Polskie domy na Święta: choinkowe horrory estetyczne

Opcji są setki, a miejsce na pełnowymiarowy świerk przeważnie jedno. 123rf zdjęcie seryjne / melpomen
Jak kraj długi i szeroki, główną, a czasem także jedyną świąteczną ozdobę polskich domów stanowią choinki. Co zabawne, element mający w założeniu pełnić funkcję dekoracyjną, aż nazbyt często szpeci wnętrza skuteczniej niż niedoprasowany obrus czy okna z zaciekami.

Za bezmyślne powielanie estetycznych koszmarków częściowo może odpowiadać przekonanie, że choinka nie jest tylko zwykłą dekoracją, ale przepełnioną symboliką tradycją podobnie jak łamanie się opłatkiem czy śpiewanie kolęd. Tymczasem przystrajanie drzewek, choć można oczywiście dopatrywać się w nim reminiscencji dawnych zwyczajów rzymskich, jest niczym innym jak tradycją bogatego mieszczaństwa, która stała się modna na europejskich dworach, co przełożyło się na jej popularność w innych warstwach społecznych.


Oburzenie nieodłącznie towarzyszące artykułom dotyczącym „choinkowych trendów” jest w tym świetle całkiem zabawne. Zdawać by się mogło, że przystrajanie dwumetrowego drzewa w szklane kule z brokatem i błyszczące jak ciuchy Beyonce w trasie łańcuchy ma jakiś głęboki egzystencjalny wymiar. Można go zrozumieć tym lepiej, im ohydniej obwiesimy nieszczęsną choinkę. Przeglądamy najpopularniejsze z najgorszych interpretacji określenia „przystrajać choinkę”.

System dwójkowy

W zależności od wystroju mieszkania i upodobań do szlachetnych kruszców - w wersji srebrno-granatowej lub złoto-czerwonej. Choinki dwukolorowe były hitem późnych lat 90. Po dekadach ubierania drzewek w relikwie bombek, cukierki z mieszanki wedlowskiej i wygniecione zabawki z papieru, które wyszły spod ręki któregoś z wujków na zajęciach technicznych, przyszedł czas na ozdoby nowoczesne i eleganckie. Jak z amerykańskiego filmu i świątecznej reklamy chemii z Niemiec. Polskie choinki przestały być ubogimi krewnymi zachodnich koleżanek.

Zachwyt nad nowymi bombkami i puchatymi łańcuchami był tak silny, że przetrwał całe lata, przeżywając modę na łazienki w barwach narodowych Ukrainy czy klapki na koturnie. Co zabawne, pokrzykujący, że „choinka to choinka” i mówienie o ozdabianiu jej w kontekście trendów jest poronionym pomysłem, często sami są posiadaczami tego największego (choć przebrzmiałego) krzyku mód choinkowych.

Ozdoby dwukolorowe są obecnie znakiem rozpoznawczym centrów handlowych i marek. Jeśli chcecie poczuć się we własnym domu jak w Złotych Tarasach wyciągnijcie zestaw złoto-czerwony, a jeśli jesteście lojalnymi klientami Nivei postawcie na bombki białe i granatowe.

Welcome to Vegas

Odkąd w 2003 roku zobaczyłeś w „Teleexpresie” dom pana Mariana spod Opola, który zdobył prestiżowy tytuł najpiękniej przystrojonego na Święta obejścia, zapragnąłeś jak Goethe więcej światła. Milionów lampek, które trochę rozświetliłyby zimę w kolorze zmarniałej trawy i burego nieba. Wracając z pracy kupiłeś lampki do okręcenia poręczy balkonu, jednak to był dopiero początek. Wkrótce odkryłeś LEDowe węże i tęczowe girlandy, a także prawdziwy cud techniki - lampki migające do taktu zawodzonych przez ich mechanizm amerykańskich piosenek świątecznych. Choinka coraz mniej przypominała drzewo, a coraz bardziej świąteczny neon w Vegas zachęcający dzień i noc do nie do końca sprecyzowanych usług.

