Dlaczego kłamiemy, że... nie kłamiemy? Ten film daje zaskakującą lekcję o prawdzie

Fot. materiały prasowe
"Kłamstwo ma krótkie nogi" - metaforycznie karci dziecko polska rodzicielka, kiedy po raz pierwszy odkrywa, że piątka wpisana w zeszycie z matmy, to tak naprawdę nieudolnie przerobiona trója. Chwila googlowania wystarczy, aby przekonać się, że włoskie mammy mają w zanadrzu podobne powiedzonko. Z kolei seans “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” - najlepszej tamtejszej komedii zeszłego roku uczy, że jego skuteczność dydaktyczna w obu wersjach językowych jest tak samo nikła.

Film “Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” (w oryginale: “Perfetti sconosciuti”) w zeszłym roku świetnie radził sobie na świecie zarówno w rankingach box office’u, jak i personalnych zestawieniach krytyków, co jak na komedię z elementami dramatu i psychologiczną podkładką jest zadaniem trudnym. Jakby tego było mało, reżyser Paolo Genovese postanowił na scenograficzną klaustrofobię i właściwie całą akcję filmu zamknął w jednej przestrzeni, ograniczając obsadę aktorską do zaledwie siedmiu głównych i czterech epizodycznych ról. Skojarzenia z “Rzezią” Polańskiego są na miejscu - nie tylko pod względem formy.
Genovese bierze na warsztat zjawisko, z którym każdy z nas styka się, w zależności od narodowości naukowców badających zagadnienie, kilka lub kilkadziesiąt razy dziennie - kłamstwo. I choć wbrew ostrzeżeniom, że każda nieprawda prędzej czy później na jaw wyjdzie, niech pierwszy wyciągnie z kieszeni smartfona ten, kto w jego pamięci nie ma zapisanego żadnego “tajnego” kontaktu, albo choć jednego kompromitującego zdjęcia. Każdy z bohaterów “Dobrze się kłamie…” ma nadzieję, że w trakcie kilkugodzinnej kolacji uda mu się zostać wyjątkiem potwierdzającym tę regułę. Zagrywka godna rasowego pokerzysty, na którego jak się szybko okazuje, żaden z siódemki przyjaciół zadatków nie ma.
Film ma bardzo mocny polski akcent – jedną z głównych ról gra uwielbiana nie tylko we Włoszech – Kasia Smutniak, która wciela się w lekko znudzoną życiem psycholożkę. To jej bohaterka Eva rzuca hasło, aby wieczór przy dobrym jedzeniu i winie trochę podkręcić i urozmaicić. Genialny pomysł, aby goście odczytywali na głos każdą przychodzącą wiadomość, a rozmowy wrzucali na głośnik nie spotyka się z entuzjastyczną aprobatą, ale też, co zrozumiałe, nie wywołuje zdecydowanego oporu - przy stole siedzą bowiem sami przyjaciele: dwa małżeństwa, jedna para i jeden, rzekomo nie-singiel, którego wcale nie wystawiła dziewczyna, z którą od miesięcy się spotyka (i której, tak się składa, nikt ze znajomych na przestrzeni tych miesięcy nie miał okazji poznać).
Leżące na stole smartfony zaczynają więc jeden po drugim dzwonić. Początkowo wszystkim jest do śmiechu - oczywiście poza delikwentem lub delikwentką, którzy w danej chwili muszą podzielić się treścią noszącego znamiona kłamstwa smsa, albo głośno dyskutować z ojcem-chirurgiem na temat operacji powiększenia piersi (swoich). Waga wychodzących na jaw sekretów rośnie wraz z kolejnymi daniami wjeżdżającymi na stół.
Przez ile przypadków zostanie odmienione słowo “rozwód”, zanim pojawi się deser (i czy w ogóle ktoś do niego wytrwa) dowiecie się 6 stycznia, kiedy “Dobrze się kłamie…” pojawi się na polskich ekranach. Film, który otrzymał statuetkę David di Donatello, czyli włoskiego Oscara, obejrzały do tej pory miliony (dokładnie dwa i pół) widzów. Jeśli nie jest to dla was wystarczającą zachętą, przypomnijmy, że to właśnie w Italii światowa kultura zawdzięcza postać długonosej drewnianej kukiełki. Może więc ziomkowie Pinokia na kłamstwie znają się lepiej niż my? Warto sprawdzić.

Artykuł powstał we współpracy z Aurorafilms.

POLUB NAS NA FACEBOOKU