Przytyłeś po Świętach? Sprawdziliśmy jak szybko i bez wysiłku pozbyć się nadwagi

Przytyłeś po Świętach? Prawo autorskie: nito500 / 123RF Zdjęcie Seryjne
Jest taki rysunek, który w każde święta hula po FB zbierając tysiące lajków na różnych profilach. Leżąca na plecach rysunkowa dziewczynka, z najedzonym brzuszkiem wzdychając, mówi: "Już nic w siebie nie wcisnę, no, może serniczka". Internauci od prawa do lewa identyfikują się z nim jak jeden mąż. Bo kto odmówi serniczka, pierniczka, śledzika, pierogów, barszczu, no kto (zwłaszcza mamie)? No NIKT.

Akt I
A potem przychodzi dzień jak co dzień, kiedy sięgasz do szafy po jeansy albo sukienkę. Sięgasz i wciskasz, i oczom własnym nie wierzysz. Były dobre jeszcze dwa tygodnie temu. Więc sięgasz po następne. A tu pyk – ta sama historia.



Stają ci więc przed oczami wszystkie te sytuacje, gdzie w świątecznym amoku zamiast dwóch litrów wody dziennie (przecież tylko zwierzęta tyle piją), piłaś 8 szklanek coca-coli z dodatkiem cukru, dwutlenku węgla, karmelu 150d, kwasu ortofosforowego i kofeiny. W końcu w przyrodzie rządzą instynkty. Albo te świąteczne ciasteczka, które teściowa zrobiła po raz pierwszy. Ze szwedzkiego przepisu, z migdałami, na maśle. W końcu nie mogłaś wyjść na betona, który sarka na wszystko co słodkie. A okazały się tak dobre, że pochłaniałaś garściami (jak nikt nie widział). No i mąż zrobił pierwszy raz, zamiast tradycyjnego karpia, łososia z sosem z gorgonzoli i mascarpone. Przecież nie mogłaś mu tego zrobić i nie spróbować. Hulaj dusza, piekła nie ma, a jeansy się kurczyły cichaczem… przebiegłe!

Więc jeszcze nie schudłaś na lato, a już przytyłaś na święta? Łączę się z tobą w bólu (tylko hipotetycznie, bo ja w te święta nie żarłam tylko jadłam i waga ani drgnęła). Ale jest na to sposób. Oczywiście możesz przetestować którąś z bardziej wyrafinowanych metod odchudzania, na przykład tarzanie się przeciw otyłościom brzucha (metoda przedwojenna, podobno skuteczna). Polecę ci jednak tę przetestowaną na własnym brzuchu (w sposób równie przebiegły, jak samokurczące się jeansy) ale jak się okazało – całkiem skuteczny.

Grażyna, powiedzmy to sobie całkiem szczerze. Już od września zakładałaś taki scenariusz. Że do końca roku jesz i tyjesz, a od stycznia chudniesz. Więc już szykujesz płyty z Chodakowską, odkurzasz hantle z centymetrowej warstwy kurzu i matę schowaną głęboko pod regałem z książkami. Pierzesz buty sportowe, ba! Kupiłaś nawet nowe leginsy (teraz jeszcze trochę ciasne, ale przecież zaraz schudniesz). Bądź co bądź, sport to zdrowie, i mimo że prawie ducha wyzioniesz, to cel jest szczytny.

A gdyby tak schudnąć bez wysiłku? Bez tego całego potu i wyrzeczeń?
We wrześniu ubiegłego roku dostałam propozycję nie do odrzucenia. – Może by pani spróbowała serii zabiegów odchudzających? – A na czym będą polegały, pytam? - W skrócie rzecz ujmując na tym, że będzie pani leżała pod specjalną maszyną, dzięki której promieniowaniu „tłuszcz będzie wytapiał się sam”. Aha – pomyślałam. Kolejny, nierealistyczny cud medycyny estetycznej. Przetestuję i obnażę ściemę, niech dziewczyny wiedzą, na co się nie nabierać. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.
Podczas pierwszej wizyty zostałam poinstruowana, że aby zabieg był skuteczny, muszę pić (jak zwierzę) dwa litry wody dziennie, ruszać się kilka razy w tygodniu (wystarczą spacery) i regularnie jeść. Refleksja nasunęła się właściwie sama – odchudzi mnie sport i dieta, a na końcu powiedzą, że to maszyna. Pokiwałam więc głową ze zrozumieniem i solenną obietnicą, że tak właśnie uczynię. Prawda była jednak taka, że nie zamierzałam stosować się do żadnych wskazówek. Bo jeśli coś ma być skuteczne, to powinno odchudzać bez względu na dietę, czy aktywność fizyczną.

