6 faktów o seksie i miłości, o których wiele lat temu napisała Michalina Wisłocka, a dziś odkrywamy je na nowo

Kadr z filmu "Sztuka kochania", który opowiada historię życia Michaliny Wisłockiej oraz proces powstawania jej książki o tym samym tytule. W kinach od 27 stycznia. fot. mat. promocyjne / Jarosław Sosiński - Watchout Productions
Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej w mojej klasie krążył pewien uszczypliwy dowcip. Pytało się zodiakalne Panny i Wagi "kiedy się urodziłeś?", a gdy padała odpowiedź, kwitowało się ją złośliwym "to już wiesz co twoi rodzice robili w Sylwestra..." Potem była chwila ciszy, a następnie salwa śmiechu, gdy ofiara okrutnego żartu skojarzyła w końcu swoje urodziny z poczęciem.

Choć żart był nieco zawstydzający (kto się nie rumienił na myśl o seksie – zwłaszcza własnych rodziców – w wieku 9 lat...?) to w większości przypadków mieliśmy rację – statystyki pokazują wyraźnie, że do dziś najwięcej dzieci rodzi się jesienią, a więc poczyna w okresie świąteczno-sylwestrowym. Skąd ten zimowy skok libido?


Michalina Wisłocka już w połowie lat 70. poprzez swoją legendarną książkę "Sztuka kochania" próbowała przekazać i uświadomić czytelnikom, że erotyka to szansa na szczęście, radość życia i trwały związek, a jej podstawowym warunkiem jest uczucie. To książka, choć przez niektórych traktowana jak podręcznik z receptą na to, co zrobić by w łóżku było jeszcze milej, adresowana jest do par, które się kochają. Święta Bożego Narodzenia emocjonalnie są najcieplejszym okresem w roku. To czas, który czy tego chcemy czy nie, zmusza nas do przyjrzenia się bliskości między nami. Być może to jest powód nasilonej liczby poczęć w tym okresie. Jeśli nadal wydaje się wam, że to kwestia sylwestrowych wpadek pod wpływem procentów, to znaczy, że warto sięgnąć "Sztukę kochania" już teraz.

To dobry moment nie tylko dlatego, że świąteczna atmosfera rozgościła się w naszych domach na dobre. W tym roku książka Wisłockiej doczekała się wznowionego wydania, a w styczniu przyszłego roku na srebrnym ekranie zobaczymy historię powstawania "Sztuki kochania". Oto 6 faktów o seksie i miłości, o których w swojej książce wiele lat temu napisała Michalina Wisłocka, i które dziś wymagają przypomnienia.

Po pierwsze, mów o uczuciach

W głębokim PRL-u, kiedy "Sztuka kochania" trafiła w ręce pierwszych czytelników, seks był absolutnym tabu. Nazywanie rzeczy po imieniu np. w relacji matka-córka nie wchodziło w grę. Otwarte rozmowy między kochankami o tym, jakie mają potrzeby i fantazje, były wyznaniami jednostronnymi – to mężczyźni mieli odwagę mówić czego chcą. Kobiety, o czym pisze Wisłocka, były oceniane bardzo krytycznie gdy inicjowały kontakt seksualny, a co dopiero gdy ośmielały się sygnalizować, co je podnieca. Skutkiem tego był bardzo wysoki odsetek kobiet, które Wisłocka nazywa "oziębłymi" – kobiet, które nie odczuwają żadnej satysfakcji z erotycznych pieszczot.

O ile autorka "Sztuki kochania" radzi, by w rozwijającej się relacji z mężczyzną zachować dystans ("mężczyzna to myśliwy, a kobieta – ptaszka, na którą poluje. Im trudniejsza do upolowania czy złowienia, tym cenniejsza"), o tyle apeluje, by stali kochankowie otwarcie rozmawiali o swoich potrzebach. Pisze: "swobodna rozmowa o sprawach seksu – to istotny zysk z wygranej". Chodzi o wygraną w zabawie między dwojgiem, która według Wisłockiej jest doskonałym początkiem miłosnej nocy. Gra powinna zawierać element odprężającego zajęcia fizycznego, np. bitwa na poduszki oraz premię dla zwycięzcy. Autorka "Sztuki kochania" podpowiada, by nagrodą było spełnienie życzenia erotycznego wypowiedzianego wprost. Doskonały pretekst, jeśli nie wiemy jak zacząć.

W ramach promocji książki oraz filmu powstała kampania "Kochanie to sztuka", która pokazuje, jak ważne, piękne i poruszające mogą być otwarte rozmowy o naszych potrzebach. Najważniejsze to mówić wprost, bez zarzutów i pretensji. Prostymi, ciepłymi słowami prosto z serca.

