Kiss&Fly czy Kiss&Pay? Lotnisko Chopina daje 7 minut na pożegnanie. Są porty, gdzie czasu jest cztery razy więcej

Szlaban przed wjazdem do strefy.
Szlaban przed wjazdem do strefy. Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta
Od 2 stycznia na warszawskim Lotnisku Chopina funkcjonuje specjalna strefa Kiss&Fly, która służy jako miejsce do krótkiego postoju dla prywatnych pojazdów. W zamyśle podróżujący z Okęcia mają komfortowo pożegnać się z bliskimi i dostać się do hali odlotów. Gdzie jest haczyk? Mają na to zaledwie siedem minut. Po przekroczeniu tego czasu nawet o sekundę trzeba zapłacić 30 złotych. To dużo, a na świecie nie brakuje lotnisk, na których kierowcy mają znacznie więcej czasu. Rzecznik portu lotniczego przekonuje jednak, że siedem minut w zupełności wystarczy.

Ze stoperem na lotnisko
Po wprowadzeniu systemu kierowca, który wjedzie po estakadzie na poziom hali odlotów na Okęciu, na jej końcu zastanie szlaban. Po pobraniu biletu z dystrybutora kierowca ma dokładnie 420 sekund na znalezienie miejsca parkingowego, wypakowanie bagaży, pożegnanie się z osobami, które zawiózł na lotnisko, i opuszczenie strefy. Aby ją opuścić, należy pobrany wcześniej bilet wsunąć do czytnika - to system podobny do obowiązującego w wielu polskich galeriach handlowych czy biurowcach.

I tu zaczynają się schody. Pierwszy problem jest taki, że w strefie może… nie być wolnego miejsca parkingowego. Wtedy według rzecznika Lotniska Chopina w Warszawie Przemysława Przybylskiego zostaniemy przed szlabanem – choć w ciągu pierwszych dwóch dni działania systemu takiej sytuacji jeszcze nie było.
Przemysław Przybylski

Hipotetycznie jest to możliwe. System nie wpuści kolejnego samochodu, dopóki nie będzie wolnego miejsca.

Drugi problem to sam czas - siedem minut to naprawdę niewiele. Przybylski broni jednak tej decyzji. – Przeanalizowaliśmy to, co dzieje się na innych lotniskach. Ten czas waha się od dwóch do piętnastu minut – przekonuje.
Tokio i Hong Kong bardziej przyjazne dla pasażera
Ze wskazaniem na ten dłuższy czas. Nietrudno znaleźć porty lotnicze - i mniejsze od Okęcia, jak i zdecydowanie większe – na których kierowcy mają więcej czasu. Na pobliskim Modlinie kierowca może korzystać z parkingu krótkoterminowego za darmo przez 10 minut. Podobnie jest na krakowskich Balicach.

"Wylećmy" z Polski. W Paryżu na lotnisku Charlesa de Gaulle’a kierowcy mogą bezstresowo zatrzymać się na 10 minut. Tyle samo czasu mamy w Lizbonie. W Chicago, choć strefa jest obecnie w remoncie, na jednym z parkingów można zatrzymać się za darmo na 10 minut. Na największym porcie lotniczym w Rzymie – w Fiumicino – kierowcy mają komfortowe 15 minut dla siebie i swoich bliskich. Tyle samo czasu mamy na lotnisku Vaclava Havela w Pradze. Port lotniczy Haneda w Tokio pozwala nawet na półgodzinny bezpłatny parking. Tyle samo czasu mamy w norweskim Stavanger, gdzie Polacy często podróżują w celach zarobkowych. Pół godziny jest darmowe również w Hong Kongu. To tylko przykłady.

Dla porządku - rzeczywiście są porty lotnicze, na których czasu jest jeszcze mniej niż na warszawskim Okęciu. Choćby w Genewie trzeba się wyrobić w ciągu pięciu minut, a w Brukseli należy po prostu wypakować bagaże i odjechać. Czas nie jest określony, ale sytuacji na parkingu przygląda się obsługa lotniska.

– To jest pewien kompromis, który z jednej strony umożliwia pasażerom zatrzymanie się i wysadzenie pasażera i wyjazd. Jest to możliwe. Z drugiej strony ten czas musi być dostosowany do zwiększania przepustowości tej strefy. Żeby samochody wyjeżdżały, a nie stały. Kiedy kierowcy są zmuszani do szybkiego wyjazdu, rotacja pojazdów jest duża. O to chodzi, żeby nie brakowało miejsc postojowych. Przedtem zdarzały się sytuacje, kiedy podjeżdżało więcej pojazdów pod halę odlotów. Niektórzy kierowcy musieli się zatrzymywać na środku jezdni i wypakowywać walizki, bo nie było wolnych miejsc, wtedy inni już chcieli wyjeżdżać, a mieli zablokowany wyjazd. To powodowało niepotrzebnie nerwowe sytuacje – wyjaśnia Przybylski.

Krytyka na razie nieuprawniona?
Po uruchomieniu strefy w internecie od razu posypały się komentarze – w zdecydowanej większości krytyczne wobec działań władz Lotniska Fryderyka Chopina.

Internauci na facebookowym fanpage'u portu lotniczego krytykują przede wszystkim sam sposób działania systemu. Możliwa jest bowiem sytuacja, w której osoba, która przekroczyła czas, musi się cofnąć do automatu z kasą i zapłacić za postój. Wtedy blokuje kolejne osoby, więc w tym czasie nikt nie może wyjechać. W efekcie siedem minut mija kolejnym kierowcom.
Inni krytykują czas, który dano właścicielom aut.
Nie brakuje opinii, że w ciągu siedmiu minut nie da się "wysadzić" niepełnosprawnej osoby.
– W internecie komentują głownie ludzie, którzy nie przetestowali tego, tylko gdybają. Statystyki z pierwszych dwóch dni pokazują, że ponad 99,9 proc. kierowców wyjeżdża w ciągu siedmiu minut. W ciągu pierwszych 10 godzin wjechało ponad 3 tys. samochodów i tylko 19 stało dłużej niż 7 minut. To jest problem naprawdę pomijalny – odpowiada Przybylski. I dodaje, że kierowca, który otrzymuje bilet, ma informację, ile tak naprawdę ma czasu. Może więc zapłacić jeszcze przed odjazdem. – Kierowca nie musi się zorientować dopiero przy szlabanie – twierdzi.

– Mamy obsługę, która może w spornych sytuacjach reagować. Jeżeli pracownicy widzą, że tworzy się korek do szlabanu, mogą podjąć decyzję o wypuszczeniu kierowców bez płacenia, bo to nie jest ich wina. System jest elastyczny – podsumowuje nasz rozmówca. I zapewnia, że obsługa będzie pilnowała strefy na stałe.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...