Coś pękło w nas wszystkich. Smog nigdy nie był problemem tylko Krakowa, ale w końcu o tym wiemy – i działamy

Smog widziany nad warszawską Ochotą
Smog widziany nad warszawską Ochotą Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Przez lata przywykliśmy, że jeśli gdzieś w Polsce z powietrzem jest źle, to musi to być Małopolska. To władze stolicy tego województwa od lat zmagają się ze smogiem, to tam darmowa komunikacja zimą nikogo nie dziwi. Ale przecież to nie Kraków jest czarną plamą na mapie Polski. To Polska jest czarną plamą na mapie Europy. Być może po raz pierwszy jest szansa, że temat dotrze szerzej do polityków. Smog, cichy zabójca Polaków w XX i XXI wieku, wreszcie jest na tapecie. A sposób na walkę z nim znaleźli właśnie pod Wawelem. Na efekty trzeba będzie jednak jeszcze poczekać.

"Warszawa jest do dupy. W tramwaju jesteśmy zbici jak sardynki, więc nie trzeba się trzymać (poręczy – red.). Dodatkowo motorniczy grzeje, więc można zejść od samej temperatury. Ale jak otworzy drzwi, to nie warto brać świeżego oddechu, bo wisi smog. I tym optymistycznym akcentem życzę miłego dnia" – tak swój poniedziałkowy poranek podsumowała moja znajoma. O ten komentarz nawet jej nie prosiłem. Napisała do mnie sama z siebie.


O smogu, który w końcu przedarł się do powszechnej świadomości Polaków, rozmawiamy jak o pogodzie – i już nie tylko w formie niewybrednych żartów z Małopolan, wśród których swojego czasu furorę zrobiła fałszywa informacja o wybraniu maski antysmogowej na gadżet województwa.

Maska przydałaby się i w Warszawie
W stolicy Polski – gdzie powietrze jest w poniedziałek równie złej jakości, co w Krakowie czy w miastach na Śląsku – po raz drugi w historii wprowadzono dzisiaj darmową komunikację miejską. Pierwszy raz miał miejsce kilka dni temu – tuż przed sylwestrem. Z kolei po raz pierwszy miasto prosi, aby w poniedziałek dzieci ze szkół i przedszkoli nie wychodziły na dwór. – Zaapelujemy o przełożenie aktywności zaplanowanych na świeżym powietrzu na inne dni – mówił w niedzielę Bartosz Milczarczyk, rzecznik prasowy stołecznego ratusza.
– Miasto się przyznało, że jest problem ze smogiem – mówi naTemat Agnieszka Drozd z Warszawskiego Alarmu Smogowego.

Ten problem szeroko komentują internauci – choćby na Facebooku we wpisach na profilu wiceprezydenta Warszawy Michała Olszewskiego:
Nie brakuje osób sfrustrowanych całą sytuacją. Wpis z fanpage'a Miasta Stołecznego Warszawy:
Inni argumentują, że właśnie dzisiaj trzeba korzystać z własnego auta – żeby nie wdychać smogu choćby czekając na przystanku. "Przecież każdy zdrowo myślący rodzic/mieszkaniec, mający samochód i nawet na co dzień używający komunikacji miejskiej, właśnie w taki dzień, aby chronić dziecko, starszą osobę czy siebie przed staniem w smogu na przystanku (...) będzie decydował się na samochód spod domu czy garażu podziemnego, aby ograniczyć wdychanie" – ocenia autor wpisu.
Niezależnie od oceny działań ratusza mieszkańcy Warszawy już wiedzą, co im zatruwa życie.

