Ubierasz się jak lubisz? Konflikt w rodzinie murowany

Prawo autorskie: bee32 / 123RF Zdjęcie Seryjne
W bliskich i dalszych relacjach pozwalamy sobie – często zupełnie nie pytani - na komentowanie wyborów innych, i podcinanie ich chęci do modowych eksperymentów. Bo przecież trzeba stać na straży porządku i upomnieć, gdy pompon na czapce jest zbyt duży i śmieszny, buty nazbyt perłowe a torba jakaś taka za duża. Ktokolwiek postanowi nosić się jak lubi i wyjdzie, w tym poza schemat musi liczyć się z krytyką – mówią znani styliści. W Polsce wciąż nie ma wolności w modzie.

Wymarzyłam sobie kiedyś, że kupię tiulową spódnicę, taką jaką nosiła filmowa Carrie Bradshaw. Lata mijały, a ja nie mogłam znaleźć idealnej. Aż w końcu natrafiłam. Byłam wtedy na zakupach z mężem i z mamą. Kiedy wyszłam z przymierzalni – promieniejąc ze szczęścia! – zapytałam (spodziewając się euforii): i jak? Mąż zmarszczył czoło i powiedział kulturalnie, że spódnica odbiega od ubrań, które zwykle noszę, więc nie może mi odpowiedzieć i nic doradzić. Wyraz twarzy mówił zaś: dlaczego masz to paskudztwo na sobie?! Mama zaś aż podskoczyła, „pytając”: „ale ty chyba nie wyjdziesz w tym na ulicę?!” W jednej sekundzie czar prysł. Spojrzałam jeszcze raz w lustro. Spódnica faktycznie nie była w moim stylu, byłabym też widoczna na ulicy niczym bombka na choince, ale nie zmieniało to faktu, że prezentowała się super. Kiedy jeszcze raz spojrzałam na miny zakupowych kompanów nabrałam sporych wątpliwości. Z zakupów wyszły nici.

Biada temu, kto wychodzi przed szereg

Wychodząc ze sklepu przypomniały mi się wszystkie opowieści znajomych, którzy uskarżali się na przytyki, uwagi rodziców, dziadków, partnerów i znajomych dotyczących ich modowych wyborów. Narzeczona znajomego wymieniła mu całą ukochaną szafę pełną beżowych ubrań, bo według niej wyglądał jak beza. Finalnie ma szafę ubrań w różnych odcieniach szarości. Koleżanka, lubująca się w czerni, nieustannie była obiektem żartów, że chodzi jak czarna wdowa, inna - często sięgająca po brązy – usłyszała od znajomego, że osoby wybierające ten kolor są zamknięte w sobie i powinna chyba z nich zrezygnować. „Doradca modowy” sięgnął aż do książki na temat psychologii kolorów! Znajomym dostawało się za dobór czapek (bo kto to widział, żeby nosić czapkę z woalką?), torebek (kto to wybiera taką dużą torbę, w której pół godziny trzeba szukać telefonu) czy butów (bo są nadmiernie świecące).



W bliskich i dalszych relacjach pozwalamy sobie na komentowanie wyborów innych i podcinanie ich chęci do modowych eksperymentów. – Bardzo dużo mówimy o indywidualizmie, o tym, żeby nie być sztampowym i aby szukać własnego stylu, ale tak naprawdę świat funkcjonuje dzięki schematom. Ktokolwiek wyjdzie poza te schematy jest narażony na krytykę. Jeśli więc zdecydujemy się wyglądać inaczej, ponadprzeciętnie, oryginalnie, to musimy być na nią przygotowani. Kto nie jest, niech od razu zrezygnuje – mówi Tomasz Jacyków, stylista.

Największy krytyk? Babcia

- Na początku gimnazjum przez cały rok nosiłam obroże z ćwiekami na szyi i glany. Wtedy wzbudzałam chyba największe zainteresowanie i obcy ludzie potrafili komentować np. fakt, że przyszłam cała na czarno w zakończenie roku. Niespecjalnie było mi przykro, bo uznawałam że oni nie rozumieją – mówi Agata Piasecka, dziennikarka zajmująca się modą.

- Teraz w mojej szafie wciąż jest dużo czerni, a także bieli i szarości, ale mam też słabość do rzeczy, które się świecą. Kiedy jechałam na wywiad w rozkloszowanej metalicznej różowej spódnicy 3/4 i różowych tweedowych sportowych butach, mała dziewczynka w autobusie powiedziała, że wyglądam jak prawdziwa Barbie i to było niezwykle miłe – opowiada Agata.

