UE ma pomysł na walkę z przemytem papierosów. Branża podchodzi do niego sceptycznie

Fot. Unsplash.com / CC0
Walka z podróbkami jest w wielu przypadkach skazana na porażkę, bo prześledzenie drogi, jaką od małej fabryczki do rąk mniej zamożnej elegantki pokonuje na przykład torebka z przyszytym na odwrót logo Prady czy Gucci, bywa zadaniem trudnym. Bez instytucjonalnego wsparcia nawet wielkie domy mody są w starciu z przemytnikami właściwie bezsilne. Co innego z produktami, na które nałożona jest akcyza i na przemycie których rządy tracą spore pieniądze – papierosów.

W maju 2019 roku w Unii Europejskiej ma ruszyć nowy program monitorowania dystrybucji wyrobów tytoniowych. Komisja Europejska zamierza w ten sposób zredukować sięgające 10 miliardów euro rocznie straty ponoszone z tytułu przemytu i podrabiania papierosów, trafiających na unijny rynek. Nowe przepisy zakładają, że każda paczka sprzedawana na terenie UE zostanie opatrzona unikalnym identyfikatorem oraz znakiem zabezpieczającym co pozwoli śledzić ją na dowolnym etapie dystrybucji – od fabryki po sklepową półkę.

Do tej pory jednak Komisja Europejska nie określiła, czy system znakowania paczek pozwoli wprowadzić producentom samodzielnie czy też powierzy to zadanie innym, niezależnym podmiotom. Jak wynika ze wstępnej wersji raportu, do którego dotarł „Financial Times”, KE preferuje rozwiązanie pośrednie, skłaniając się do podziału obowiązku znakowania paczek pomiędzy branżę a firmy zewnętrzne.

Producenci papierosów nie uważają jednak, aby było to najlepsze wyjście. „Financial Times” cytuje anonimowo przedstawiciela jednego z koncernów tytoniowych, którego zdaniem włączenie do procesu jeszcze jednego podmiotu spowoduje niepotrzebne zamieszanie. – Rozumiem, że znakowanie jest konieczne. To, czego nie rozumiem, to dlaczego mamy oddawać miliony zysków firmom trzecim – czytamy w FT.

Branża tytoniowa, choć niechętna podziałom przychodów, nie musi się jednak obawiać, że KE zdecyduje się całkowicie wykluczyć ją z procesu znakowania i śledzenia paczek. Z raportu wynika, że takie posunięcie mogłoby okazać się technicznie niewykonalne i skutecznie zakłócić proces produkcji.

Źródło: Financial Times

POLUB NAS NA FACEBOOKU