Świadomość polityków, urzędników i zwykłych Polaków jest istotna, ponieważ polski ruch antysmogowy dopiero wychodzi z cienia. W weekend polskie grupy walczące z zanieczyszczeniem wywołał do tablicy autor popularnego facebookowego fanpage’a "Nagłówki nie do ogarnięcia". Na co dzień wyśmiewa media, tym razem zwrócił uwagę na stan powietrza, którym oddycha.
"Drogi Krakowski Alarm Smogowy (do Was ten apel jako liderów ruchu antysmogowego), czy dziś nie jest dobry dzień, aby zacząć organizować wielki ogólnopolski protest, który miałby na celu podjęcie radykalnych i natychmiastowych działań w walce ze smogiem?" – czytamy w poście.

Moment na jego publikację – w wolną od pracy, leniwą niedzielę, kończącą długi weekend – był nieprzypadkowy. Stolica nie udusiła się tylko dlatego, że tego dnia mogła zostać w domu, "Dziś problem smogu zrozumiała Warszawa. A politycy często uznają, że coś istnieje, jeśli dzieje się w Warszawie. Żadne inne miasto nie działa tak na ich wyobraźnię" – wyjaśniono.

Będzie apel do rządu
Apel dotarł m.in. do Ewy Lutomskiej z Krakowskiego Alarmu Smogowego.

– Dostaliśmy taki sygnał i wiemy, że ludzie już mają dość, powoli się buntują. Niestety choć działamy od czterech lat, ciężko było nam się przebić do mediów z informacją, że w całej Polsce jest problem, ale kiedy pojawił się smog w Warszawie, nagle wszystkie media o tym trąbią – mówi naTemat z przekąsem.

Smog, który opanował Warszawę, traktuje jednak nie tylko w kategoriach problemu, ale i możliwości. – Jak najbardziej chcemy wykorzystać tę sytuację i najpewniej jutro wyjdziemy z apelem do rządu. Ponowimy postulaty, o których mówimy od wielu lat, a które dotąd nie zostały wysłuchane – przekonuje.

Nie nabijajmy się z Krakowa - naśladujmy
Krakowski Alarm Smogowy może apelować do rządu, zamiast skupiać się na własnym terenie, bo paradoksalnie to właśnie wiecznie wędząca się Małopolska jest najbliżej rozwiązania problemu. Pod koniec stycznia radni małopolskiego sejmiku będą głosować nad uchwałą antysmogową, która swym działaniem obejmie całe województwo.

Najistotniejszy w całym projekcie jest zakaz instalacji kotłów na węgiel lub drewno o parametrach emisji gorszych niż wyznaczone w unijnych rozporządzeniach w sprawie tzw. ekoprojektu. To rygorystyczne normy, których nie spełnia duża część kotłów obecnych w sprzedaży. Kotły zgodne z ekoprojektem zapewniają emisję pyłu nie wyższą niż 40 mg/m³ i to nie tylko w trakcie pracy przy pełnym obciążeniu. Kotły tzw. 5 klasy nie gwarantują bowiem takiej emisji przy niższym obciążeniu, a przecież rzadko grzejemy z maksymalną mocą. O tzw. kopciuchach można w ogóle zapomnieć. Co istotne, ten zakaz ma wejść w życie już w tym roku – od pierwszego lipca. Kotły zgodne z ekoprojektem będą jedynymi, które będą dopuszczone do sprzedaży na terenie UE od 2020 roku.

Unia nie wymaga jednak wymiany starych kotłów – to zagwarantuje właśnie uchwała antysmogowa. Do końca 2022 roku mieszkańcy Małopolski będą musieli wymienić kotły na węgiel lub drewno, które nie spełniają żadnych norm emisyjnych, a do końca 2026 roku kotły, które spełniają choćby podstawowe wymagania emisyjne. Ograniczenia dotyczą także paliw – zwłaszcza mokrego drewna i odpadów węglowych – oraz kominków i innych urządzeń stosowanych do ogrzewania już wewnątrz pomieszczeń mieszkalnych.
Ewa Lutomska, Krakowski Alarm Smogowy

Długo walczyliśmy o uchwałę, jak najbardziej ją popieramy. Na początku zeszłego roku została przyjęta uchwała dla Krakowa i dość szybko, bo praktycznie po roku, powstał projekt uchwały dla całego województwa. Mamy do niego kilka uwag, które zgłosiliśmy w konsultacjach, ale wierzymy, że taka uchwała pozwoli oczyścić powietrze w województwie.

