Tylko takie leki kupisz teraz na stacji benzynowej. Po inne musisz się wybrać do apteki

Wielu leków nie zobaczymy już na sklepowych półkach.
Wielu leków nie zobaczymy już na sklepowych półkach. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że w sklepie spożywczym, czy na stacji benzynowej nie kupimy wielu leków bez recepty, które dotychczas były tam dostępne. Nie będzie można np. dostać popularnych leków z kwasem acetylosalicylowym i dodatkiem kofeiny do rozpuszczania w wodzie, czy tabletek "na grypę" z paracetamolem i innymi składnikami stosowanych przy przeziębieniach. Można będzie jedynie kupić kwas acetylosalicylowy w tabletkach bez dodatków np. popularną polopirynę lub aspirynę albo tabletki jedynie z paracetamolem, bez dodatków.

Popularne leki przeciwbólowe oparte na ibuprofenie i paracetamolu pozostaną na sklepowych półkach, ale będą w mniejszych opakowaniach i dawkach. Trochę to bez sensu, bo zwyczajnie trzeba będzie wziąć dwie tabletki zamiast jednej, żeby przestała boleć nas np. głowa.



Tabletki będą zawierały 200-300 mg substancji czynnej , a w opakowaniu nie będzie mogło być więcej niż 6 tabletek.

Na biegunkę i chore gardło
Choć wybór leków, które mogą być sprzedawane poza apteką zmniejszył się drastycznie, to nadal będzie można kupić produkty lecznicze stosowane w stanach zapalnych jamy ustnej i gardła, ale tylko te zawierające przetwory roślinne, leki pomocne w walce z uzależnieniem od nikotyny, środki antyseptyczne i dezynfekujące, leki stosowane przy chorobie wrzodowej żołądka (tylko dwie tabletki w opakowaniu), leki przeciwbiegunkowe zawierające loperamid (też tylko dwie tabletki w opakowaniu), leki stosowane w alergii zawierające loratydynę (dwie tabletki w opakowaniu), tabletki do ssania stosowane w infekcjach gardła z flurbiprofenem a także takie zawierające cetylpyrydinii z lidokainą.

Choć lista produktów leczniczych nie jest długa i wielu będzie narzekać, że musi szukać apteki zamiast kupić to co trzeba na pobliskiej stacji benzynowej, to są tacy, którzy uważają, że lista leków dostępnych poza aptekami i tak jest zbyt długa.

I tak jest za dużo
Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki jest zadowolone z ograniczenia listy środków dostępnych poza apteką ale uważa, że kilka z tych, które na liście zostały, powinny być z niej usunięte.
Stowarzyszenie Leki Tylko z Apteki

To pierwszy krok naprzód w kwestii ograniczenia niebezpiecznego, nielimitowanego dostępu do produktów leczniczych w miejscach, w których pacjent nie ma zagwarantowanej ani porady farmaceutycznej, ani również pewności, że leki są właściwie przechowywane. Jest to też krok w stronę rozwiązań europejskich. W znacznej większości państw członkowskich UE regulacje sprzedaży pozaaptecznej są znacznie bardzie restrykcyjne niż w Polsce, co wynika z chęci ograniczenia zjawiska lekomanii i ograniczenia liczby zatruć polekowych. Polska nareszcie idzie tą drogą i faktycznie zaczyna stawiać zdrowie obywateli ponad interesem koncernów farmaceutycznych. Jest to także pierwsza ze strony Ministerstwa Zdrowia znacząca próba ograniczenia uzależnień, szkodliwych interakcji lekowych i zatruć polekowych będących wynikiem niekontrolowanego i nielimitowanego stosowania leków bez konsultacji lekarzem lub farmaceutą.



Jak podaje Stowarzyszenie, asortyment dopuszczonych na rynek pozaapteczny produktów został zmniejszony z 52 do 18 pozycji. Co wyjątkowo ważne, zdanie Stowarzyszenia, dla bezpieczeństwa pacjentów, po raz pierwszy w wykazie ujęto maksymalną zawartość substancji czynnych w opakowaniu - w konsekwencji na ten rynek trafią znacznie mniejsze opakowania.

Po pierwsze, zdaniem Stowarzyszenia, utrudni to przedawkowanie leku, po drugie kupowanie i spożywanie kilku opakowań leku powinno spowodować właściwą refleksję u pacjenta. Projekt zakłada, że do obrotu w sklepach ogólnodostępnych oraz w sklepach specjalistycznego zaopatrzenia medycznego nie mogą być dopuszczone produkty lecznicze, których niekontrolowane stosowanie wiąże się z poważnym ryzykiem wystąpienia działań niepożądanych lub przedawkowania. I tu, zdaniem Stowarzyszenia, pojawiły się pierwsze wątpliwości ekspertów.