Żona i sąsiedzi nienawidzą cię trochę bardziej z każdym kolejnym sznurem świateł i z ulgą witają Trzech króli, kiedy z ciężkim sercem zabierasz się do zwijania swojej instalacji. Nie przejmujesz się jednak krytycznymi uwagami, wielcy wizjonerzy rzadko bywają doceniani przez otoczenie.

Lampki zastąpiły w domach światło świec, którymi tradycyjnie ozdabiano choinki, aż nazbyt często stające w płomieniach. Po tym, jak producenci zaczęli się prześcigać w papuzich odcieniach i przeróżnych kształtach, w świecie lampek nastąpił prawdziwy przewrót kopernikański. Do sprzedaży trafiały światełka z rodzaju „12w1”, którymi można było wyregulować wszystko, ale nie sprawić, żeby wyglądały ładnie gdziekolwiek poza szyldem sklepu monopolowego. Choinka oświetlona a la postrach chorych na padaczkę, to typowy przykład estetyki przesytu, której manifest zaczyna się słowami „Po co mieć mniej, skoro można mieć więcej?”

Choinka instant

Life hack totalny. Jego zwolennicy podłapali go kilka lat temu w urzędzie stanu cywilnego w Radomiu lub w kasie oszczędnościowej w Rybniku. Kiedy ich zmęczony przedświąteczną gonitwą wzrok padł na mrugającą światłami choinkę, przenikliwy umysł począł robić setki skomplikowanych operacji.

Po chwili w głowie zaświeciła się lampka z napisem „deja vu”, jednak to nie matrix zmieniał ustawienia. Wizytujący zorientowali się, że gdzieś już na pewno widzieli to drzewko odmiany PCV. Zaraz, przecież rok temu też mieli tu coś do załatwienia. To ta sama choinka, tak samo ubrana! Nie mieli szczególnej pamięci do twarzy, ale pamięci do choinek mógłby im pozazdrościć niejeden miłośnik Świąt. Sztuczne drzewko wiosnę i lato przeleżało ubrane w schowku.

To było objawienie. Czyż każdego roku nie mieli i tak wystarczająco dużo przedświątecznych obowiązków? Oto wszechświat podawał im pomocną dłoń. Nazajutrz dokonali ostatniego choinkowego zakupu w życiu - dwóch paczek nietłukących bombek. Od tej pory sztuczne drzewko wraz ze wszystkimi ozdobami lądowało po Świętach w piwnicy w czarnym worku. Na środku salonu lądowało być może nieco wymięte i przykurzone, ale kto zwracałby uwagę na szczegóły.

Mizerna cicha

Mizerna cicha to choinka nieśmiała i uboga, symbolizująca skromną szopę, gdzie przyszedł na świat Jezus Chrystus…A tak naprawdę to tylko życzliwa interpretacja bożonarodzeniowego drzewka, dopisana przez zaskoczonych, ale pozytywnie nastawionych obserwujących. To ona zainspirowała poetę do stworzenia słów „stała pod śniegiem panna zielona, nikt prócz zająca nie kochał jej”.

Ten typ choinki to dendrologiczne kuriozum w formie dalekiej od schematycznego rysunku jodły czy świerku. Występuje w różnych wersjach - z przerzedzonymi gałęziami, nieproporcjonalnie długim czubkiem zamiast sufitu wskazującym z jakiegoś powodu szafę czy rozgałęziającą się obficie ku górze. Mizerna cicha to choinka rodzinnego konfliktu. Jej nabywca zostanie niechybnie oskarżony przez resztę domowników o bycie ślepym oraz o skrajne niedbalstwo i brak wyobraźni, który sprawił, że drzewko zostało kupione w worku i to wcale nie przysłowiowym, bez uprzedniej kontroli jakości.

