"Nie zabiłem Ewy Tylman". Oskarżony o zabójstwo Adam Z. bronił się podczas pierwszej rozprawy

Rozprawa z udziałem Adama Z. odbywa się za zamkniętymi drzwiami.
Rozprawa z udziałem Adama Z. odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Radio Merkury Poznań / YouTube.com
— Nie zabiłem Ewy Tylman — powiedział podczas dzisiejszej rozprawy przed Sądem Okręgowym w Poznaniu Adam Z. Oskarżonemu o spowodowanie jej śmierci młodemu mężczyźnie grozi kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywocie. Prokuratura jest przekonana, że Adam Z. działał z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia dziewczyny. Oznacza to, że brał pod uwagę możliwość zabójstwa koleżanki z pracy.

W grudniu 2015 roku Adam Z. tłumaczył, że poznał Ewę Tylman w marcu 2015 roku. Pracowali razem w jednej z poznańskich drogerii. Wyjaśniał też, że jest homoseksualistą, choć był też w związku heteroseksualnym. Ewa go jednak "nie pociągała". Sąd przytoczył dziś tamte wyjaśnienia. Jest w nich mowa również o tym, że Adam Z. obejmował Ewę, kiedy wracali nocą z imprezy integracyjnej. — Ona chyba opacznie to zrozumiała. Mogła pomyśleć, że ją zgwałcę, że zrobię jej krzywdę — powiedział wówczas.



— Ewa w pewnym momencie wyrwała mi się i zaczęła biec w kierunku Warty. Zacząłem biec za Ewą, żeby sobie niczego nie zrobiła. Wołałem za nią. Widziałem, że ona wbiegła na betonową obudowę koryta rzeki. Zauważyłem, że wpadła do Warty, nie wiem, czy się przewróciła, czy zrobiła to specjalnie — tłumaczył dalej Adam Z.
Dziś oskarżony powiedział, że nie pamięta okoliczności, w jakich zginęła Ewa, a wcześniejsze, niekorzystne dla niego zeznania zostały wymuszone przez policjantów. — Zostałem wplątany w sprawę, której nie popełniłem. Ci policjanci mówili, że ja ciągle kłamię i jak nie powiem ich wersji wydarzeń, to będę miał dożywocie. Byłem zastraszany, zabierali mi krzesło, śmiali się z mojej orientacji seksualnej.

Skąd wcześniejsze, szczegółowe opisy tego, co działo się w nocy, kiedy zginęła Ewa? Adam Z. tłumaczy, że miał dość zastraszania. Nie podtrzymał też zeznań z przeprowadzonego eksperymentu, podczas którego odtwarzał z policjantami drogę przebytą razem z Ewą Tylman. W dużej mierze zasłaniał się niepamięcią.

Nie wierzy w to Andrzej Tylman, ojciec Ewy. — On kręci. Zauważyłem, że ma dobrą pamięć do nazwisk. Wysypał wszystkie nazwiska (zastraszających go rzekomo policjantów), a nagle pamięć mu się urywa. Nie wiem, czy ktoś nim kieruje, zobaczymy, co będzie dalej — powiedział dziennikarzom.

— Aktualna linia obrony oskarżonego jest taka, że to, co w ogóle powiedział, jeżeli chodzi o bycie co najmniej świadkiem śmierci Ewy Tylman, zostało wymuszone przez policjantów — skomentował linię obrony reprezentujący rodzinę mecenas Wojciech Wiza. Kolejna rozprawa odbędzie się 17 stycznia.

Tymczasem skandaliczną wpadkę związaną z procesem zaliczyło TVP Info. W przygotowanej przez siebie relacji ujawniło m.in. adres oskarżonego, dane jego partnerów seksualnych czy hasło do Facebooka. – Pierwszy raz słyszę, żeby sąd był tak wylewny w cytowaniu nazwisk – w tak kuriozalny sposób bronił się w rozmowie z portalem wirtualnemedia.pl Samuel Pereira, wiceszef publicystyki w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej.

źródło: RMF FM, wirtualnemedia.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...