Przecież wszystko jest w aptece
Prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska, kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM uważa, że wszystkie leki, które znajdują się na liście są łatwo dostępne w aptekach, w związku z czym, nie widzi powodu, żeby je przenosić do sprzedaży sklepowej.
Prof. dr hab. n. med. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska
Kierownik Zakładu Farmacji Klinicznej i Opieki Farmaceutycznej WUM

Co ciekawe ograniczamy produkty z kodeiną, dekstrometorfanem, pseudoefedryną, ale udostępniamy jednocześnie syntetyczny opioid, jakim jest loperamid. Biegunka to nie jest choroba, tylko objaw. Nie wolno go zbijać za pomocą leku, trzeba ustalić, dlaczego się pojawiła. Nie widzę powodów, aby w obrocie pozaaptecznym miały być dostępne inhibitory pompy protonowej. Nie są to przecież leki przeznaczone do użytku doraźnego. Zastanawiająca jest również zaproponowana moc kwasu acetylosalicylowego: 300 mg – to nie jest ani dawka rutynowa w prewencji incydentów sercowych, ani przeciwbólowa i przeciwgorączkowa. Obniżono ją więc o 200 mg, kiedy wiadomo, że dawka działająca przeciwbólowo i przeciwgorączkowo to 500 mg – jeżeli mamy dostępne dawki po 300 mg, musimy chcąc nie chcąc wziąć 600 mg. A kto powie dziewczynie z miesiączką, że jeżeli ma gorączkę w trakcie menstruacji, nie wolno kwasu acetylosalicylowego w ogóle wziąć?

Specjalista przypomina, że zarówno aspiryna, jak i ibuprofen to NLPZ-y, które wchodzą w interakcje, są też przeciwskazane u pacjentów na terapii hipotensyjnej. Mogą spowodować u pacjenta np. niedokrwienie mózgu. Jej zdaniem, nie ma żadnego uzasadnienia, żeby dopuszczać te leki do sprzedaży pozaaptecznej.

– Poza tym, jeżeli mówimy o tym, że jest 360 tys. sklepów, które sprzedają leki, to kto będzie kontrolował, jak one są przechowywane? Co to znaczy, że pacjent będzie sobie kupował leki w zwalczaniu nikotynizmu itd.? Istotne jest, żeby doradzić. Sprzedawca w sklepie ma to zrobić? Podobnie sprawa wygląda z antyhistaminikami. Moim zdaniem, w ogóle żadne leki nie powinny być sprzedawane poza aptekami – podsumowuje Prof. Kozłowska-Wojciechowska.

Wątpliwości co do i tak okrojonego wykazu produktow leczniczych, które mogą być sprzedawane poza apteką ma też dr Daria Schetz, kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku, choć widzi też pozytywne strony zmian.
Dr Daria Schetz
Kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku

W proponowanym wykazie, co bardzo mnie cieszy podano dopuszczalną dawkę leku i postać farmaceutyczną. Zniknęła też kofeina, która często występowała w połączeniu z paracetamolem i powodowała wiele powikłań. Producenci leków nie będą mogli również łączyć substancji czynnych w dowolny, niekontrolowany sposób.

Dr Schetz uważa, że jeżeli w ogóle prowadzona jest jakakolwiek sprzedaż pozaapteczna leków, to powinny być to leki typowo do leczenia doraźnego. Natomiast w nowym wykazie widnieje kilka takich substancji , które stosuje się jednak przewlekle np. omeprazol.
Dr Daria Schetz
Kierownik Centrum Monitorowania Działań Niepożądanych Leków i Środków Chemicznych Pomorskiego Centrum Toksykologii w Gdańsku

Jest on skuteczny dopiero po 3 dniach terapii. Szukam uzasadnienia, dlaczego ktoś w sklepie spożywczym chciałby kupić ten lek. Nadużywanie go po kilku tygodniach może powodować hipomagnezemię. Zaskoczeniem jest również obecność na tej liście loperamidu. Główną przyczyną biegunki jest często infekcja bakteryjna. Doraźnie, na biegunkę doradziłabym pacjentowi raczej węgiel leczniczy, który jest jednak lekiem bezpieczniejszym i w razie infekcji bakteryjnej będzie skuteczniejszy.

Specjalistka dodaje, że zawsze miała nadzieję, że niesteroidowe leki przeciwzapalne znikną ze sprzedaży pozaaptecznej, a jednak pozostały.

– Bardzo niebezpieczny jest również paracetamol. Jego przedawkowanie może prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń wątroby. Zmniejszenie opakowań leków w mojej ocenie nie do końca uchroni pacjentów przed ich nadmiernym spożyciem. Kto bowiem zabroni mu w sklepie zakupu większej ilości opakowań? – pyta przytomnie dr Schetz.

To na głupotę nie pomoże
No właśnie. Po pierwsze zmniejszenie opakowań leku będzie działało tylko przez jakiś czas. Później ludzi nauczą się, że tych tabletek ze spożywczego trzeba brać więcej, żeby zadziałały. Kupią też kilka opakowań, jeśli będą chcieli mieć więcej tabletek. Generalnie zmniejszenie asortymentu leków poza aptekami raczej nie wpłynie, moim zdaniem, na bezpieczeństwo, czy mniejszą ilość zatruć lekami. Jeśli ktoś będzie chciał "zjeść" nadmierną ilość paracetamolu lub ibuprofenu, to i tak to zrobi. Tutaj może pomóc jedynie edukacja społeczeństwa, które często nie ma pojęcia, że biorąc dwa różne leki zażywa podwójną dawkę tej samej substancji czynnej albo uważa, że paracetamol jest tak słabym i niegroźnym lekiem, że można go "jeść" garściami.

Krótka lista pozaapteczna uderzy tak naprawdę w tych, którzy do apteki mają daleko, czasami znacznie dalej niż do stacji benzynowej lub sklepu spożywczego. Nie wszędzie apteki są co 200 metrów, nie mówiąc już o takich które pracują w nocy.

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...