Zabieg
Tkanki tłuszczowej najtrudniej jest się pozbyć z okolicy brzucha, ud, pośladków oraz ramion. Możesz ćwiczyć do upadłego, stosować dietę, a wszystko to często bez zadowalającego rezultatu. Tłumacząc powód dla którego tak się dzieje prostym językiem, można przyrównać to do sytuacji, w której naszą nagromadzoną tkankę tłuszczową potraktujemy jak zapasy finansowe na czarną godzinę zgromadzone w banku. Łatwo sobie wyobrazić naszą reakcję, kiedy znajomy namawia nas na ich pozbycie się poprzez roztrwonienie na przyjemności.

Rozwiązaniem na „oponki”, „pelikany” czy „bryczesy” ma być zabieg Vanquish, na przetestowanie którego zostałam zaproszona, dostępny w zaledwie kilkunastu gabinetach w Polsce, w tym w czterech w Warszawie. W prostych słowach, to technologia zaczerpnięta z medycyny estetycznej, która ma skutecznie i bez pomocy skalpela zredukować zlokalizowaną w określonych obszarach ciała tkankę tłuszczową. Zabieg połączony z drenażem limfatycznym, wykonuje się w serii czterech, lub maksymalnie sześciu 30-minutowych seansów, w tygodniowych odstępach. Trzymanie się wytycznych jest w stanie sprawić, że zgubimy od 6-10 cm w obwodach (podobno).

W praktyce zaczynamy od drenażu limfatycznego. Do tej pory kojarzył mi się z dobrze wykonanym, klasycznym ręcznym masażem. I tego się spodziewam. Tymczasem mam się rozebrać do majtek (góra zostaje) i założyć flizelinowy kombinezon. W nim kładę się na gabinetowym łóżku, na którym rozłożona jest wielka, szara mata. W tę matę jestem zawijana jak w kokon. Jedna noga w jeden rękaw, druga noga w drugi rękaw. Całość sięga mi prawie żeber. Wygląda to co najmniej zabawnie. Kiedy całość zostaje uruchomiona, poszczególne ‘części’ maty są maksymalnie wypełniane powietrzem. Proces zaczyna się od palców stóp, a kończy niemalże na brzuchu. Powietrze wypełniające kombinezon pełni funkcję uciskowego masażera – udrażnia w ten sposób węzły limfatyczne. Uciskowy masaż sekwencyjny daje zaskakująco przyjemne doznania, przez co dodatkowo drenaż ma działanie relaksujące. Po trwającym pół godziny zabiegu moje nogi są super lekkie, a cellulit jakby mniejszy (przynajmniej optycznie). W praktyce, regularny masaż limfatyczny pobudza krążenie krwi i limfy, poprawiając ogólny stan organizmu. W wyniku stymulacji odpowiednich punktów na ciele następuje lepsze odżywienie, poprawa pracy komórek oraz odpowiednia regulacja krążenia krwi jak i funkcjonowania organów wewnętrznych. Poddawana masażowi skóra staje się bardziej jędrna i elastyczna.
Dopiero w tym momencie (czyli po drenażu limfatycznym) jestem przygotowana do ‘właściwego’ zabiegu, czyli Vanquish’a. Zanim położę się na kolejnym łóżku, jestem dokładnie ważona i mierzona (obwód w talii, biodrach i obwód ud). To po to, by z zabiegu na zabieg obserwować efekty. – Cóż, u mnie nie będzie ich widać, myślę, z uśmiechem zacierając ręce. Tak więc kładę się na łóżku, a pani fizjoterapeutka rozkłada nade mną maszynę. Co istotne, maszyna jest zaledwie centymetr nad moim ciałem, dokładnie obejmując wszystkie newralgiczne obszary, w których chcę pozbyć się tkanki tłuszczowej (u mnie to brzuch). Uruchomione urządzenie powoduje uczucie przyjemnego ciepła, które powoli rozgrzewa moje ciało.
Jak to działa?
Kiedy pytam wykwalifikowany personel Macadamia City SPA, jak działa Vanquish, uzyskuję odpowiedź, że zaawansowana technologia (LAHF – Large Area High-Frequency Field – red.) pozwala dotrzeć od złogów tłuszczowych położonych nawet bardzo głęboko, nie mając negatywnego wpływu na tkanki zlokalizowane w ich pobliżu. To po pierwsze.

