Skąd się biorą nowi mieszkańcy Warszawy. Według GUS "słoiki" są w odwrocie, bo znacznie więcej przyjeżdża...

Termin "słoiki" już nieaktualny. Są oto grupy, które pakują walizki i przyjeżdżają do Warszawy na dobre.
Termin "słoiki" już nieaktualny. Są oto grupy, które pakują walizki i przyjeżdżają do Warszawy na dobre. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Urzędnicy mazowieckiego Urzędu Statycznego policzyli, kto wprowadza się teraz do Warszawy. Już nie "słoiki" z innych regionów Polski stanowią o charakterze przyjezdnych. W ciągu roku najwięcej jest obcokrajowców, a prym wiodą dwie nacje.

7989 Ukraińców
Przyjeżdżają popracować choćby na kilka miesięcy, aby wesprzeć finansowo rodziny. Bez nich nie obejdzie się już żadna duża budowa w stolicy. Z tymi zarabianiem bywa różnie. Pisaliśmy o kłopotach ekipy budowlanej Andrieja, której polski przedsiębiorca nie zapłacił 27 tys. zł. Coraz więcej firm przemysłowych zatrudnia choćby czasowo obywateli Ukrainy. Z kolei młode kobiety znajdują pracę w firmach zajmujących się usługami sprzątającymi lub w agencjach pracy tymczasowej wynajmujących pracowników do pracy w supermarketach. Wszędzie tam, gdzie Polacy nie chcą już pracować za najniższe stawki wynagrodzeń.
3071 Wietnamczyków
– Jesteśmy takimi samymi emigrantami, jak Polacy w Londynie. Wyjechaliśmy, żeby samodzielnie stworzyć sobie okazję do lepszego życia – tłumaczył ten fenomen Karol Hoang, szef azjatyckiego biura nieruchomości ASEAN. – Wiem, że Polacy się dziwią, ale każdy Wietnamczyk chce pracować na swój rachunek. Tu nawet ludzie, którzy o 3 rano ciągną wózki na Wólkę myślą, jak tu otworzyć bar, czy jakiś inny smallbiznes – opowiadał w rozmowie z naTemat.



Inspirują ich sukcesy takich osób, jak "Pan Tao". Jako pierwszy zaczął sprzedawać w Polsce słynne „chińskie zupki". W 1991 roku, w Gdańsku, Tao założył firmę spożywczą Tan-Viet i zajął się importem azjatyckich przypraw, sosów i dodatków do żywności. Niedawno wycenił swój biznes na 400 mln złotych.

Żadne inne nacje nie dorównują liczbie Ukraińców i Wietnamczyków. Około tysiąca Chińczyków pakuje walizki i przyjeżdża do Warszawy. Hindusów 440. Wśród przyjezdnych rozpływa się setka Amerykanów i podobna liczba Niemców.
4428 osób z woj. lubelskiego
To z kolei najliczniejsza grupa spośród "polskich słoików", co tłumaczy dlaczego tak często na ulicach stolicy widoczne są samochody z rejestracją zaczynająca się od "L". GUS zauważa jednak, że ponad 1000 lublinian co roku wraca jednak do domów, dlatego umieściliśmy ich na trzecim miejscu.

Fenomen "małego Lublina" w Warszawie przedstawia ta statystyka.
Nie patrzą, że w Warszawie koszty życia są o 50 proc. wyższe niż w ich regionie. Zaledwie 170 km od domu płace są dwukrotnie wyższe i praktycznie brak bezrobocia. Kto z nich odniósł sukces? Opisywaliśmy historię Kamila Rucińskiego, założyciela serwisu Nocowanie.pl, który za ponad 20 mln sprzedał udziały w tym biznesie Wirtualnej Polsce. Pieniądze na start swojej strony internetowej zarobił, pracując w jednym z warszawskich hipermarketów, przy promocji kurczaków.
2242 osób z woj. łódzkiego
Czyli z "miasta meneli" jak ocenił kiedyś Bogusław Linda. Niesłusznie. – To budujące, iż nowi mieszkańcy Warszawy okazują się "młodymi wilkami, ludźmi z inicjatywą i głodem sukcesu”. Najwięcej małych dwupokojowych mieszkań kupują zazwyczaj przyjezdni - mówił w rozmowie z naTemat Marek Roefler, deweloper. Podkreślił, że to dzięki przyjezdnym warszawscy deweloperzy biją rekordy sprzedaży nowych mieszkań.

Dalej liczby nie są już aż tak imponujące. Z regionu biedy i bezrobocia, czyli Warmińsko-Mazurskiego, przyjechało i zamieszkało w stolicy zaledwie 1697 osób, a ze świętokrzyskiego 1657 dusz. Urząd oczywiście liczy tylko tych, którzy zmienili adres zamieszkania. Takich, którzy dojeżdżają na pięć dni roboczych, jest znacznie więcej.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...