Niech ten rok już się skończy. 2016 był najgorszym rokiem od wielu lat. A nie ma pewności, że w 2017 będzie lepiej

Niech ten rok już się skończy...
Niech ten rok już się skończy... 123RF
Wygląda na to, że 2016 był najgorszym rokiem od wielu lat. A już na pewno najgorszym "w ogóle" dla młodszej części populacji. Umarła masa legend z wielu dziedzin, a w polityce wydarzyły się rzeczy, które nawet filozofom się nie śniły. Chwieje się w posadach Unia Europejska, za oceanem będzie rządził Trump, a w Polsce na naszych oczach umiera demokracja. Wszyscy z niecierpliwością oczekują końca tego strasznego roku, choć wcale nie ma pewności, że następny będzie zauważalnie lepszy.

Zaczęło się niewinnie, ot – pojawiła się groźba referendum za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, a po drugiej stronie oceanu zaczęto spekulować, że Republikanie wystawią do wyborów kontrowersyjnego polityka i miliardera Donalda Trumpa. W tym samym czasie świat żył exodusem uchodźców z Syrii, a w Polsce narastał konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. W szafie Kiszczaka znalazły się dokumenty mające być dowodem na rzekomą współpracę Lecha Wałęsy, ze służbami bezpieczeństwa, a opozycja kłóciła się między sobą, która partia w mniejszym stopniu odpowiada za przegrane wybory.
Prawo i Sprawiedliwość z każdym tygodniem bardziej demolowało polską demokrację. Do kraju pielgrzymowali przedstawiciele Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej, ale bezskutecznie. PiS, który w jednym ręku skupił wszystkie sznurki władzy nic sobie z tego nie robił, jakie zdanie na temat TK ma europejska opinia publiczna. Nie przejmowali się też powszechną krytyką faktu, iż za wspomniane sznurki pociąga Jarosław Kaczyński, formalnie nie piastujący żadnego stanowiska w rządzie. To on, prezes PiS, mówi, co trzeba zrobić, a prezydent i premier to robią. Czasem bez szemrania, jak Beata Szydło, czasem z lekkim oporem, jak prezydent Duda, który kilkukrotnie próbował zgłosić zdanie odrębne.

Kto przewidział Brexit?
W tym czasie na świecie wydarzenia zaczęły przypominać czarny sen Nostradamusa. Coś, co nigdy nie miało prawa się wydarzyć, stało się faktem. Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z Unii Europejskiej. I dopiero zaczęły się korowody polityków... Jedni przekonywali, że Brexit to najgorsze, co się w Europie wydarzyło od czasu II Wojny Światowej, inni cieszyli się z najwspanialszego wydarzenia od czasu upadku Muru Berlińskiego. W samej Wielkiej Brytanii zapanowała konsternacja, co zrobić z tą żabą – połknąć, czy może wypuścić i udać, że nigdy jej nie było?
Tak czy inaczej trudno zignorować to, że większość Brytyjczyków powiedziała UE stanowcze "nie", choć ostatnie sondaże przedwyborcze wykluczały taką możliwość.

Przede wszystkim powiedzieli "nie” imigrantom. Bo w Europie trwa wojna religijna, a ulice co jakiś czas spływają krwią. Zaczęło się jeszcze w zeszłym roku, gdy doszło do krwawych zamachów w Paryżu i w Brukseli, ale to rok 2016 obfitował w wydarzenia, które mroziły krew w żyłach. Tylko we Francji w zamachach na tle etnicznym i religijnym zginęło w ciągu pół roku 87 osób, a 127 zostało rannych. Masakra ciężarówką w Nicei nie była jedyną w tym roku. Islamiści z ISIS i sympatycy państwa islamskiego zabijali także w Belgii i Niemczech.


Wojna religijna ogarnia cały świat
Terroryzm nie ogranicza się przy tym wyłącznie do Europy. W Stanach Zjednoczonych, kraju, w którym dużą wagę przykłada się do wolności wyznania i sumienia 12 czerwca Omar Mateen, przysięgając wierność ISIS, zastrzelił w klubie 49 osób, a 53 ranił. Ofiar w Turcji, Pakistanie czy Iraku nikt już nawet nie liczy. Tym bardziej, że liczby te słabną wobec liczby ofiar wojny, jaka nieprzerwanie trwa w Syrii. Tragedia Aleppo na stale gości w mediach i chyba nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy ten koszmar się skończy.
Syria stała się polem walki między dwoma mocarstwami, po jednej stronie są siły dyktatora Baszszara al-Asada wspieranego przez Rosję, po drugiej rebelianci wspierani przez Stany Zjednoczone i kraje demokratyczne. Wojna toczy się o wartości takie jak wolność, równość i demokracja, niestety nikt nie jest w tej wojnie zapewnić skutecznej ochrony dla ludności cywilnej. Ta próbuje więc wszelkimi sposobami na własną rękę wydostać się z kraju ogarniętego wojną.

