Wyobraź sobie, że Wielkiej Orkiestry nie ma i nigdy nie było. Ilu Polaków byłoby mniej? Tysiące! I byliby dużo gorsi

Wyobraź sobie, że Wielkiej Orkiestry nie ma i nigdy nie było. Ilu Polaków byłoby mniej? Tysiące!
Wyobraź sobie, że Wielkiej Orkiestry nie ma i nigdy nie było. Ilu Polaków byłoby mniej? Tysiące! Fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta
Nikt wieczny nie jest. Jerzy Owsiak także. Oby żył jak najdłużej, ale przyjdzie taki dzień, kiedy będzie musiał pożegnać się ze światem. Ile osób przyjdzie na jego pogrzeb? Setki? Tysiące? Dziesiątki tysięcy? Gdyby przyszli wszyscy, którzy żyją dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy oraz ich bliscy, byłby to z pewnością tłum nieprzebrany.

Po 25 latach wszystko może spowszednieć. Nawet kompletnie szalony facet w czerwonych spodniach i żółtej koszuli, który przez lata wydawał się wyjątkowo oryginalny, dziś jest już zupełnie zwyczajny. Wszyscy przyzwyczaili się, że taki jest i tyle. No i że był, że jest, i że będzie. Ale...



...co by było, gdyby go nie było?
Jedni wierzą w przypadek. Inni są przekonani, że nic nie dzieje się przypadkiem. Tak czy inaczej, to mogła być zupełnie zwykła historia. Jeden list mógł nie trafić do adresata, jedna audycja mogła się nie udać, jeden pomysł mógł nie wypalić i wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej.

Bo było to tak: w 1992 roku niby już zaczął szaleć kapitalizm, ale szpitale zdecydowanie tkwiły jeszcze w komunizmie. Do radiowej Trójki, gdzie wówczas Jurek Owsiak prowadził piątkowe wydania audycji BRUM - programu z polską muzyką, przyszedł dramatyczny list, że Centrum Zdrowia Dziecka nie może zoperować jakiegoś małego pacjenta, bo nie ma odpowiedniego sprzętu. Na świecie dzieci z daną wadą serca są ratowane, a w Polsce umierają. Owsiak zaprosił wtedy do radia lekarzy, porozmawiał z nimi, a potem na adres radia zaczęły przychodzić koperty z pieniędzmi.

Nikt nie spodziewał się takiej reakcji. Nikt nie sądził, że słowa Owsiaka i Trójka mają aż taką moc. Później zbiórkę przeprowadzono jeszcze na festiwalu w Jarocinie, a 3 stycznia 1993 roku na antenie telewizyjnej Dwójki i oczywiście na ulicach polskich miast zorganizowano I Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Bo to się nie miało prawa udać. Teoretycznie – szanse zerowe. Kto o zdrowych zmysłach powierzyłby pieniądze jakiemuś szaleńcowi, który jąka się i mówi niegramatycznie, prowadząc audycję w radiu. No i jeszcze co w tej audycji nadaje: Siekiera, Defekt Muzgó, Sedes... Ktoś, kto epatuje młodzież muzyką zespołów o takich nazwach, na pewno nie zasługuje na to, aby dać mu parę banknotów, bo obiecuje, że przeznaczy to na sprzęt do ratowania życia dzieci. A jednak, mimo wszystkich wad i ułomności Owsiaka, udało się. A może właśnie dzięki tym wadom.

Jan Pospieszalski i Jerzy Owsiak na jednej scenie
W radiu i w telewizyjnym programie "Róbta Co chceta" Owsiak pozwalał sobie na wiele. Łamał wszelkie schematy i ignorował wszelkie normy. Jego audycja w Trójce pojawiała się w piątki po 15.00, to nie jest czas największej słuchalności. Program w TVP nadawany był w niedzielne poranki, też nie jest to szczyt oglądalności.
Ale szybko okazało się, że młodzież coraz chętniej wstaje rano w wolny dzień, by obejrzeć szaleństwa Owsiaka. A on nie zamykał się tylko na młodzież. Do Orkiestry wciągnął artystów, którzy wówczas raczej trzymali się z dala od muzyków punkowych, a wtedy to ich Owsiak najbardziej sobie upodobał. Na jednej scenie grała i punkowa Sex Bomba, i Maryla Rodowicz, i program odwiedzał Czesław Niemen. A, no i Voo Voo z Janem Pospieszalskim (tak, tym samym, wtedy jeszcze mu nie przeszkadzało hasło "Róbta co chceta) na gitarze basowej.

Pierwszy finał okazał się ogromnym sukcesem, dlatego działalność usankcjonowano – powstała Fundacja. No i postanowiono, że Orkiestra ma grać dalej. Choć przecież nie musiało tak być. Owsiak mógł zignorować w 92 roku wiadomość o dramatycznej sytuacji sprzętowej w Centrum Zdrowia Dziecka. Rozmowa z lekarzami mogła przejść bez większego echa. I Finał mógł być klapą. Na logikę - musiał być klapą. Wbrew wszystkiemu, Owsiakowi udało się zjednoczyć rzesze Polaków. Bo na oczach całej Polski wygrał walkę o coś, co jest najważniejsze: o życie!

Tego serduszka się nie zapomina
Agata do końca życia będzie pamiętać ten inkubator, w którym w szpitalu przy Karowej w Warszawie leżał jej syn. I te wszystkie rurki, które były do Piotrusia przyczepione. I to serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przylepione do aparatury. – Urodziłam w 27 tygodniu ciąży, Piter ważył wtedy 660 gramów. Lekarze mówili, że urodził się z najgorszymi płucami w historii szpitala – opowiada Agata. Piotruś przez wiele tygodni był podłączony do aparatu CPAP. To urządzenie, które w takich przypadkach wspomaga oddychanie. A na tym "Cepapie" było właśnie serduszko WOŚP.

– Przychodziłam przez pół roku do szpitala, każdego dnia patrzyłam na te wszystkie rurki przyczepione do mojego syna. To był straszny widok, ale miałam świadomość, że bez tego on nie miałby szansy żyć. I codziennie widziałam to serduszko – opowiada. Dziś Piotrek ma 7 lat i jest zdrowym chłopcem.
Agata nie ma wątpliwości, że wszyscy hejterzy Orkiestry zmieniliby zdanie, gdyby w podobnej sytuacji znalazło się ich dziecko. – Mogę ich zapewnić, że gdyby zobaczyli własne dziecko podłączone do sprzętu oznaczonego serduszkiem WOŚP, to nie czuliby nic innego poza wdzięcznością. Mnie wszystkie oskarżenia wobec Owsiaka nie obchodzą – przyznaje.

"Wszędzie towarzyszyły nam serduszka"
– Zawsze będę wdzięczna Wielkiej Orkiestrze. Zawsze byłam za tą akcją, ale gdy poczułam jej pomoc na własnej skórze, a dokładnie na skórze mojego dziecka, uwierzyłam w nią 100 razy bardziej. Nikt, absolutnie nikt nie jest w stanie wmówić mi, że ta cała Orkiestra to pomyłka – dodaje Kasia, mama Julki, która w czerwcu skończy 9 lat. Kasia nie ma wątpliwości, że gdyby nie akcja Owsiaka, to wszystko potoczyłoby się inaczej. – Miałam urodzić bliźniaczki. Ciąża przebiegała dobrze aż do 25 tygodnia. Zaczęły się skurcze i trafiłam do szpitala w Nowym Sączu. Zdecydowano się na cesarkę i urodziły się dwie dziewczynki ważące 610 i 630 gramów – opowiada Kasia i przyznaje, że w tym szpitalu nie bardzo lekarze mieli ochotę, aby ratować jej córeczki.
Kasia
mama 9-latki, która żyje dzięki sprzętowi WOŚP

Własnymi siłami załatwiliśmy specjalistyczny transport, żeby przewieźć małe do Krakowa, bo szpital w Nowym Sączu twierdził, że karetki są zajęte. Prawda była taka, że od razu spisali moje córki na straty. Udało się, przyjechała karetka, która mogła wziąć jedną dziewczynkę. Pojechała Jula. Oczywiście w karetce cały sprzęt był oklejony czerwonymi serduszkami. Karetka nie zdążyła wrócić po Natalkę, była dużo słabsza i umarła. I tak 13 czerwca 2008 zaczęła się walka o życie naszej córki. Gdy pojechałam do niej do szpitala w Krakowie, pierwsze co się rzucało w oczy to inkubatory oklejone czerwonymi serduszkami. Były wszędzie. Jula długo nie oddychała sama. Przez 5 miesięcy z małymi przerwami oddychał za nią respirator – także z czerwonym serduszkiem. Później przeniesiono nas z intensywnej terapii na pulmonologię, gdzie spędziliśmy jeszcze dwa miesiące. Tam także dotrzymywały nam towarzystwa serduszka Wielkiej Orkiestry na pompach, które podawały leki i jedzenie przez sondę.

Lekarze nie dawali dziewczynce żadnych szans, ale Jula walczyła dzielnie. Dziś ma wadę wzroku i nadwrażliwość słuchową. I to tyle. Jula jest roześmiana, chodzi do 2 klasy – mówi jej mama, która Jurka Owsiaka i jego akcji broni zażarcie.

A przecież takich historii jest mnóstwo. Chyba każdy z nas zna kogoś, kto zawdzięcza zdrowie lub nawet życie Wielkiej Orkiestrze.
Państwo Orkiestry nie zastąpi
Do rodziców dzieci uratowanych nie trafia argument przeciwników Orkiestry, że przecież gdyby nie WOŚP, to ten sprzęt kupiłoby ministerstwo zdrowia, czy samorząd. Że Owsiak rozleniwia tych, którzy powinni zadbać o urządzenia w szpitalach, bo ich wyręcza w tych zadaniach. Oni potrafią sobie wyobrazić, co by było, gdyby nie było Orkiestry. W ubiegłym roku mogła to zobaczyć cała Polska. W Centrum Zdrowia Dziecka zepsuł się rezonans, który 20 lat temu WOŚP przekazała szpitalowi w warszawskim Międzylesiu. I co, ministerstwo kupiło dla CZD nowe urządzenie? Nie, Orkiestra ponownie podarowała szpitalowi nowy rezonans. Sam Owsiak nie ma wątpliwości, że ktoś z władz jego Fundację w tym wyręczy.
Jerzy Owsiak
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy

Polacy muszą zrozumieć, że z podatków nie można mieć wszystkiego w służbie zdrowia na najwyższym poziomie, bo to nikomu na świecie się nie udało. My kupujemy sprzęt najlepszy, nie łatamy dziur. U nas przy zamówieniach publicznych nie cena jest decydująca, ale jakość.

Tak Jerzy Owsiak mówił przed rokiem w Gdańsku podczas uroczystości otwarcia nowego oddziału kardiologii dziecięcej w szpitalu na Zaspie. Tłumaczył, że w przetargach organizowanych przez szpitale publiczne najważniejsza jest cena, a nie jakość. Tymczasem dla Fundacji najważniejsze jest to, aby kupować sprzęt naprawdę najwyższej klasy.

I to potwierdzają lekarze. – Oddajemy do użytku najnowszy i chciałbym powiedzieć najnowocześniejszy oddział kardiochirurgii dziecięcej w Polsce; jedyny w Polsce północnej – mówił wówczas jego szef, prof. Ireneusz Haponiuk. I przyznawał, że ok. 70 proc. sprzętu znajdującego się na oddziale to dar Fundacji WOŚP. Ile dzieci przeżyło dzięki temu sprzętowi? Lekarze nie są w stanie tego oszacować, ale są pewni, że to nie setki, a tysiące. Wiele, wiele tysięcy. Bez tego nowoczesnego sprzętu nie przeżyłyby.

Obudził serca i zmienił Polaków
Janina Ochojska, szefowa Polskiej Akcji Humanitarnej dodaje jeszcze jedno. – Sprzęt kupiony przez WOŚP uratował życie tysięcy ludzi, ale to nie wszystko. Bez Jerzego Owsiaka polskie społeczeństwo byłoby zupełnie inne – mówi Ochojska w rozmowie z naTemat.
Dziś może nie do końca zdajemy sobie sprawę, jak bardzo Owsiak przez ostatnie 25 lat zmienił Polaków, ale to zmiana ogromna. Dlatego trudno sobie wyobrazić, co by było, gdyby Orkiestry nie było.
Janina Ochojska
Polska Akcja Humanitarna

Jurek Owsiak rozgrzał serca setek tysięcy Polaków. Pokazał nam, jak wiele możemy. Oczywiście, Jurek jest głową i sercem tego przedsięwzięcia, ale nie byłoby tego, gdyby nie ludzie, którzy pomagają, bo czują, że to ma sens, że to, co robią, przynosi wymierny efekt. Gdy do pracy w PAH przychodzą nowi ludzie, to bardzo często w CV wpisują, że byli wolontariuszami przy WOŚP, że w Orkiestrze przeszli pierwszy stopień wtajemniczenia w dobroczynności. Spod ręki Jurka wychodzą młodzi ludzie, którzy siebie nawzajem zarażają taką pozytywną postawą. Oni widzą, że dzięki swojej aktywności, mogą uratować setki, czy tysiące istnień ludzkich.

Bo dobro się mnoży. Jak mówi Ochojska, ci, którzy kiedyś stali na ulicach z puszkami, w dorosłym życiu raczej tego nie zapomną. I będą wiedzieli, że pomoc innym daje niesamowitą satysfakcję. – To jest jakiś temat na wielką pracę doktorską. Gdyby ktoś to porządnie przeanalizował, na pewno okazałoby się, że korzyści z działalności Jurka Owsiaka są ogromne w bardzo wielu dziedzinach – mówi Ochojska. A że w ostatnich latach, a to Krystyna Pawłowicz, a to Stanisław Pięta zaatakują Orkiestrę? – Krytycy Owsiaka stanowią margines. Większość Polaków darzy go zaufaniem – mówi Ochojska. Jej zdaniem zawsze, gdy ktoś robi coś dobrego, to spotyka się to z atakami. Nie ma co się tym zajmować.

No więc się nie zajmujmy. Zostawmy te opinie na marginesie, bo one i tak nie są w stanie WOŚP zaszkodzić. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak byłyby wyposażone szpitale, gdyby nie było Orkiestry? Ile osób by nie przeżyło? Jakim bylibyśmy społeczeństwem, czy chętnie byśmy udzielali pomocy innym? No i przypomnijmy sobie biblijną prawdę: "po owocach ich poznacie".

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...