Po drugie, nie wiń kochanka swego za brak swej przyjemności


A w każdym razie nie tylko jego. Oczywistym jest, że satysfakcję obojga wyklucza bierność jednej ze stron. Jeśli więc trafił ci się "biorca" bez opcji odwzajemnienia, rzeczywiście, masz na co narzekać. W innych przypadkach jednak masz sporo do powiedzenia (patrz punkt pierwszy) i do zrobienia. Wisłocka wie co mówi. Zważając na jej życiorys można wnioskować, że osobiście doświadczyła erotycznego przebudzenia po trzydziestce. Jak mówi jej córka, Krystyna Bielewicz w wywiadzie dla Gazeta.pl: "Nie przepadała za seksem z ojcem (poznali się gdy Wisłocka miała 19 lat – przyp. red.). Wanda za to była kobietą z temperamentem i bardzo ojcu pasowała. To mama zaproponowała Wandzie życie w trójkącie."

Oczywiście nie o życie w trójkącie chodziło Wisłockiej, gdy pisała o rozbudzeniu. Autorka "Sztuki kochania" w swoim podręczniku do miłości mówi wprost – na przyjemność kobiety muszą pracować oboje. I kobiecie, i mężczyźnie Wisłocka daje bardzo konkretne rady, ale jej główne przesłanie to głośne potwierdzenie, że głupotą jest zrzucanie winy za kiepski seks na mężczyznę. A czy przypadkiem nie ze względu na poziom przyjemności zdarza nam się oceniać naszych kochanków? Wisłocka radzi, by sprawę wziąć w swoje ręce. Jak? Odpowiedź znajdziecie w książce.

Po trzecie, im delikatniej i subtelniej, tym skuteczniej

To teza w kontrze do przekonań, jakoby najbardziej podniecające było to, co najbardziej odważne i czytelne. Fakt, zgrabne pośladki w ekstremalnie krótki szortach i bardzo głęboki dekolt cieszą oko, ale nie pobudzają wyobraźni, tak jak ciało odsłonięte tylko odrobinę. Wisłocka wielokrotnie w swej książce podkreślała wagę wyobraźni. Według niej "wyobraźnia w miłości jest potężną siłą inicjującą, przyciągającą i utrzymującą jej trwałość". Jednak Wisłocka nadmienia również, że im dalej w las, tym więcej trzeba wyobraźnię ćwiczyć, a przy okazji pamiętać, że "w trakcie przeżyć fizycznych myślenie jest surowo wzbronione".

Ale wyżej zacytowana teza to również instrukcja dotyku wg Wisłockiej. "Kobieta jest jak owoc, który nie wyda z siebie słodyczy, dopóki nie utrzesz go w rękach. Czyżbyś nie wiedział, że ambra, jeśli się jej nie obraca i nie rozgrzewa, skryje w sobie zawarty aromat?" Wskazówkę należy potraktować wprost, czyli im delikatniejszy jest dotyk, tym bardziej skuteczny. Wskazane: drapanie, gryzienie, muskanie, głaskanie – zawsze pod tym samym warunkiem.

Po czwarte, instynkt miłości i potrzeba intymnego kontaktu to wynik miłości macierzyńskiej

Wisłocka przekonuje, że to od naszych mam, od początku naszego życia, również w życiu płodowym, uczymy się miłości i to czy będziemy umieli kogokolwiek pokochać zależy od tego, czy sami, jako dzieci, byliśmy kochani. Słyszeliście o tym? To co powiecie na fakt, że brak fizycznego kontaktu z matką w okresie niemowlęctwa powoduje, że jako dorośli nie odczuwamy pożądania. Wykazały to badania, które opisuje autorka "Sztuki kochania". Nowo narodzone małpki izolowano od mam i karmiono sztucznie. Okazało się, że po osiągnięciu dojrzałości nie szukały one towarzystwa i nie wykazywały żadnych odruchów erotycznych. Sam instynkt biologiczny nie wystarczył. W "Sztuce kochania" autorka nazywa czynnik konieczny do rozwoju i życia "witaminą M", bez której niemowlęta "wyrastają na ludzi pozbawionych instynktu miłości i potrzeby więzi z drugim człowiekiem".