Wielu podróży do Europy nie przeżyło, ginąc w wodach Morza Śródziemnego. Brzegi Grecji, Cypru czy Włoch też nie przypominają ziemi obiecanej, czekają na nich obozy dla uchodźców i powszechna niechęć. Węgry, Słowacja czy Polska najchętniej zbudowałyby mur na wzór Wielkiego Muru Chińskiego, byle tylko odgrodzić się od obcych.

Uchodźców przyjmują Niemcy. I może się okazać, że ten gest solidarności i człowieczeństwa okaże się gwoździem do trumny dla CDU i Angeli Merkel. Żelazna kanclerz bardzo straciła na popularności, odkąd przyjęła dwa miliony imigrantów z krajów arabskich. A Niemcy zaczęli się bać. Boją się kosztów pomocy, które pośrednio lub bezpośrednio spadły na barki obywateli. Boją się o swoje kobiety, zaczepiane przez muzułmanów na ulicy. Boją się wreszcie o swoje życie, po tym jak Niemcy dołączyły do listy krajów objętych zagrożeniem ze strony islamskich terrorystów.
Niemieckie służby specjalne i policja, tradycyjnie bardzo sprawne, nie dały rady zapobiec niedawnej tragedii w Berlinie. Można założyć, że kolejne zamachy już są planowane.

Tam, gdzie ludzie nie giną w zamachu, giną w katastrofach. Tylko w ostatnim kwartale 2016 roku mieliśmy dwie katastrofy lotnicze. W Kolumbii roztrzaskał się samolot, którym leciała m.in. brazylijska drużyna piłkarska. W grudniu podobny los spotkał rosyjskiego tupolewa z Chórem Aleksandrowa na pokładzie.
Donald Trump w Białym Domu
Tymczasem w Stanach Zjednoczonych wybory wygrał polityk, który przez wielu politologów jeszcze rok temu był nazywany "niewybieralnym”. Donald Trump zebrał większość głosów elektorskich, i choć Hilary Clinton przekonała do siebie kilka milionów obywateli więcej, to właśnie głosy elektorskie mają decydujące znaczenie przy wyborze prezydenta USA. W Białym Domu zamieszka więc ekscentryczny polityk i miliarder, a jego sztab będzie miał przez najbliższych pięć lat wiele pracy. Jeszcze przed oficjalnym objęciem przez Trumpa urzędu musieli gasić kilka wznieconych przez niego pożarów, jak choćby ten spowodowany wypowiedzią elekta na temat rozwoju potencjału atomowego przez USA.

Inna rzecz, że nie do końca wiadomo, przeciwko komu ta broń atomowa miałaby zostać użyta. Raczej nie przeciwko Rosji, bo tu akurat Trump jeszcze w trakcie kampanii wyborczej wielokrotnie dawał do zrozumienia, że liczy na zbliżenie obu mocarstw. Jednocześnie zakwestionował podstawową zasadę NATO, czyli artykuł 5., mówiący o tym, że wszystkie kraje paktu ruszą z pomocą, gdy jeden z członków zostanie zaatakowany. Donald Trump przyznawał w trakcie kampanii, że musiałby rozważyć ewentualną pomoc USA dla krajów bałtyckich. O ile Brexit poważnie zatrząsł tylko Unią Europejską, to kwestionowanie NATO może nieść ze sobą katastrofalne skutki dla całego świata.
Mijający rok nie tylko obfitował w trudne do przewidzenia wydarzenia polityczne, ale też w tragiczne wydarzenia dla światowej kultury. W ostatnich dniach świat zamarł, gdy okazało się, że zmarł wykonawca bodaj najpopularniejszej na świecie piosenki świątecznej, George Michael. A przecież to tylko jedno z wielu wielkich nazwisk, wcześniej żegnaliśmy już Davide'a Bowie'go, Leonarda Cohena czy Prince'a. Zmarł Andrzej Wajda, Bogdan Smoleń, Andrzej Kopiczyński też już nigdy nie zagra "40-latka” Świat nie będzie już taki sam po śmierci Fidela Castro, choć tu akurat można mieć nadzieję, że los zacznie wreszcie sprzyjać Kubańczykom.

Dobrze to już było
Wiele nadziei nie pozostaje natomiast dla polskiej opozycji. Trudno przypuścić, że PiS łatwo odda władzę, gdy ma w swoim ręku już nie tylko władzę wykonawczą, ale zaczyna też kontrolować Trybunał Konstytucyjny. Budżet na rok 2017 został uchwalony w sposób skandaliczny, ale coś, co wielu obywateli oburza dziś, w przyszłym roku może stać się standardem. Jarosław Kaczyński jawnie już łamie ograniczenia, jakie na rządzących nakłada Konstytucja. Ale dopóki nie zabraknie pieniędzy na programy "Rodzina 500+”, "Mieszkanie+” i "Karabin+” może spać spokojnie. Co jakiś czas kilka tysięcy ludzi pokrzyczy pod Sejmem, a potem się znudzą i rozejdą do domów.

Niech ten 2016 już się skończy. I oby 2017 nie okazał się jeszcze gorszy. Bo dobrze to już było...

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...