Nie każdy powinien oglądać te obrazki przy jedzeniu. Ale "Patolodzy na klatce" potrafią przyciągać uwagę

Obrazy chorych tkanek mogą być fascynujące.
Obrazy chorych tkanek mogą być fascynujące. Screen "Patolodzy na klatce" / Facebook
Większość osób, które chciałyby sobie pozwolić na lekturę tego Fp przy śniadaniu powinna posiadać wytrzymałe żołądki. Z drugiej strony są jednostki, które mają wręcz skojarzenia kulinarne oglądając zdjęcia guzów, nowotworów, czy narośli. Jeszcze inni odbiorcy – choć zafascynowani taką bliskością medycyny – często nie są w stanie zapomnieć widoku tego co "Patolodzy na klatce" serwują im opisując medyczną rzeczywistość.

Jednego nie można "Patologom" odmówić. Przy zalewie wielu nieprawdziwych medycznych informacji, niosą kaganek medycznej oświaty i robią to zupełnie inaczej niż wszyscy. Choć trzeba przyznać, że wielu laików potrafią zaszokować.
Mimo tego Fp „Patolodzy na klatce” obserwuje ponad 52 tys. osób. W sumie nic dziwnego, bo patologia w tym wydaniu jest niezwykle fascynująca, nawet jeśli czasami szokuje lub sprawia, że śniadanie przestaje smakować.
Sekcje to margines
Patolog większości z nas kojarzy się z osobą, która wykonuje sekcje zwłok. To jednak margines tej pracy. Ci specjaliści głównie zajmują się badaniem cytologicznym lub histopatologicznym pobranych tkanek i na tej podstawie stawiają diagnozę. Mówiąc prościej, badają to co "z nas" zostało pobrane lub wycięte i na tej podstawie są w stanie powiedzieć, "na co chorujemy".



Takich specjalistów w Polsce jest bardzo mało, a w każdym razie, za mało w stosunku do potrzeb. To dlatego często trzeba bardzo długo czekać na wynik badania histopatologicznego. Czasami to bardzo stresująca sytuacja, szczególnie jeśli rozstrzyga się np. kwestia tego, czy to co nam doskwiera jest zmianą nowotworową. Zresztą od tego jak szybko zostanie postawiona diagnoza, nie tylko ta dotycząca zmian nowotworowych, czasami zależy, czy można chorego wyleczyć, czy też jest już na to za późno.
Patolodzy, mimo ważnej roli jaką spełniają, są często niedoceniani, słabo opłacani i dlatego lekarze nie garną się do robienia tej specjalizacji. Jednak to co zobaczymy u „Patologów na klatce” , to właśnie coś co może nam przybliżyć pracę tych specjalistów i pasję z jaką ją wykonują. No i w końcu przełamać stereotyp jakoby patolodzy badali jedynie zwłoki.

Prawdziwa medycyna
"Patolodzy na klatce" spełniają również ogromną rolę edukacyjną. W sieci aż roi się od tzw. almedów, którzy opowiadają medyczne bajki o chorobach i sposobach ich leczenia. Natomiast u "Patologów" możemy poczytać o prawdziwej medycynie i zobaczyć to, czego zwykle nie jesteśmy w stanie zobaczyć. Nie wspominając już o medycznych ostrzeżeniach i informacjach praktycznych dotyczących dbania o zdrowie.

Przykładem może być niedawny wpis dotyczący niedrożności jelita cienkiego u ok. siedemdziesięcioletniego mężczyzny. Starszego pana trzeba było operować, a przyczyną problemu okazało się źle pogryzione suszone jabłko. Komu przyszłoby do głowy, że podjadanie suszonych owoców podczas przygotowań przedświątecznych, może tak bardzo zaszkodzić. Dzięki „Patologom na klatce” już wiemy.
Na „Patologach” nie tylko możemy poczytać o trudnych przypadkach, medycznych zawiłościach, czy zagadkach naszego organizmu. Autorka Fp pokazuje nam preparaty, których zdjęcie spod mikroskopu niejeden z nas powiesiłby w salonie zamiast drogiego, gustownego obrazu. Piękne wzory, kolory i faktury, to czasami obraz bardzo poważnych zmian, które specjaliści oglądają na co dzień pod mikroskopem.
Czasami nie trzeba mikroskopu, aby dostrzec podobieństwo zmian w organizmie np. do owocu granatu. Innym razem obraz widziany pod mikroskopem przypomina zwierzę albo list miłosny, opatrzony serduszkiem.
Nauczanie przez szokowanie
Nie brakuje też zdjęć organów zaatakowanych przez chorobę, a oglądanych przez patologów już podczas sekcji zwłok. To chyba najbardziej szokujące obrazy. Choć do tych czytelnicy Fp zaliczają też notki o pasożytach, opatrzone zdjęciami, a też czasami fotografie całych usuniętych guzów lub paskudnych narośli, które nie zawsze bywają tak groźne, jak bardzo odpychająco wyglądają.

To dzięki „Patologom na klatce” można dowiedzieć się np. dlaczego rak moszny był nazywany chorobą kominiarzy i przędzalników. Nie brakuje nawet doniesień za świata mody, a dokładniej o ubraniach, uszytych z materiału we wzór przedstawiający obraz chłoniaka pod mikroskopem.
Nic co ludzkie nie powinno być nam obce. Tym bardziej nie powinniśmy się oburzać na pokazywanie naszego organizmu od środka. Taka lektura może nam czasami pomóc zrozumieć, co się dzieje w naszym organizmie i jak uchronić się przed chorobą. Są pewnie tacy, dla których zdjęcia u "Patologów na klatce" są zbyt "mocne" , jednak tu spokojnie cel uświęca środki.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...