981 roku. — Tak było z filmem ”Sami swoi”, który stał się początkiem sagi rodów Karguli i Pawlaków. To było najpierw słuchowisko – dodawał.

Oprócz trylogii "Sami swoi” - "Nie ma mocnych” - "Kochaj albo rzuć”, były jeszcze równie kultowe – "Niespotykanie spokojny człowiek” Stanisława Barei i serial "Dom”. Pamiętamy też jego kostiumowy miniserial "Rodzina Połanieckich” z Janem Englertem w roli głównej, czy komedię "Wyjście awaryjne”. Łącznie uzbierało się ponad 40 filmów, miniseriali i seriali."Powidoki”, które trafią do kina 13 stycznia, są jego ostatnim "dzieckiem”.
Od producenta Akson Studio, odpowiedzialnego za produkcję "Powidoków" dowiadujemy się, że scenariusz Mularczyka ulegał zmianie, nim zdecydowano się na ostateczną wersję.
Marta Polaczuk, Akson Studio

Zawsze jest tak, że powstaje bardzo wiele różnych wersji scenariusza. A w przypadku filmu, w którym mamy do czynienia z przeszłą epoką, prowadzi się dodatkowo bardzo szeroko zakrojone konsultacje.

Scenarzysta nigdy nie ukrywał,  że źle znosi wprowadzanie cudzych poprawek do swoich scenariuszy. On czuje się pisarzem, a film nie taktuje scenariusza jak dzieła literackiego, ale jak narzędzie do stworzenia czegoś innego.

— Paradygmat filmowy niszczy to, co w tekście prawdziwe, oryginalne, niuansowe, co jest autorskim przeżyciem. Zadając się z filmem, pisarz odbiera sobie prawo do czułości wobec świata, do nastawienia swego wewnętrznego metronomu, podlega krawieckiej dyscyplinie, bo wszystko musi być uszyte na miarę. Staje się częścią korporacyjno-przemysłowej machiny, która cynicznie produkuje emocje, chce je wycisnąć z widza — powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Mularczyk.

Mularczyk za swoją pracę otrzymał już dziesiątki nagród i wyróżnień – miedzy innymi Złote Krzyże Zasługi, nagrody "Wielki Splendor" i "Diamentowy Mikrofon" za twórczość radiową, "Super Wiktora" '2000, a w 2008 roku podczas Lata Filmów w Warszawie roku nagrodę "Pióro Mistrza".

Scenarzysta na razie nie odniósł się do gorzkich słów Lindy w stosunku do jego dzieła i nie wiadomo, czy w ogóle zechce to zrobić. Wody w usta nabiera też producent: — Nie komentujemy słów pana Bogusława Lindy, ponieważ bardzo trudno się do nich odnieść. To chyba kwestia pewnej kultury... Nie wiemy też, co wywołało u pana Lindy taki komentarz. Z naszej strony mamy nadzieję, że widzowie po prostu chętnie pójdą do kina.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...