Najwięcej przytyków spotkało Agatę, gdy zgodnie z najnowszą modą pofarbowała część włosów na siwo. – Kiedy zobaczyła mnie koleżanka z poprzedniej pracy zasugerowała, że da mi numer do fryzjera, który będzie potrafił ufarbować mi całą głowę, bo chyba coś poszło nie tak i nie mogę być zadowolona z tego co mam teraz. Wycedziłam przez zęby, że mi się podoba i odeszłam wkurzona. Problem z kolorem moich włosów ma też moja babcia, która każde nasze spotkanie zaczyna od pytania, czy kolor mi się znudził i kiedy w końcu wrócę do swojego. A ja z uporem odpowiadam, że mnie się podoba. Dopiero wtedy przechodzimy do innych tematów – mówi Agata Piasecka.

Babcia jest w ogóle największym krytykiem Agaty. - Jak pomaluję usta na inny kolor niż odcień różu, to pyta z powątpiewaniem czy to na pewno mój kolor – mówi Agata dodając, że zwykle odpowiada na przytyki krótko, że dobrze się czuje sama ze sobą i swoimi wyborami. Jak mówi, uwagami na temat wyboru stylu się nie przejmuje. Gorzej jest w kwestii wyglądu. – Gdy usłyszałam, że rodzina na Wigilii mówiła, że chyba lekko przytyłam ostatnio, było mi naprawdę przykro – dodaje.

Miałam 10 lat walczyłam z mamą o ubrania, mam 35 i dalej to samo

To niewiarygodne, ale niektórym mamom, komentowanie ubioru córek tak wchodzi w krew, że trudno o zmianę nawyków, gdy te są już dorosłymi kobietami. - Od dzieciństwa wojowałam w tej kwestii właśnie z mamą. Na początku głównie dla tego, że ona jako potworny zmarzluch zawsze mnie przegrzewała nakładając sweterki, szaliczki, kurteczki i chusteczki na głowę. Ściągałam te nakrycia głowy, gdy tylko znikałam z zasięgu wzroku mamy – mówi 35-letnia Karolina.

Później konflikt trochę zmienił swój charakter. - Moja mama jest artystką, historykiem sztuki, konserwatorem zabytków. Więc - delikatnie mówiąc to, co podobało się 12-latce (bluzy z paskudnymi nadrukami, świecidełka, tandetne błyskotki) zdecydowanie nie były w jej guście. Pamiętam do dziś jej reakcję na bluzę, którą sama kupiłam sobie na targu. Była szara, bawełniana z jakąś koszmarnie rozczochraną babą na rysunku. "Jeeeezu, brzydszych nie było? Co to za koszmarek?!" jęknęła mama do głębi urażając moje estetyczne uczucia (według mnie bluza była piękna!) – wspomina Karolina dodając, że mama do dziś raczej bezpośrednio wyraża – nie pytana - opinie na temat jej wyglądu mówiąc „za bardzo cię ostrzygli”, „za ciemny ten kolor”, „średnie te spodnie”.

- Kilka lat temu robiłyśmy z mamą gruntowne porządki w szafach. Powiedziała, żebym wyrzuciła tę paskudna 20-letnią bluzkę. Zrewanżowałam się tym samym, bo w szafie też miała jakieś starocie – mówi Karolina. Razem zapakowałyśmy stare ubrania w torby do wyrzucenia. - Rok później okazało się, że każda po cichu wyciągnęła z tych toreb ulubione znoszone ubrania i schowała jedna przed drugą – śmieje się Karolina.

Polacy mają problem z zaakceptowaniem gustu innych, wciąż chcą zmieniać najbliższych. - Uważam, że gusta są różne i każdy ma prawo nosić się po swojemu, tak, aby czuć się ze sobą dobrze. Nawet gdy ktoś przychodzi do mnie po poradę, to nie narzucam mu swojego stylu, a pomagam znaleźć własny – mówi Tomasz Jacyków, stylista.

W Polskim pubie przytyk, w operze w Nowym Jorku komplement

Nie wiadomo dlaczego, ale prawo do krytyki i uwag, zarówno w stosunku do kobiet jak i mężczyzn, dają sobie zupełnie obce osoby. - Niedawno w jednym pubie zwrócono mi uwagę, że jestem w garniturze, a tacy ludzie raczej tu nie przychodzą, więc następnym razem może stosowniej się ubiorę. Kiedyś też przed juwenaliami ochroniarz powiedział o mojej torbie podróżnej "fajna, damskich nie było?". Nie wiem czy były, czy nie było, bo kupiłem męską, więc tym razem nie byłem w stanie doradzić panu ochroniarzowi – mówi 29-letni Maciej z Warszawy, który pracuje w agencji PR.