Po drugie, Vanquish jest całkowicie bezbolesną metodą redukowania tłuszczu. Posiada wszystkie niezbędne certyfikaty bezpieczeństwa, w tym FDA (czyli został zaakceptowany przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków). Szereg przeprowadzonych badań i testów potwierdza, że stopniowo ogrzewana tkanka tłuszczowa osiąga temperaturę do ok. 45-46°C , podczas gdy temperatura skóry pozostaje na poziomie 40-41°C, co zabezpiecza jej delikatną strukturę przed przegrzaniem. Jego działanie polega więc na zwiększeniu temperatury w komórkach tłuszczowych, tak aby spowodować ich naturalne obumarcie. Vanquish oddziałuje na tkanki za pomocą emisji skoncentrowanej wielkoobszarowej energii hF. Jej częstotliwości różną się w zależności od tego, do jakiej warstwy mają dotrzeć, i zostały dobrane tak, aby najlepiej oddziaływać na głęboko położoną tkankę tłuszczową, umożliwiając jej likwidację.
Tak wygląda teoria, która zasiała w mojej głowie ziarno niepewności. Może jednak to nie jest taka ściema i TO działa? Na wszelki wypadek, tuż po pierwszym zabiegu, idąc do zaparkowanego o kilkaset metrów dalej samochodu, wstępuję na hot-doga. No błagam, dochodzi ósma wieczorem, a ja ostatni raz jadłam w porze lunchu!

Seria zabiegów
Żeby w przypadku Vanquish'a można było mówić o efektach, należy go zrobić w serii. Minimum 4 zabiegi (jeden kosztuje 500 zł). Na kolejny przychodzę dziarskim krokiem będąc pewną, że w poprzednim tygodniu nie zrobiłam absolutnie nic, co pomogłoby w ‘wytapianiu’ mojego tłuszczu na brzuchu i biodrach. Ekstra porcja frytek, parę kieliszków wina, i żadnych dwóch litrów wody dziennie. Nie, nie, nie.
Cały proces powtarzamy po raz kolejny. Drenaż limfatyczny, ważenie… i tu uwaga, pierwsza niespodzianka! Wszystkie obwody zarówno w talii jak i w pasie oraz udach (każdy osobno), spadły ponad centymetr. Jestem pod wrażeniem. W myślach szybko analizuję sytuacje, w których jednak stosowałam się do zaleceń. I nic. Mój styl życia nawet nie drgnął. Dobra, to mogła być jeszcze kwestia wody w organizmie i fazy cyklu. Te wątpliwości zostają również rozwiane. Okazuje się bowiem, że zawartość wody w organizmie nie zmieniła się (wskazuje ją dość dokładnie urządzenie, którym jestem mierzona). Okej, centymetr mniej w obwodach to jeszcze niewiele. Jednak kolejne zabiegi, mimo faktu, że nie zmieniam diety i nie ćwiczę, przynoszą bardzo pozytywne rozczarowania. Spadam zarówno na wadze jak i w obwodach.
Jak to możliwe?
- Vanquish to po prostu skuteczne urządzenie, ale nie będę nikogo czarowała, że wystarczy przyjść i położyć się pod maszyną, by mieć efekty, mówi Joanna Jeziorska, właścicielka Macadamia City Spa, w którym testowałam zabieg. – Pani jest z natury jest szczupła, więc mimo braku dyscypliny w diecie i ruchu, zobaczyła Pani efekty. Jednak naszymi Klientami są najczęściej Panie i Panowie, którzy mają do zrzucenia około 20 -30 kg. Zazwyczaj próbowali już różnych metod, w tym diet i nie odnieśli sukcesu lub efekty nie w pełni ich zadowalają. Kiedy więc do nas przychodzą, są zdeterminowani by swoje marzenie o szczuplejszym ciele zrealizować. Dla nich Vanquish jest najlepszym rozwiązaniem. Przestrzeganie zaleceń (picie wody, ruch i dieta) jest konieczne, po to by te rozbite komórki tłuszczowe z organizmu usunąć. Dieta powoduje, że na miejsce usuniętej tkanki, nie pojawia się nowa, ruch pomaga w tempie spalania tkanki tłuszczowej ale też poprawieniu metabolizmu. Woda zaś usuwa rozbitą tkankę. Tak zmasowany atak sprawia, że efekty dosłownie widać z zabiegu na zabieg, dodaje. A to z kolei pomaga utrzymać motywację, odmówić sobie dodatkowych kalorii i wyjść mimo zimna na dłuższy wieczorny spacer, podsumowuje Joanna Jeziorska z Macadamia City Spa.
Efekt
Ten przeszedł przeszedł moje oczekiwania. Po pięciu zabiegach w pasie straciłam 4 cm, w biodrach 3 cm, w udach ponad półtora, waga spadła zaś o 2 kg. Przyznam szczerze, że pożałowałam solennie braku dyscypliny w diecie i większej ilości ruchu. Wtedy efekty byłyby znacznie bardziej spektakularne. Jak podkreśla Joanna Jeziorska, efekty Klientów, którzy trzymają się zaleceń, potrafią być naprawdę spektakularne - nawet 10 centymetrów mniej w pasie i biodrach. Czy dla takiego efektu, nie warto wziąć się ze sobą za bary, Grażyna?

Materiał powstał przy współpracy z Macadamia City SPA

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...