Tak PiS próbuje nam mydlić oczy w sprawie nagrań z Sejmu. To nie żakiet Pomaskiej jest problemem, a posłowie-słupy

PiS próbuje odwrócić uwagę od gigantycznych problemów, jakie niesie ze sobą opublikowanie dodatkowego nagrania z Sejmu.
PiS próbuje odwrócić uwagę od gigantycznych problemów, jakie niesie ze sobą opublikowanie dodatkowego nagrania z Sejmu. Fot. Zrzut ekranu z sejm.gov.pl
PiS jest potęgą. Nie tylko polityczną, ale medialną. I wykorzystuje to, nagłaśniając dęte aferki, aby odwrócić uwagę od swoich problemów. A dzisiaj problem jest jeden: nadal nie wiadomo, czy mamy legalnie uchwalony budżet na 2017 rok. Nagranie, które miało rozwiać wątpliwości, jeszcze je spotęgowało. Dlatego PiS będzie próbowało nam mydlić oczy. Jak?

Politycy Prawa i Sprawiedliwości oraz ich maszyna medialna są jak kieszonkowiec, który krzyczy "łapać złodzieja" i pokazuje prawą ręką przypadkowego przechodnia, a lewą wyciąga nam z kieszeni portfel. Bo opublikowane (po zaledwie 19 dniach czekania) nagrania z dodatkowej kamery w Sali Kolumnowej tylko mnożą wątpliwości.



Dodatkowi posłowie
Widać na nich, że wśród posłów PiS kręcili się, a później także siedzieli, pracownicy klubu PiS. Posłowie PO zidentyfikowali co najmniej pięć takich osób. Kancelaria Sejmu przekonuje, że pozwala na to regulamin Sejmu, choć nie w trakcie głosowań. Zapewnia też, że pracownicy PiS nie byli wliczani do kworum. Ale kto może to potwierdzić, skoro wszyscy sekretarze byli posłami PiS, a dziennikarze mogli obserwować głosowania tylko przez otwarte drzwi?
Szybko zaczęto więc rozkręcać nową aferę. Najpierw anonimowi i nieanonimowi zwolennicy PiS na Twitterze, później politycy tej partii w mediach zaczęli się zajmować, a jakże, politykami PO. Przekonywali, że opublikowane przez Marka Kuchcińskiego nagranie dowodzi, że posłowie opozycji jednak mogli wejść na salę, choć wcześniej mówili, że nie mogli.

Jak było?
A jak było naprawdę? Kiedy 16 grudnia Marszałek Sejmu zdecydował, że posiedzenie klubu PiS w Sali Kolumnowej zmieni się posiedzenie Sejmu, posłowie dostali SMS-y. Jako pierwsi do drzwi Sali Kolumnowej dotarli m.in. Sławomir Nitras, Cezary Tomczyk i Ryszard Petru, którzy rzeczywiście nie mogli wejść.
Najprawdopodobniej strażnicy nie dostali informacji, że mogą już wpuszczać osoby spoza PiS. Zmieniło się to najprawdopodobniej po interwencji wiceszefa klubu PiS Marka Suskiego. I tyle w tym wątku.

Ograniczona swoboda
Ale to nie znaczy, że politycy opozycji mieli pełną swobodę poruszania się, tak jak na sali posiedzeń. Zablokowani rzędami krzeseł nie mogli dojść do stołu prezydialnego, przez co nie mieli możliwości złożenia wniosków formalnych. Jak wynika z oficjalnych stenogramów z posiedzenia, Marek Kuchciński ignorował m.in. prośby o przeliczenie kworum.
Zamknięte były też boczne wejścia do Sali Kolumnowej. To tą drogą do Marszałka Sejmu próbowali dotrzeć m.in. Cezary Tomczyk i Agnieszka Pomaska. A więc Marek Kuchciński został otoczony kordonem, który uniemożliwiał jakikolwiek kontakt z nim. Jeśli to jest normalne posiedzenie Sejmu, to może po prostu niech PiS zbiera się we własnym gronie, a opozycji zabroni wstępu do kuluarów, tak jak zrobiono to z dziennikarzami.

Trolle w akcji
Prawo i Sprawiedliwość ma więc gigantyczny problem, bo nie wiadomo, czy przyjęto budżet państwa. Nie oznacza to co prawda, że nie będzie wypłat 500+ (co próbuje nam wmówić wicemarszałek Terlecki, cynicznie licząc na nieznajomość prawa), ale na pewno nie pomoże naszej wiarygodności na światowych rynkach.

I nawet jeśli politycy PO trochę podkolorowali wydarzenia z 16 grudnia, to i tak nie zasługuje to nawet na ułamek uwagi, jaką się temu poświęca. Ale opozycja tłumacząca, że nie jest wielbłądem, nie ma czasu na pytania o tajemniczych para-posłów, których PiS sprowadziło na głosowania w Sali Kolumnowej. I o to w tym wszystkim chodzi.

Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...