Świadomość, że jest się kochanym przez matkę jest bierna. Nic nie musisz zrobić, żeby być kochanym. Miłość matki jest nieobwarowana żadnym warunkiem. Jedyne, co musisz zrobić, to być – być jej dzieckiem. Miłość matki jest szczęściem, jest spokojem, nie trzeba jej zdobywać, nie trzeba na nią zasługiwać. Ale fakt, że miłość macierzyńska nie jest niczym uwarunkowana ma negatywną stronę. Na tę miłość nie tylko nie trzeba zasługiwać – ale także nie można jej zdobyć, wywołać ani nią kierować. Jeśli istnieje jest błogosławieństwem; jeżeli jej nie ma, wydaje się, że całe piękno uszło z życia – i nie mogę uczynić nic, aby ją zrodzić.

Erich Fromm, "O sztuce miłości"

Po piąte, techniki współżycia musi nauczyć się każdy. Tu "instynkt" nie wystarczy

Czy trzeba dodawać coś więcej...? No cóż, wszystko, co wiemy o technikach sprawiania przyjemności sobie i partnerowi wiemy albo z doświadczenia, albo z telewizji. Wisłocka jednak radzi, by po prostu poznać swoją anatomię dokładniej i jeszcze wnikliwiej niż dotąd. W swej książce udowadnia (m.in. na rysunkach), że przyjemność erotyczna może zależeć od niuansów, o których istnieniu nie mamy pojęcia. Zdradza również, co w przypadku konkretnych przypadłości robić, by przyjemność była większa.

Po szóste, tylko ludzie, których wiąże coś więcej niż pożądanie i kontakt seksualny przeżywają pełnię erotyki

Jednak decydującą rolę odgrywa według Michaliny Wisłockiej nasze nastawienie do kontaktu seksualnego. Powinno być "psychiczno-uczuciowe", w innym przypadku nawet najbardziej wyrafinowane i wyćwiczone pieszczony mogą zwyczajnie drażnić. I odwrotnie – gdy wysokie napięcie seksualne kochających się ludzi poprzedza chwilę zbliżenia, czasem wystarczy lekkie muśnięcie dłoni, by stanąć u progu orgazmu. Wisłocka w rozdziale o zmysłach daje praktyczne wskazówki gdzie i jak dotykać kobietę. Czyni to na podstawie badań naukowych i obserwacji kobiecych stref erogennych. Jednak znamienna dla podejścia autorki "Sztuki kochania" do seksu jest przytoczona przez nią scena ze szwedzkiego filmu:

Na ławeczce przy studni siedzi dwoje dzieci w wieku czternastu, piętnastu lat. Ona gryzie pestki, on próbuje pieścić ją według przepisów świeżo przeczytanych w książce. Łaskocze ją za uchem i pyta:
- Czy czujesz się przyjemnie podniecona?
Ona: - Nie – i gryzie pestki.
On muska palcami jej kark i szyję, pytając:
- Czy odczuwasz jakby elektryczny prąd?
Ona: - Nie – i gryzie pestki.
On całuje ją w szyję na granicy wycięcia sukienki, pytając:
- A teraz? Powiedz, co czujesz?
Ona: - Nic – i gryzie pestki. Wreszcie stracił cierpliwość i zakrzyknął:
- Przestańże w końcu gryźć te pestki!
Ona: - Kiedy to takie dobre.

Michalina Wisłocka, "Sztuka kochania"
Według Wisłockiej kochankowie powinni prócz znajomości technik, poznawać również siebie, a żeby tak mogło być, musi być między nimi uczucie. Doskonali kochankowie są głodni siebie nawzajem zawsze, nie tylko w łóżku. Poszukiwania są czasochłonne i wymagają dużo pracy, zatem zgłębianie tajników erotyki nie jest pisane przelotnym romansom czy parze, która spotyka się wyłącznie z powodu chęci zaspokojenia pożądania.
Autorka "Sztuki kochania" przeprowadza nas przez naukę ciała drugiej osoby krok po kroku, szczegółowo opisując każdy z osobna. Jest tego naprawdę sporo, a język jakim posługuje się pisarka jest czuły, ciepły, ale i bardzo bezpośredni. Książka ta była prawdziwym krokiem ku świadomości dla naszych dziadków, nasi rodzice zaś czytali ją jako nastolatkowie w ukryciu, z wypiekami na twarzy. Jak się okazuje, i my możemy zrobić z niej użytek, bo choć minęło kilka dekad, jej treść nic a nic się nie zestarzała.

Każdy człowiek marzy o wielkiej roli, jaką odegra w swoim życiu, i widowni pełnej głębokiego zachwytu i uwielbienia. Widownię, która daje nam poczucie bezpieczeństwa i ogromnej wartości wszelkich osiągnięć naszego życia, stwarza i stworzyć może tylko kochający człowiek idący obok nas.

Michalina Wisłocka, "Sztuka kochania"

Napisz do autorki: ewa.bukowiecka-janik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Seks
Trwa ładowanie komentarzy...