Ksiądz Lemański odsłania hipokryzję PiS. Jego opowieść o śniadej rodzinie jest jak wyrzut sumienia chrześcijan

Aleppo umiera wraz ze swoimi mieszkańcami, ale nikt w polskim rządzie nie chce im pomóc.
Aleppo umiera wraz ze swoimi mieszkańcami, ale nikt w polskim rządzie nie chce im pomóc. Fot. Twitter.com/Abdullah_FRA
Ksiądz Lemański w opowieści o śniadej rodzinie daje wyraz swojej niezgody na rządową politykę wobec uchodźców. Nie brak w niej słów krytyki wobec ONR, Waszczykowskiego, Macierewicza i pozostałych ministrów, którzy usta mają pełne frazesów i szumnych haseł, a serca z kamienia. Duchowny odsłania hipokryzję władzy, która z Bogiem na ustach odmawia pomocy najbardziej potrzebującym.

"Patrioci dobrej zmiany znad Wisły, popatrzcie na bombardowane Aleppo. Zdjęcia z płonącego warszawskiego getta 1943, a potem te z sierpnia 1944, wyglądały bardzo podobnie" – pisze ksiądz Lemański. W dalszej części swojej opowieści ksiądz pisze o tym, jak to syryjska rodzina po sprzedaniu wszystkiego, co jeszcze przedstawiało jakąś wartość, ruszyła na poszukiwanie bezpiecznej przystani. Upatrywała jej w kraju, który od tysiąca z górą lat wyznaje wartości chrześcijańskie, takie jak miłość bliźniego. Syryjczycy byli przekonani, że nad Wisłą otrzymają pomoc. Gdy jednak przybyli do granic Polski, napotkali mur.



Mur nienawiści do obcych. Broniący dostępu do kraju, gdzie ONR organizuje swoje nacjonalistyczne przemarsze. Gdzie rząd odmawia pomocy uchodźcom. Kraju, gdzie ktoś o śniadej skórze może liczyć na pomoc jedynie ze strony Monaru, Janiny Ochojskiej i Jurka Owsiaka. Bo w Polsce, do której zaproszono Chrystusa 1050 lat temu, już nie ma więcej miejsca dla obcych. W efekcie śniada rodzina musiała poszukać sobie innego bezpiecznego miejsca. Znalazła je na Białorusi. „Białoruski dyktator okazał więcej serca niż cała polska klasa rządząca razem z episkopatem” – pisze Lemański.

I trudno nie przyznać księdzu racji. W Polsce, w której wciąż żywa jest pamięć wojny i miasta umierającego pod bombami próżno szukać choćby zrozumienia i współczucia dla mieszkańców Syrii. „To nie nasza wojna” – słychać na ulicy, „nie wpuścimy islamistów” – mówi się w tramwaju. „Nie zgadzamy się na przyjęcie uchodźców z Syrii” – mówi premier i ministrowie kraju, w którym ponad 70 lat temu cały rząd był na uchodźstwie.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...