Jak mówi z uwagami jest już oswojony. - Inaczej zacząłem ubierać się jeszcze w podstawówce. Pamiętam, że zafascynowany punk rockiem, w szóstej klasie czasami chodziłem do szkoły w różowej marynarce i podartych jeansach z postawionymi na sztorc włosami. Negatywne komentarze były na porządku dziennym, ze strony rówieśników i niektórych nauczycieli. Potem trochę się uspokoiłem, ale ciągle lubię eksperymentować. Sądzę, że niektóre komentarze wynikają z ludzkiej potrzeby wywyższania się i czepialstwa – uważa Maciej.

Podczas gdy u nas łatwo o krytykę, w USA to komplement. – Niedawno na moje urodziny wybrałam się do opery w Nowym Jorku. Przekonałam się, że w Stanach Zjednoczonych ludzie doceniają kreacje innych. Nieznajoma osoba, która dostrzeże inną osobę w doskonałej stylizacji potrafi podejść i powiedzieć „o, świetna sukienka” – opowiada Joanna Horodyńska dodając, że w Polsce wciąż rzadko się komplementujemy.

Podarte dżinsy i swetry oversize w ogniu krytyki

Czasem w rodzinie codziennego czepiania się nie ma, ale jest „coś”, co działa na bliskich jak płachta na byka. - Od liceum walczę o długie, luźne swetry, których nie znosi moja mama. Choć nie widziała mnie w takim od 10 lat, to zawsze jak sobie kupię coś bardziej eleganckiego mówi: "no wreszcie niewyciągnięty sweter". I mam jeszcze siedmioletni płaszcz, na który moja mama nie może patrzeć, a ja go uwielbiam. Nie kupiłam innego nie dlatego, że mnie nie stać, ale dlatego, że nie znalazłam nic, co by mnie urzekło – mówi 34-letnia Ania, menadżer w dużej firmie.

– W mojej rodzinie modne obecnie dżinsy z dziurami są kością niezgody. Ja uważam, że są fajne, ale moi rodzice nie rozumieją tej mody i uważają że nie wypada chodzić w dziurawych spodniach. Jakiś czas temu przyjechałam do babci w tych dziurawych dżinsach, a ona potem zapytała mojej mamy czy to jakaś nowa moda. Kiedy mama powiedziała że tak, babcia się bardzo zdziwiła i podsumowała "za moich czasów to się takich spodni nawet do pędzenia krów nie zakładało" – mówi Ewelina, fotograf. Nie gniewa się na babcię, bo uważa, że to urocze. - Babcia zwyczajnie się martwi, że niechlujnie wyglądam, więc z szacunku do niej zakładam nasze spotkania spodnie bez dziur.

Z podobnego założenia wychodzi Joanna Horodyńska, stylistka. – Choć mam zasadę, że gdy wszyscy idą prosto, to ja skręcam, to na czas świąt, rodzinnych spotkań, ważnych uroczystości nie wychodzę z modą tak ostro do przodu. Bardzo cenię sobie bliskich, szanuję moment spotkań, celebruję święta i odstawiam awangardę na bok. To jednak mój świadomy wybór – opowiada. Poza tym bliscy stylistki raczej są ciekawi mody i nie tyle krytykują, ile pytają z ciekawością „a to teraz się nosi”?

– Kilka dni temu zdarzyła mi się zabawna historia. Odwiedziłam mojego dziadka w kaszkiecie, którego bardzo długo szukałam. Gdy dziadek mnie zobaczył, zażartował „a cóż to za powstańczy look” – opowiada Joanna Horodyńska, przyznając, że jej artystyczna rodzina jest przyzwyczajona do modowej awangardy.

– Osoby, które obracają się w świecie mody, wśród artystów, mają łatwiej, mogą eksperymentować. Jednak, gdy ktoś wnosi nietuzinkowy sposób noszenia się do środowiska, które nie jest przyzwyczajone do takiej odwagi, może być pewny, że zostanie oceniony i skrytykowany – mówi Joanna Horodyńska. Wciąż nie ma wolności w modzie – ocenia.

Napisz do autorki:jolanta.korucu@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

  • ZOBACZ TAKŻE:
  • Moda
Trwa ładowanie komentarzy...