Choinkę tego typu można poddać serii zabiegów kosmetycznych - potraktować sekatorem czy zamaskować braki tupecikiem z anielskich włosów, ale w świetle poranka i tak będzie straszyła. Akurat tą dekoracją wątpliwej urody nie należy się szczególnie przejmować. Za pięć lat wspomnienie o mizernej cichej, która urośnie w głowach uczestników niegdysiejszych wydarzeń do rozmiarów monstrum będzie zabawną anegdotą rodzinną. Gorzej, jeśli jakimś cudem nieproporcjonalna choinka została kupiona w donicy i wiosną miała dołączyć do szpaleru świerków na działce. Cóż, zawsze można wysadzić ją w pobliżu osiedlowego trzepaka.

Fotogeniczna

Miłośnicy drzewek fotogenicznych, w przeciwieństwie do pozostałych wyznawców choinkowych mód, aż nazbyt dobrze pojmują funkcję dekoracyjną drzewka. Od początku listopada przeszukiwali Pinteresty i wklepywali w Google’a frazę „trendy Christmas tree 2016” aż znaleźli swoją tegoroczną inspirację. Zdjęcia choinek gwiazd widzieli na długo przed redaktorami Pudelka, a folder z drzewkami Kardashianów zawsze wisi na pulpicie.

Oryginalnie ubraną choinkę uważają za swój znak rozpoznawczy i ogromny powód do dumy. Kiedy obejrzeli na stronie jednego z portali poradnik jak przystroić drzewko w stylu rustykalnym, a jak w stylu nowojorskim, tylko prychnęli z zażenowania. Styl nowojorski, serio? ONI mieli taką choinkę już w 2009 roku. Patrzą na zbierane pod zdjęciem choinki serduszka (było ich więcej, niż pod fotką w bikini po diecie South Beach i miesiącu z szóstką Wadera) i zastanawiają się dlaczego nie mogą robić w życiu tego, do czego mają prawdziwe powołanie. Kiedy wreszcie powstanie zawód taki jak stylista drzewek?

Choć niektórym nie do końca mieści się to w głowie, choinki również podlegają trendom. Kilka lat temu ciężko byłoby wyobrazić sobie drzewko zdobione brokatowymi kwiatami czy farbowanymi piórkami. Tyle, że poszukiwanie oryginalności często kończy się tym, że choinka zamiast zachwycać sprawia, że goście odczuwają nieodpartą potrzebę zrobienia ukradkiem zdjęcia o charakterze memicznym. Widzieliście w sieci drzewka udekorowane puszkami po coli/sztuczną biżuterią/ różowymi lampkami i głowami Hello Kitty. Bywa, że tak kończy się ekstremalny choinkowy trend hunting.
Nie dalej jak dwa tygodnie temu we włoskich mediach zrobiło się głośno o choince, która stanęła na Piazza Venezia w Rzymie. Mieszkańcy Wiecznego Miasta nie kryli niezadowolenia ze zbyt, ich zdaniem, skromnego i niechlujnie udekorowanego drzewka, a portale zaczęły publikować rankingi najładniej udekorowanych włoskich miast, w którym Rzym niezmiennie lądował na samym końcu. Głos zabrała nawet pani burmistrz, która najpierw tłumaczyła wybór ratusza względami ekonomicznymi, a następnie poleciła powiesić na drzewku dodatkowe ozdoby.

Rok temu na Kingę Rusin, która podzieliła się na Instagramie zdjęciem swojej ekologicznej choinki wykonanej z kartonu posypały się gromy. Że drzewko jest paskudne, że powinno być żywe, że ekologiczne Święta, to nie święta.

Skoro tak chętnie wypowiadamy się o walorach estetycznych i wzorcu piękna choinek, wypadałoby przeegzaminować najpierw własne drzewko i zastanowić się czy nie szpecimy własnej przestrzeni usiłując ją ozdobić. Miłośnikom tradycji pozostaje polecić rdzennie polską Podłaźniczkę, czyli gałąź podwieszaną w domach, w okresie bożonarodzeniowym pod sufitem i dekorowaną orzechami, jabłkami i słomianymi zabawkami. To nie jakiś modowy, zachodni wymysł, jak broniona przez samozwańczych strażników „tradycji” choinka.


Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...