On nie dorósł do roli lidera opozycji. Ryszard Petru nie wyciąga żadnych wniosków ze swoich politycznych wpadek

Ryszard Petru, lider Nowoczesnej, ma spore problemy ze swoim politycznym wizerunkiem, po tym jak wyjechał na urlop w trakcie sejmowego kryzysu.
Ryszard Petru, lider Nowoczesnej, ma spore problemy ze swoim politycznym wizerunkiem, po tym jak wyjechał na urlop w trakcie sejmowego kryzysu. Fot. Kuba Atys / fotomontaż naTemat
W polityce jak w życiu – nie da się unikać błędów i potknięć. Szkopuł w tym, żeby potrafić wyciągać z nich wnioski. Szef .Nowoczesnej Ryszard Petru nie potrafił i nie potrafi tego robić. Z lidera opozycji, na którego sam się mianował, na własne życzenie redukuje swoją publiczną rolę do poprawiającego humor bohatera memów. Jego wyjazd na urlop podczas największego kryzysu sejmowego od lat pokazuje, że politycznie nie wyrósł jeszcze z krótkich spodenek.

Co Petru zrobił po powrocie, co powiedział armii czekających na niego dziennikarzy? Tylko tyle, że to było z jego strony niezręczne. Czy na pewno nic się nie stało? Przecież to polityka rodem z piaskownicy. Tak, to prawda, Donald Tusk też nosił kiedyś krótkie spodenki, ale szybko z nich wyrósł.

Porzucając posłów Nowoczesnej i wyjeżdżając na urlop do Portugalii, Petru zderzył się z największym kryzysem wizerunkowym od początku swojej działalności politycznej. Nie tylko wprawił w zakłopotanie swoich partyjnych towarzyszy broni, którzy nie wiedzieli jak komentować jego zagraniczny wypad, ale dał też pretekst do wielu plotek i spekulacji na swój temat, co w czasach buzujących politycznych emocji może mu bardzo zaszkodzić.
Jak się wydaje, "Wiadomości" TVP, tabloidy i media sympatyzujące z PiS już chwyciły trop. Zresztą szef konkurencyjnej Platformy Grzegorz Schetyna nie omieszkał nie wbić rywalowi bolesnej szpili mówiąc, że "nie będzie komentował prywatnych spraw Petru" i dodając dopiero po chwili: "Ani w partyjnych sprawach zaprzyjaźnionej sojuszniczej partii się nie wypowiadam". Ten stary partyjny wyga z PO zachował zimną krew, ale pewnie w cichości ducha zastanawiał się nad politycznymi konsekwencjami krótkowzroczności i braku instynktu Petru.

To Petru stoi za protestem opozycji
Zachowanie szefa Nowoczesnej jest tym bardziej niezrozumiałe, że to on stoi za protestem opozycji w gmachu parlamentu, a na dodatek jeszcze tydzień temu w wywiadzie dla portalu 300polityka.pl pytany wprost, czy "wypadałoby politykowi opozycji, żeby teraz był na nartach, na wypoczynku", odparł: "Teraz nie. Do 11 na pewno nie. Chyba że 2 dni. Są ustalone dyżury. Jedni na Wigilię, inni na Sylwestra".

Powtarzane przez niego w tym samym wywiadzie niczym mantra słowa o tym, że "nie jest koniunkturalny", nadają całej sytuacji jeszcze większej dwuznaczności. Jedno jest pewne – niezależnie od tego, co w końcu powie Petru (bo będzie się musiał jakoś wytłumaczyć), ma poważny problem, którego nie da się przeczekać i trzeba będzie się z nim zmierzyć.
Piotr Tymochowicz, ekspert ds. wizerunku politycznego

Myślę, że on z wielu rzeczy nie zdaje sobie sprawy. Ale myśląc o tej wycieczce podzielam pogląd byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza, który powiedział, ze jest to wyraz buty, przekonania, że już wiele udało mu się osiągnąć, że stał się celebrytą

Nowoczesna szturmem weszła do Sejmu
Jeszcze rok temu Ryszard Petru przebojem wprowadził swoją Nowoczesną do parlamentu. Wielu widziało w nim nową gwiazdę polskiej polityki i stawiało za przykład człowieka, który pomimo kariery rzutkiego ekonomisty, postanowił wejść na ścieżkę polityki. Był przedstawiany niczym mąż opatrznościowy, reprezentant nowego pokolenia nieuwikłanego w dawne spory i podziały. Nie było w tym wiele prawdy, bo Petru działał aktywnie w Unii Wolności i był bliskim współpracownikiem prof. Leszka Balcerowicza, ale efekt świeżości zadziałał.

