Operacja "Praca w Dubaju"zakończyła się fiaskiem. Polacy nie wyjechali albo zostali na lodzie

W Dubaju pracę miało znaleźć ponad stu Polaków. Operacja "Dubaj" zakończyła się niepowodzeniem.
W Dubaju pracę miało znaleźć ponad stu Polaków. Operacja "Dubaj" zakończyła się niepowodzeniem. materiały prasowe TEMPO
Miała być praca życia i obietnica wielkiej przygody. Skończyło się ogromnym rozczarowaniem. – Niestety różnice kulturowe są nie do pogodzenia. Arabowie wciąż mają zupełnie inne podejście do relacji pracodawca-pracownik niż Europejczycy – mówi nam osoba z Grupy Tempo odpowiedzialna za rekrutacje pracowników do Dubaju. – Zostaliśmy potraktowani jak rubryka w Excelu – złoszczą się oszukani pracownicy, którzy od miesięcy czekają na wyjazd.

Rekrutacja do kompleksu Dubai Parks & Resorts zakończyła się w czerwcu. Pierwsza grupa Polaków miała wyjechać już w sierpniu. Oferowane stanowiska pracy to m.in: team leader, obsługa restauracji czy asystent atrakcji. Dwie firmy współpracujące z kompleksem zrekrutowały ponad setkę osób. Obecnie w stolicy Emiratów Arabskich pracuje szesnaście. Reszta musi się pogodzić, że ich marzenia o pieniądzach od szejków nie zostaną zrealizowane.
– Usłyszałam od agencji Grupa Tempo, że Dubaj nie chciał wcale rekrutować w Polsce, uważają nas za minimalnie lepszych niż Nepalczyków, czy Hindusów. Firma do końca walczyła, żeby dokończyć projekt. Niektóre pensje dawali naprawdę dobre, bo parę osób z większym doświadczeniem zawodowym dostało po 6-7 tysięcy. Ale nie oszukujmy się: Dubaj to nie Polska. W Emiratach dobre pensje to około 40 tys. na miesiąc plus mieszkanie – mówi Monika, studentka, która także chciała wyjechać do Dubaju.


Problem jest – rozwiązania nie ma
– Problem jest taki, że agencja nie ma żadnego wpływu na to, co się dzieje. Dubaj im nawet nie odpisuje, dowiadują się wszystkiego z tragicznym opóźnieniem. Nie wiem po co w ogóle biorą się za prowadzenie takich spraw, jak nie potrafią dobrze tego załatwić – słyszymy od naszej rozmówczyni.

– Ludzie, którzy mieli lecieć w lipcu/sierpniu, wylecieli w październiku, a nawet listopadzie. Jeden facet zwolnił się z pracy, ma na utrzymaniu dzieci: był pewien, że poleci, a w ostatniej chwili napisali, że nie mają dla niego etatu. Drugi chłopak miał lecieć z żoną, raptem okazało się, że nie ma miejsca. Ona poleciała w listopadzie, on miał dolecieć miesiąc później. Aktualnie powiedzieli jej, że nie wiadomo kiedy jej mąż doleci i czy w ogóle. Żona w tym tygodniu wraca przez to z Dubaju do Polski i chyba będzie się sądzić. Ja zrezygnowałam już dawno całkowicie, bo nie chciałam jednak robić przerwy i uczę się dalej za granicą – złości się Monika w rozmowie z naTemat.

–Rzeczywiście komunikacja z reprezentantami firmy w Dubaju jest fatalna. Obecnie wg kontraktu z klientem nie mamy już kontroli nad Polakami, którzy są na miejscu. Mają na razie roczne kontrakty, do tej pory otrzymaliśmy jedną oficjalną skargę na niedopełnienie warunków kontraktu ze strony pracodawcy, osoba ta właśnie wraca do Polski. Zaproponowaliśmy pomoc prawnika w tym zakresie i jesteśmy w stanie pomóc innym, jeżeli będzie tego wymagała sytuacja. Nie zobowiązuje nas do tego kontrakt czy inne zobowiązanie prawne wobec osób które pracują w Dubaju, pomoc oferujemy z ludzkich pobudek – mówi naTemat osoba prowadząca projekt "Praca w Dubaju".
To traktowanie "po ludzku", o której mówi agencja, też delikatnie mówiąc "rozmija się" z relacjami, których wysłuchaliśmy. Jeden ze zdenerwowanych Polaków, którego żona, chce wrócić z Dubaju , a on został w Polsce, dostał wiadomość o takiej treści:

"Przyczyna nieodbierania telefonów jest prosta: jeśli w święta pisze Pan do mnie agresywne SMS-y, a następnie maile, to nie mam zamiaru wysłuchiwać obelg i niemiłych słów.... Jeszcze raz powtórzę, nasza agencja została zatrudniona do wyszukania i zweryfikowania kandydatów do pracy w Dubaju. Nasze prace obejmowały odpowiedzialność do momentu skojarzenia obu stron. Tak samo jak Pan zostaliśmy, jak Pan to określa, "wpuszczeni w maliny".

– Moja posada była dobra, około 6.5 tys dirham na rękę, dlatego mi zależało na wyjeździe. To nie była posada za 2 tys. – mówi inny niezadowolony Polak, rekrutowany przez drugą firmę odpowiedzialną za projekt – "Real Recruitment Solution" prowadzoną przez Portugalczyka Renato
– Ja też mam zamiar domagać się zwrotów kosztów poniesionych na przygotowania, bo do końca Renato namawiał mnie do wyjazdu. W dodatku jeszcze nie skończył jednego projektu, a już bierze się za następny. Wiem, że trwa rekrutacja do dużego projektu kolei miejskich w Katarze. Smutne, bo wygląda na to, że byliśmy tylko pozycją w Excelu – zżyma się nasz rozmówca.

Tańszy pracownik to lepszy pracownik
Okazuje się, że Arabowie stracili zainteresowanie polskimi pracownikami, bo znaleźli sobie tańszych – z Rosji i Egiptu. Jak wynika ze stron rekrutacyjnych, około stu Rosjan i Egipcjan czeka na wymarzoną pracę w Dubai Parks & Resorts. – Po co mają ściągać nas, Polaków za średnio 2 tys. – jak można zapłacić innym 1500 złotych, a i tak będą szczęśliwi... – zauważa jeden z naszych bohaterów.

Niewesoło wygląda także sytuacja Polaków, którym się udało wyjechać trzy miesiące temu. Z Dubaju płyną do Polski niepokojące wieści: – Podobno praca jest ciężka, w mieszkaniach jest po parę osób, a nie po dwie jak obiecywano, długo jedzie się do pracy, w której pracuje się po 12 godzin, a nie dziewięć jak było w kontrakcie, standard traktowania jest bardzo niski – relacjonuje Monika, która dostaje wiadomości od znajomych, którzy utknęli w parku rozrywki.

– Według mnie taki wyjazd jest dobrym pomysłem dla kogoś, kto nie ma pomysłu na życie: nie ma dobrej szkoły, nudzi mu się, pojedzie, zwiedzi. Na pewno to nic wartościowego. Do tego państwa warto jechać tylko jako lekarz, prawnik czy konkretny specjalista. To nie Holandia czy Niemcy, że się dużo zarobi fizycznie – kończy rozmowę Monika.

Więcej o samym życiu w Dubaju przeczytasz tutaj.

Napisz do autora: oskar.maya@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU