"Ku pamięci Daniela z Ełku, który bronił polskości". Jak narodowcy robią bohatera ze zmarłego 21-latka

"Zginął broniąc polskości". Narodowcy robią z Daniela z Ełku bohatera, lewacy zmarłego obrażają. Kto ma rację?
"Zginął broniąc polskości". Narodowcy robią z Daniela z Ełku bohatera, lewacy zmarłego obrażają. Kto ma rację? Fot. Facebook.com
To przerażające, że są ludzie, którzy cieszą się z czyjejś śmierci. I przerażające jest także to, że są ludzie, którzy grożą śmiercią za śmierć. Wydarzenia w Ełku wywołały w społeczeństwie potworne reakcje. Z obu stron.

Tuż po tym, jak w Nowy Rok media w całym kraju obiegła informacja o zamieszkach w Ełku wywołanych śmiercią 21-latka zabitego przez obcokrajowców z baru "Prince Kebab", na Facebooku jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać profile poświęcone Danielowi Rudnickiemu.
Ich twórcy nie kryją, że chodzi im nie tylko o uczczenie pamięci zabitego młodego mężczyzny. Ważne jest tu również to, by przyłożyć migrantom. Ponadto na tego typu "fanpage'ach" nie brakuje patriotycznej symboliki.
W informacji o jednym z profilów zaznaczono, że dla autorów strony 21-latek jest prawdziwym bohaterem.
Naprawdę? Naprawdę Daniel Rudnicki zasługuje na miano bohatera "broniącego polskości"? Może należałoby się wstrzymać z taką oceną przynajmniej do zakończenia prokuratorskiego śledztwa, bo ta sprawa wcale taka czarno-biała nie jest.


To dobry chłopak był
Znajomi 21-latka wciąż nie mogą wyjść z szoku. I z powodu śmierci Daniela, i ze względu na to, co się teraz o nim mówi i pisze. – Chodziliśmy razem do liceum Korpusu Kadetów – mówi mi jego koleżanka Patrycja. Przyznaje, że od pewnego czasu nie miała z nim kontaktu, ale wspomnienia o nim ma tylko i wyłącznie dobre.
Patrycja
koleżanka Daniela Rudnickiego z liceum

Był to chłopak nie rzucający się w oczy. Nie było z nim problemów. Grzeczny, spokojny. Mieszkaliśmy po kilka osób w pokoju i nie było żadnych kradzieży, czy tego typu spraw. Nie wiem, co mogło się w nim zmienić od tej pory, ale ciężko mi uwierzyć w to, co piszą media. To raczej nie w jego stylu.

Podobnie o Danielu opowiada mi inna jego znajoma, Paulina. I też jest przerażona tym, co zewsząd słyszy.
Paulina
koleżanka Daniela Rudnickiego

Znałam Go dość długo i tylko z dobrej strony. Zawsze był spokojny. Można było z nim pogadać o wszystkim. Zawsze wspierał, jak było trzeba.

Śmierć za Coca-Colę?
Początkowo świadkowie mówili, że 21-latek został zaatakowany przez pracowników "Prince Kebab" tuż po tym, jak wrzucił do lokalu petardę. Wówczas jedni pisali o "niewinnej petardzie", inni zaś uznali, że wrzucenie petardy to był wystarczający powód, by chwycić za nóż. Później prokuratura przedstawiła swoje wstępne ustalenia i okazało się, że to nie Daniel wrzucił petardę, a kto inny. I stało się to już po zakończonej tragicznie bijatyce przed lokalem. Daniel zaś skradł ze sklepu dwie butelki Coca-Coli.
Wojciech Piktel
Prokurator Rejonowy w Ełku

W tym barze doszło do jakiegoś zdarzenia, które zaiskrzyło atmosferę i tak naprawdę sam początek jest dla nas do końca niejasny. Później pokrzywdzony wziął dwie butelki napoju, z którymi wyszedł z baru nie zapłaciwszy. Właściciel lokalu z kucharzem pobiegli za pokrzywdzonym właśnie w celu wyrwania tych butelek.

I znów - dla jednych było to potwierdzenie bohaterstwa 21-latka, dla innych próba kradzieży napoju była nieomal usprawiedliwieniem, aby zabić.

Bohater z prawomocnymi wyrokami
Prokurator Rejonowy w Ełku Wojciech Piktel, przedstawiając tę wersję wydarzeń bez petardy, a z napojami, ujawnił jeszcze jeden ważny fakt. Otóż Daniel Rudnicki był osobą dobrze znaną policji. Zdecydowanie nie był święty. Miał na koncie prawomocne wyroki za rozboje i groźby. Bardzo prawdopodobne, że owe groźby kierował też w sylwestrowy wieczór wobec pracowników "Prince Kebab". Świadek, który był w tym lokalu niedługo przed tragedią, pisał o grupie pijanych osób, które wykrzykiwały "Dawaj kur*o to jedzenie, tylko nie pluj, bo ci tym mordę wysmaruję", albo "Ciapaku na kolana i do pana".

Czciciele pamięci 21-latka powinni to wziąć pod uwagę, zanim ogłoszą go bohaterem. Ale i usprawiedliwiający czyn Tunezyjczyka powinni się zastanowić, czy naprawdę można kogoś zabić za nawet najbardziej obraźliwe słowa. – Obrona własna a wybieganie za kimś z nożem i dźganie go to coś zupełnie innego. Chłopak być może ich sprowokował, ale mogli wyjść i wybić mu zęby, a nie wymierzać mu karę śmierci – mówił w rozmowie z Katarzyną Zuchowicz dyrektor lokalnego portalu elk24.pl Piotr Ruchlewicz.

"Ciapaty, parchy, brudasy"
Wprawdzie policji w Ełku udało się opanować sytuację i w mieście nie dochodzi już do zamieszek, ale emocje prędko nie opadną. Świadczy o tym dyskusja na ełckich portalach.
Atmosfera jest gorąca także na Facebooku na profilach, gdzie mowa jest o rzekomym bohaterstwie 21-latka. Tam można znaleźć całe mnóstwo rasistowskich wpisów.
Ale nie tylko takie teksty czyta się z przerażeniem. Równie przerażające jest to, co na tych profilach pisze druga strona. Niektóre wpisy nie mają nic wspólnego z człowieczeństwem.
Niektórzy wręcz twierdzą, że to pracownicy "Prince Kebab" wykazali się bohaterstwem.
Koleżanka Daniela, Paulina, opowiada mi, że nie mieści się jej w głowie, jak można było zabić za dwie butelki napoju. I choć wie, że 21-latek miał problemy z prawem, to przekonuje, że wszystkie tego typu komentarze są dla niego krzywdzące. – To, że ktoś miał na swoim koncie jakieś małe wykroczenie, to nie znaczy, że jest złym człowiekiem – przekonuje. Smuci ją to, że każdy w Polsce już wyrobił sobie jednoznaczne zdanie i o Danielu, i o całej tej sytuacji nie znając prawdy.

A w tej sytuacji chyba nie ma żadnych bohaterów. Są tylko ofiary. Bo i 21-letni Polak bez wątpienia jest ofiarą, i 26-letni Tunezyjczyk też jest poszkodowanym. Jego życie w Sylwestra też legło w gruzach. I czasem na profilach poświęconych Danielowi można przeczytać właśnie taką opinię, taki głos rozsądku. Ale zazwyczaj od razu ten głos jest uciszany.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...