Partia Petru w roli głównej siły opozycyjnej miała zastąpić poobijaną Platformę Obywatelską. Jej lider na Wiejską wprowadził kilka błyskotliwych i nie skażonych dotąd brudną polityką kobiet, które wzbudzały sympatię dziennikarzy i wyborców. Znajomi przedstawiali go jako swojskiego "Ryśka", a jak wiadomo "wszystkie Ryśki to fajne chłopaki". Wszystko szło dobrze. W ramach rywalizacji z Platformą Obywatelską o opozycyjną palmę pierwszeństwa sam "awansował się" na lidera opozycji.
Zaczęły się problemy z wizerunkiem
I tutaj chyba zaczęły się problemy Petru z wizerunkiem. Wprawdzie dla części wyborców już samo przekonanie lidera o politycznej sile jest atrakcyjne, ale ta druga część elektoratu jego deklarację odebrała jako przykład buty, arogancji i pychy. Petru za bardzo się starał pozować na politycznego lidera z prawdziwego zdarzenia i dawać nadzieję na zmianę pokoleniową w polskiej polityce. Zaczęło to być nienaturalne.

Szybko złośliwi zaczęli zarzucać mu, że z "charyzmą księgowego" nie nadaje się na trybuna ludowego. Na dodatek lider Nowoczesnej wykazywał się wręcz chłopięcą nieporadnością w kontaktach z mediami i zaliczał wpadkę za wpadką.
Piotr Tymochowicz, ekspert ds. wizerunku politycznego

Znam wielu polityków, których łączy to, ze mają gdzieś reprezentowanie elektoratu, oni to traktują jako grę, teatrum. Ważniejsza jest dla nich własna pozycja, to że występują w świetle jupiterów. Tym się nasycają. Nie są głodni tego by coś sensownego zrobić dla ludzi. Napawają się własną pozycją, własną sławą. Petru jest przykładem który potwierdza tylko regułę

Wpadek było tak dużo, że litościwie przypomnijmy tylko kilka najgłośniejszych. Petru postawił w kłopotliwej sytuacji redaktora TVN, mówiąc w trakcie konferencji prasowej, że "umówił się z nim na zadanie pytania". Internauci nabijali się z jego lapsusów językowych takich jak ten, że "głowa psuje się od góry", jak mówił – "rubikoniu zamiast Rubikonu" i kiedy ustanowił nowe święto – "sześciu króli". Internet zalał ocean memów z "Ryśkiem" w roli głównej. Ale ten pierwszy kryzys wizerunkowy można było przewalczyć pokazując do siebie dystans. Każdy popełnia błędy, mają do nich prawo także politycy. Petru nie próbował jednak nawet zrobić z nich atutu i nie starał się ocieplić swojego wizerunku.
Nie wyciągnął żadnych wniosków
Wygląda na to, ze poza mową ciała nie pracuje nad sobą. Nie widać przy nim żadnych doradców, którzy w ważnych chwilach mogliby mu podpowiedzieć to i owo. Poza dobrze rozegranymi trikami PR-owymi, jak te z akcją "Misiewicze" czy "PiSiewicze", w Nowoczesnej nie widać żadnego myślenia strategicznego. Tak jakby liczyli że władza sama im wpadnie do ręki, wystarczy poczekać aż PiS się skompromituje.

Pomysł, by skrócić kadencję Sejmu zgłoszony przez partię, która ma 28 szabel w Sejmie jest wręcz niepoważny (do samorozwiązania Sejmu potrzeba minimum 307 posłów). Nic więc dziwnego, że od razu pojawiły się komentarze, że skrócenie kadencji Sejmu byłoby Nowoczesnej na rękę, bo chodzi o pieniądze z budżetu, które straciła. Zarządzanie partią także pozostawia wiele do życzenia, skoro Petru nie dopilnował finansów Nowoczesnej i doprowadził do tego, że straciła subwencję z budżetu państwa.

Sama sympatia, którą wzbudzają posłanki tej partii, to zdecydowania za mało, by Nowoczesna i jej lider podbili polską politykę, choć sondaże, w których partia Petru często wygrywa z Platformą wojnę o prymat w opozycji, wydają się temu przeczyć. Wyniki w sondażach to jednak za mało, jeżeli nie posiada się alternatywy programowej nie tylko dla mieszkańców dużych miast, ale też tych z prowincji.

Przy okazji Petru nadal pokazuje swoją butę. We wspomnianym już wywiadzie tak mówił o Donaldzie Tusku: "Wydaje mi się, że to bardzo mało prawdopodobne [powrót Tuska do polskiej polityki]. To nie tak, że on wraca i jest krzesełko, które czeka na niego. Nie ma specjalnego krzesełka dla Donalda Tuska. Musiałby wrócić do Platformy. Z tego, co słyszałem, to nie ma miejsca dla niego”. Internauci suchej nitki nie zostawili także na nadętym orędziu noworocznym Petru, a po wypadzie do Portugalii zraził do siebie nawet dotąd mu przychylnych dziennikarzy. "Strzał w stopę" – to jedno z najdelikatniejszych określeń.
To będzie trudny powrót z urlopu, bo długo potrwa i oznacza twarde lądowanie. Co oczywiście nie przesądza, że Petru nie wyjdzie z tego kryzysu obronną ręką, a nawet, że w przyszłości nie zostanie faktycznym liderem opozycji. Politycy wychodzili z większych wizerunkowych turbulencji. Tak może być też z szefem Nowoczesnej. Wyborcy mają przecież krótką pamięć.

Napisz do autora: jaroslaw.karpinski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU