Był najmłodszym więźniem politycznym. Kolega z opozycji, broniąc Piotrowicza, napisał mu, że jest "pos*anym skur*ysynem"

Jerzy Golczuk był najmłodszym więźniem politycznym w stanie wojennym. Teraz kolega z opozycji, broniąc posła Piotrowicza, napisał mu, że jest "pos*anym skur*ysynem".
Jerzy Golczuk był najmłodszym więźniem politycznym w stanie wojennym. Teraz kolega z opozycji, broniąc posła Piotrowicza, napisał mu, że jest "pos*anym skur*ysynem". Fot. zdjęcie prywatne
Jerzy Golczuk miał 15 lat, gdy został w stanie wojennym zatrzymany przez milicję na 2 tygodnie. Dlatego w kręgu dawnych działaczy "Solidarności" jest nazywany najmłodszym więźniem politycznym stanu wojennego. Czas za kratami spędził w Milicyjnej Izbie Dziecka w Opolu, potem dostał dozór kuratora, ale nie zaprzestał działalności opozycyjnej. A dziś, gdy widzi w telewizji posła Piotrowicza, otwiera mu się nóż w kieszeni.

Jak wyglądał Pana 13 grudnia 35 lat temu?



Zacznijmy od 12 grudnia. Wtedy byłem z kolegami w Katowicach na zjeździe Federacji Młodzieży Szkolnej. To była organizacja skupiająca uczniów szkół średnich, taka młodzieżowa "Solidarność". Po obradach poszliśmy się przejść po mieście i już widzieliśmy, że na coś się zanosi. Suki, czyli milicyjne nyski, były wszędzie. Łatwo było się zorientować, że kręci się mnóstwo tajniaków. Zastanawialiśmy się, czy to przez nas i przez nasz zjazd.

Na noc wróciliśmy do hotelu. Nad ranem obudziła nas obsługa hotelu i ostrzegła nas, że mamy uciekać, ponieważ dostali cynk, że bezpieka będzie robiła "najazd". Nie zapomnę tego, jak z wypchanym plecakiem pełnym "bibuły" przechodziłem obok czołgów i ZOMO-wców idąc w kierunku dworca. Mnie dano to do niesienia, bo byłem najmłodszy i uważano, że mnie nie ruszą. I rzeczywiście, bezpiecznie wróciliśmy z Katowic do Opola, nikt nas wtedy nie aresztował.

Ale wkrótce potem – owszem.

Tak, już niedługo potem bezpieka nas znalazła. Były pierwsze przesłuchania, ale robiliśmy swoje. Na bazie Federacji Młodzieży Szkolnej założyliśmy nową organizację, WiN - Wolność i Niepodległość. Było nas kilkudziesięciu. Ale to nie trwało długo, bezpieka nas namierzyła i aresztowała pierwszą grupę ludzi. To już był marzec 1982. My, z dwójką kolegów, postanowiliśmy wykonać akcję odwetową za tych aresztowanych.
Komendantem milicji w Opolu był wtedy płk. Julian Urantówka. To człowiek przysłany ze Szczecina, odpowiedzialny za krwawe rozprawienie się z tamtejszymi stoczniowcami w grudniu 70'. Postanowiliśmy wybić okna w jego willi, a w ogrodzie rozrzucić ulotki. Akcja się udała, ale zakończyła się zatrzymaniem i 2-tygodniowym pobytem w Milicyjnej Izbie Dziecka, a potem nadzorem kuratorskim.

Był Pan dość radykalny, delikatnie mówiąc...

No tak, dziś jako dorosły człowiek trochę inaczej na to patrzę, ale wtedy działaliśmy ostro. Ja byłem w "Solidarności Walczącej", organizacji bardziej bojowej od "Solidarności". My mówiliśmy, że niepodległość Polski jest możliwa bez dogadywania się z komunistami, bez Okrągłego Stołu.

A dziś, co Pan czuje widząc posła Stanisława Piotrowicza pokrzykującego z sejmowej trybuny "Precz z komuną"?

Jestem przerażony tym, jak historia zatoczyła koło i dawny PRL-owski prokurator jest jedną z ważniejszych postaci partii o rodowodzie solidarnościowym, która w nazwie ma "prawo" i "sprawiedliwość". I chyba tylko w nazwie...