Lutomska jest przekonana, że takie rozwiązania rzeczywiście przyniosą oczekiwany skutek.

– Tak wynika z modelowania, które było robione na potrzeby programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego. Były badane różne warianty. Wprowadzenie standardów emisyjnych dla wszystkich domowych kotłów opartych o wymogi ekoprojektu pozwoli znacznie poprawić jakość powietrza w Małopolsce – podsumowuje.
Dzięki wprowadzeniu uchwały o ponad 90 proc. ma spaść w Małopolsce emisja pyłów PM10 i PM2.5. Osiągnięty ma zostać także dopuszczalny poziom dla pyłu zawieszonego w powietrzu. Czyste powietrze to także grubszy portfel – obliczono, że dzięki poprawie stanu zdrowia i jakości życia uda się oszczędzić rocznie nawet 2,9 mld zł z tytułu kosztów zdrowotnych.
Warszawa walczy o siebie i o cały kraj
Podobną uchwałę wprowadzoną na Mazowszu chcieliby aktywiści z Warszawskiego Alarmu Smogowego. Jednak jak przekonuje Agnieszka Drozd, stolica ma również inne problemy.

– Warszawa jest inna niż reszta Polski, proporcje są odwrócone. W całej Polsce za 80 proc. smogu odpowiadają kominy i kominki, a w niewielu procentach samochody, a w Warszawie za 60 proc. zanieczyszczeń odpowiadają samochody. Od początku bardzo się na nich skupiamy – mówi naTemat.

– Staramy się uświadomić społeczeństwo. Nieświadomy lud jest najłatwiejszy do zmanipulowania. Ludzie muszą dostać informację, wiedzieć i mieć czas na zmianę swoich nawyków, na przekonanie się, że to ma na nas wpływ – kontynuuje i wyjaśnia, że to proces podobny do kampanii antypapierosowych sprzed lat.

W opinii Drozd coś już zmieniło się w mentalności władz Warszawy, czego dowodzi choćby prośba do szkół i przedszkoli o niewyprowadzanie dzieci i młodzieży z budynków. – Cisnęliśmy o to od dwóch lat – mówi.
Dlatego według Warszawskiego Alarmu Smogowego stolica musi walczyć dwutorowo: z zanieczyszczeniem z kotłów – zwłaszcza z przedmieść oraz małych miejscowości w aglomeracji – oraz z nadmiernym ruchem kołowym. – Miasto może przemodelować swoje myślenie. Pieniądze, które przeznacza na rozszerzanie dróg, jak np. Marynarskiej, mogłoby przeznaczyć na większe dotacje do wymiany pieców dla najbiedniejszych albo dopłaty do lepszych jakościowo paliw. Miasto może systematycznie poprawiać transport publiczny, wyznaczać buspasy na wlotówkach i wylotówkach. Ja rozumiem frustrację ludzi, którzy mówią, że się poświęcają, jadą tym autobusem, a stoją w korkach tak jak samochody – tłumaczy.
Agnieszka Drozd, Warszawski Alarm Smogowy

Dobrze byłoby uwolnić ceny za parkowanie, które są niskie przy biletach komunikacji miejskich. W Warszawie płącimy za godzinę 3 złote, a za 20-minutowy bilet 3,40. Parkowanie jest bezpłatne w weekendy, a za bilety trzeba płacić.

W Sejmie o smogu mówi głównie opozycja
Najgorzej z chęcią zmian jest jednak tam, gdzie można najwięcej. W parlamencie. – Chodzimy do Sejmu na spotkania zespołu antysmogowego, ale problem w tym Sejmie polega na tym, że jest tam głównie opozycja. Więc możemy sobie gadać. Co prawda był dwa razy wiceminister środowiska Paweł Sałek, nawet zaprosił nas, jako Alarm, do niego do gabinetu. Rozmawialiśmy o obniżeniu poziomów alarmowych, bo w Polsce są wyśrubowane wysoko. Nic jednak nie osiągnęliśmy – opowiada Drozd.

