Popkulturowy przewodnik po popfilozofach. Czyli o tym, jak Schopenhauer i Platon podbili internet

Zdaniem wielu internautów Schopenhauer jest dobry na wszelkie smutki.
Zdaniem wielu internautów Schopenhauer jest dobry na wszelkie smutki. Fot. Polecam poczytać Schopenhauera / Facebook
Filozofowie są zawsze na propsie. To ikony, wyrocznie, celebryci. I jak na prawdziwych celebrytów przystało, ludzi nie obchodzi już co mówią - to znaczy, co naprawdę mówią - liczy się za to to, gdzie bywają i w jakim towarzystwie. Chcąc nie chcąc otrzepali się z kurzu bibliotek, wkroczyli na salony internetu i czują się tam jak ryba w wodzie. Oto miniprzewodnik po popfilozofach, czyli po tym, co z nimi zrobił XXI wiek.

A filozofem nie łatwo być w XXI wieku, szczególnie takim, którym przejmuje się więcej niż garstka nerdów cytujących z pamięci "Rozważania filozoficzne”. Bo niby człowiek zagubiony jak nigdy, niby straszy postprawda i nie wiadomo już w co wierzyć. Niby hejtujemy wegetację w korpo i swojemu życiu chcielibyśmy nadać jakiś tam sens. Ale skąd ten sens wziąć - nie wiadomo.

Kto ma teraz czas na przekopywanie się przez zawiłości "Krytyki rozumu praktycznego”, kiedy trzeba odstać swoje w popołudniowym korku, gdy dzieci mają kaszel, papiery do urzędu trzeba zawieźć, odnaleźć się w gąszczu newsów z Polski, Indonezji i Meksyku, i jeszcze przeczytać kryminał, który druga połówka zostawiła ci pod choinką? O nie, o niebo rozumniej i praktyczniej jest zajrzeć na Fejsa, odpalić filmik i pośmiać się z tego, co filozofowie-celebryci, a właściwie ich samozwańczy agenci, dziś mają do powiedzenia. Kontakt z wielką myślą jest, jakaś tam refleksja też, więc gra gitara.

"Polecam poczytać Schopenhauera"
Moja pierwsza konfrontacja z Schopenhauerem w wersji "mem-friendly" miała miejsce jeszcze na studiach. Ponieważ studiowałam, a jakże, filozofię, tę mroczną i tę bardziej orientalną stronę duszy ponurego koleżki z Gdańska co nieco znałam. Pewnego dnia, by dobić mnie podczas największej choroby (OK, tylko grypy), zaczęto umilać mi czas cytatami z "Polecam poczytać Schopenhauera”. Przyznaję, że sentencje takie jak "Baba z wozu, nic się nie zmienia” i "A pod ziemią chłodek" okazały się mieć zadziwiające działanie terapeutyczne.
"Platon, czekoladowy baton"
Nieważne, co się mówi, ważne, by było estetyczne wizualnie, szokująco, a najlepiej z erotycznym podtekstem - klikać będzie się samo - przekonuje grupa Twożywo w swojej ironicznej, czyli hipsterskiej, a na pewno trafiającej w punkt animacji.

Weźmy na przykład takie piękno, dobro i prawdę. Obyty młody Grek, który prawie dwa i pół tysiąca lat temu prócz rzucania oszczepem i zakradania się na misteria, lubił też wpadać na popijawy do Platona, znał wagę tych trzech słów. Były ideałem, do jakiego powinien dążyć jako człowiek cnotliwy, a przynajmniej do takiego miana pretendujący.

Brzmi bardzo archaicznie. Co tam głębokie sensy, co tam ideały, tfu!, cnota, kiedy wiedzę trzeba konsumować szybko i póki jest świeża. A filozofia nie jest hermetyczna, "jest tylko hermetycznie zapakowana, żeby zawsze była świeża i uniwersalna". Znacie smacznego Platona?
"Filozofia dla zepsutych dzieci"
Czyli dla wszystkich buszujących w internecie jak w złocistym zbożu dzieciaków, którzy szukają wytchnienia od całego Zła przez duże Z, jakie spływa do nas z newsów, zajawek, komentarzy, filmików i rozmów w tramwaju. Jak wiadomo, orężem współczesnych zepsutych dzieci nie są szable ani nawet manifesty, ale rysunki z ironicznymi komentarzami.
"Warszawska różnica ontologiczna"
Czyli gdzieś pomiędzy bytem a byciem, w zakamarkach Facebooka, swój maleńki azyl znalazła "Warszawska różnica ontologiczna", państewko władane przez mema-Heideggera. Nic dziwnego, że takie powstało - żeby przegryźć się przez idee metafizyka, trzeba nauczyć się nowego języka, w którym roi się od bycia-tu-oto, bycia-ku-śmierci, bycia-już-przed-sobą… A nic tak nie umila trudnej lektury, jak garść sympatycznych memów.


Są oczywiście jeszcze kubki z Heglem i koszulki z Marksem, i cały kram rozmaitości, który rozstawiany jest to tu, to tam po internetach. Są tacy, którzy w śmieszkowaniu z filozofów widzą usprawiedliwienie dla intelektualnego pozerstwa. Ja wolę dostrzegać w tym sympatyczną reklamę dla tych, których nikt inny nie reklamuje, których książki często z góry się odrzuca jako zbyt trudne albo oderwane od rzeczywistości. A przecież Schopenhauer czy Marks, czy Platon nie opowiadali bajek, ale mówili o otaczającym nas świecie. Komentowali go, tak jak my to bez przerwy robimy, tylko nieraz bardziej krzykliwie i mniej elegancko. Więc, może naiwnie, mam nadzieję, że żarty z filozofów niejednego skłonią do sprawdzenia, o co tak naprawdę chodzi z tym "wieszakiem na sądy" i "czytam Hegla dla beki".

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...