Były prokurator Piotrowicz dowodzi, że on działał na rzecz opozycji.

Pan Piotrowicz jest dowodem na to, że proces dekomunizacji w czasach transformacji ustrojowej w Polsce został przeprowadzony nie tak, jak powinien. A najbardziej przykre i przerażające jest to, że bronią go ludzie, którzy mają na sztandarach hasła dekomunizacji i dezubekizacji.
Rozmawiał Pan z – tak ich nazwijmy – obrońcami Piotrowicza?

Parę dni temu zadzwoniłem do kolegi, który jest bardzo znanym reżyserem. Mniejsza o nazwisko. Jest związany z PiS-em i teraz jest beneficjentem tego, co się dzieje w Telewizji Polskiej. I on mnie przekonywał, że przecież towarzysz Piotrowicz pomagał opozycji. A że dokumenty pokazane w TVN wskazują na co innego? "Koleżanka Lichocka powiedziała mi, że było inaczej, a ja jej wierzę. A jeżeli ty oglądasz TVN, to ja cię przepraszam" – tak mi odpowiedział.

Ostatnio właśnie w TVN24 w obronie posła Piotrowicza stanął Pana kolega z Opolszczyzny, także zasłużony dla opozycji w czasach PRL – Janusz Sanocki. On do Sejmu wszedł z listy Kukiza, teraz jest posłem niezależnym, ale czasem wspierającym PiS. I tak właśnie było w sprawie Piotrowicza.

My z Januszem Sanockim w PRL-u niejednokrotnie współpracowaliśmy. Razem byliśmy w "Solidarności Walczącej", pamiętam nasze takie mocno zakonspirowane spotkanie w Nysie z Władkiem Frasyniukiem. Więc oglądając ten program, w którym Janusz broniąc Piotrowicza mało elegancko atakował Kamilę Gasiuk-Pihowicz z Nowoczesnej, ja byłem w kompletnym szoku.

Dlatego postanowiłem mu zwrócić uwagę, że tak nie można. A w odpowiedzi dostałem sms-a: "zawsze byłeś pos*anym skur*ysynem". Zatkało mnie zupełnie: kolega z opozycji napisał do mnie w taki sposób broniąc PRL-owskiego prokuratora!

Brzmi cokolwiek absurdalnie. I prowadzi do smutnych wniosków. Mówiąc patetycznie – czy my, jako naród, jesteśmy się jeszcze w stanie porozumiewać?

Dziś mamy dwa obozy, które nawzajem nie potrafią się zrozumieć. Kiedyś byliśmy skonsolidowani w walce z komuną, mieliśmy różne koncepcje, ale łączył nas jeden nadrzędny cel.
A dziś rozmawiamy zupełnie różnymi językami i to jest przerażające. Nie widzę na to lekarstwa. Ja próbuję rozmawiać, ale odpowiedzią na próbę dialogu są inwektywy.

A to nie jest tak, że te inwektywy lecą z obu stron?

Wydaje mi się, że po stronie obecnej opozycji nie ma aż takiego poziomu agresji, jak w szeregach aktualnych władz. Tam ten język nienawiści jest bardzo widoczny.

A teraz obchodzi Pan jakoś 35 rocznicę wprowadzenia stanu wojennego?

W weekend byłem na opolskim spotkaniu, nazwijmy to, kombatantów – osób, które były aresztowane, represjonowane i 35 lat temu łączyła je jedna idea. Teraz był bardzo wyraźny podział, pół na pół.

Przykre jest to, że PiS zawłaszcza sobie symbole i daty, które były symbolami i datami ważnymi dla wszystkich Polaków. Dziś w Opolu odbędą się miejskie uroczystości rocznicowe, które miały być objęte patronatem posła Patryka Jakiego (o kontrowersjach wokół tych uroczystości pisaliśmy tutaj - przyp. red.). Zapowiedziałem, że jeśli ten patronat pozostanie, to ja przyjdę z transparentem krytykującym pana posła. Na szczęście, minister Jaki wycofał się z tego patronatu. Ale przykre jest to, że tą rocznicą próbuje zawładnąć jedna opcja polityczna.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...