Dla takich kabaretowych momentów ogląda się komisje śledcze. Kompromitacja Suskiego rozbawiła nawet jego kolegów z PiS

Kompromitujący brak podstawowej wiedzy historycznej posła Marka Suskiego rozśmieszył nawet jego partyjnych kolegów.
Kompromitujący brak podstawowej wiedzy historycznej posła Marka Suskiego rozśmieszył nawet jego partyjnych kolegów. Fot. TVP Info
Przed laty konkurencję kabaretom udanie robiły tropiące "grupę trzymającą władzę" Anita Błochowiak i Renata Beger. Teraz do tego zasłużonego dla dobrego humoru Polaków grona sejmowych śledczych dołączył poseł Marek Suski. Próbując przyszpilić przesłuchiwanego w sprawie Amber Gold zaliczył kompromitację, która rozbawiła nawet jego kolegów z PiS.

W środę przed sejmową komisją śledczą ds. Amber Gold zeznawał były prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszard Milewski. Uwikłany w aferę sędzia musiał zmierzyć się między innymi z serią pytań od posła Marka Suskiego. Jedno z nich dotyczyło znajomości z rzekomo bardzo wpływową w wymiarze sprawiedliwości osobą znaną pod pseudonimem "Caryca".
Ryszard Milewski bez namysłu odparł, iż nikogo takiego nie zna. I dodał, że jedyna znana mu caryca to Katarzyna. Każdy, kto uważał na lekcjach historii w podstawówce powinien zrozumieć, iż było to ironiczne odniesienie do legendarnej XVIII-wiecznej władczyni Rosji. Polityk Prawa i Sprawiedliwości tej wiedzy nie miał i poruszony tym, że już wyciągnął od przesłuchiwanego imię, zaczął dopytywać także o nazwisko. Kiedy Milewski karnie podał, że chodzi o Katarzynę Wielką, przed śmiechem nie mogli pohamować się nawet partyjni koledzy Marka Suskiego. – Co w tym śmiesznego? – pytał zaskoczony poseł.

Nic śmiesznego
Przypomnijmy, że Ryszard Milewski to jedna z tych osób przewijających się w tle afery Amber Gold osób, które wzbudzają największe kontrowersje i podejrzenia. W 2012 roku uległ on prowokacji osoby podszywającej się w rozmowie telefonicznej pod przedstawiciela Kancelarii Premiera i zgodził się dostosować moment decyzji o aresztowaniu prezesa Amber Gold Marcina P. do rzekomych potrzeb politycznych.

Po ujawnieniu tej prowokacji Ryszard Milewski stracił funkcję prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku. Zrezygnował z niej sam, ale zakładała to również orzeczona wobec niego kara dyscyplinarna. Oprócz utraty stanowiska prezesa, ukarano go 5-letnią blokadą awansów i odebraniem prawa do podwyżek, oraz wykluczeniem z kolegium sądu. W czerwcu 2014 roku Sąd Najwyższy uznał tę karę za... "rażąco łagodną". Zaostrzono ją o przeniesienie sędziego z apelacji gdańskiej do białostockiej.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...