W rozmowie z naTemat rzecznik Ministerstwa Środowiska Paweł Mucha broni jednak działań swojego resortu i... uderza w poprzedni rząd. – Dyskusję na temat smogu trzeba traktować jako problem, który wynika z wieloletnich zaniedbań. NIK w swoim raporcie za lata 2008-2013 informowała, że w Polsce mamy powietrze najgorszej jakości w Europie. Wówczas ten temat nie był tak bardzo eksponowany jak obecnie. Niemniej, chcę powiedzieć, że smog to problem, który wynika z tego co palimy i w czym palimy. Przyczyną smogu w 80 proc. jest tzw. niska emisja czyli spalanie słabej jakości paliw oraz śmieci w domowych piecach – mówi.

Pytany o proponowane rozwiązania w Małopolsce, odpowiada ogólnie: – Trwają prace międzyresortowe, żeby przyjąć dobre rozwiązania legislacyjne, które kompleksowo rozwiążą problem smogu w aspekcie całej Polski.

Niektóre przepisy już czekają na rząd
Rzecznik nie precyzuje, na czym polegają te prace. Jednak jak ustaliliśmy, z powodu szerokiego zakresu prac biorą w nich udział również resorty energii i rozwoju, które m.in. zajmują się odpowiednio paliwami oraz urządzeniami, w których dochodzi do spalania paliw, czyli kotłami.

– Przygotowywany przez Ministerstwo Rozwoju projekt rozporządzenia w sprawie wymagań dla kotłów na paliwo stałe o mocy nie większej niż 500 kW ma sprawić, że dostępne będą w sprzedaży oraz dopuszczone do montażu wyłącznie kotły o najlepszych parametrach emisyjnych, czyli klasy 5. Obecnie największym zainteresowaniem wśród nabywców – głównie ze względu na niską cenę – cieszą się kotły najtańsze, a tym samym o bardzo niskich parametrach dotyczących ich emisyjności – mówi rzeczniczka resortu Marta Lau.

– Zgodnie z projektem rozporządzenia kotły wprowadzane do obrotu będą musiały spełniać zaostrzone normy od stycznia 2018 r. Dodatkowo, kotły wyprodukowane do końca grudnia 2017 r. będą mogły być wprowadzone na rynek do 1 października 2018 r – dodaje.

Lau poinformowała również, że prace są na końcowym etapie, ponieważ "zakończyła się druga tura uzgodnień międzyresortowych z członkami rządu zaangażowanymi w prace nad rozporządzeniem". – Planuje się, że w styczniu projekt zostanie przekazany do kolejnego etapu prac, czyli do zaopiniowania przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego – podkreśla.

Na razie nie ma jednak planu wymiany istniejących kotłów, tak jak zakłada to choćby małopolska uchwała antysmogowa.

Zaawansowane prace nad zmianami w ustawie o systemie monitorowania i kontroli jakości paliw potwierdza z kolei rzecznik Ministerstwa Energii Mariusz Kozłowski.

– Wewnątrz resortu ustawa jest skonsultowana, teraz nasz departament oczekuje na wpisanie tego do wykazu prac legislacyjnych Rady Ministrów. To umożliwi skierowanie tej ustawy do konsultacji społecznych. Wraz z tym projektem będą trzy rozporządzenia wykonawcze: w sprawie wymagań jakościowych dla paliw stałych, w sprawie pobierania próbek i badania jakości paliw stałych – mówi.

Pytany, czy rozporządzenia są już gotowe, odpowiada, że "zapewne tak jest". – Jak ustawa będzie przekazywana, to zapewne z rozporządzeniami. Czekamy na informację, kiedy to się znajdzie w wykazie prac – dodaje.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...