Jak jest smog, to musi być też biznes... na maskach ochronnych. "Gdy towaru zabrakło, klienci płacili podwójną cenę"

Jan Maciantowicz, dystrybutor masek przeciwsmogowych.
Jan Maciantowicz, dystrybutor masek przeciwsmogowych. Facebook / Respro Polska
Kiedy dziś rano w jedna z telewizji postraszyła, iż lepiej nie wychodzić z domu, bo na zewnątrz jest smog, Jana Maciantowicza obudziła seria powiadomień z poczty elektronicznej. To klienci oraz sklepy zaczęli słać pytania, gdzie można kupić maski przeciwsmogowe.

W tym biznesie sprawdza się powiedzonko, że najlepszym sprzedawcą jest strach. Tak się składa, że ten przedsiębiorca jest jednym z kilku w Polsce dystrybutorów masek dających ochronę przed pyłem PM10 oraz PM2.5. Normy zanieczyszczenia powietrza właśnie zostały przekroczone o kilkaset procent, efekt może być tylko jeden. Zamówienia wzrosły czterokrotnie. Jan Maciantowicz, dystrybutor przeciwsmogowych masek firmy Respro mówi, że sprzedaje ich już 130 dziennie. To produkt markowy i udoskonalany przez 23 lata, za który trzeba zapłacić minimum 209 złotych. Jeśli media nie robią ze smogu tematu dnia, sprzedaż jest trzykrotnie niższa.
Jan Maciantowicz
dystrybutor masek przeciwsmogowych Respro

Ostatni taki boom sprzedaży odnotowaliśmy listopadzie. Podczas pierwszej fali smogu w Polsce. Zdarzało się, że w sklepie dysponującym 60 maskami w kolejce ustawiało się 80 osób. Kiedy sprzedawca oświadczył, że może zabraknąć masek, ci z końca kolejki podnosiliręce, iż gotowi są zapłacić dwukrotnie wyższą cenę.

W biznesie pojawił się przypadkowo. Zaledwie rok temu zachęcił go do niego znajomy. W mediach, na blogach, na Facebooku podawano sobie niepokojące wyniki badań zanieczyszczenia powietrza w Polsce. Ochrona? Maska z marketu budowlanego jest tylko iluzorycznym zabezpieczeniem. Maciantowicz zgłosił się do firmy Respro, producenta masek dla sportowców.

Taka maska składa się neoprenowego pasa opinającego twarz. Producent zapewnia, że warunkach laboratoryjnych filtr wychwytuje ponad 90 proc. pyłów. Można w niej spacerować, ale także biegać, jeździć na rowerze, bo opatentowany system zawodów zapewnia odpowiednią wydajność filtrowania powietrza. Maski wymyślił Henry Cole, brytyjski motocyklista, który szukał zabezpieczenia przed kurzem podczas jazdy. Dziś sprzedaje swój produkt w najbardziej zatrutych smogiem krajach.

Polski przedsiębiorca zapukał do siedziby Respro w idealnym momencie. Gdy Brytyjczycy mieli na stole badania, że Polska wskoczyła na niechlubne pierwsze miejsce w Unii w statystykach zanieczyszczenia powietrza. "Aha, czyli będzie u was biznes" – upewniali się menedżerowie. Owszem, nasi politycy właśnie publicznie zapewniali, że w Polsce nadal będzie się palić węglem. Dym z domowych kominów to główne źródło szkodliwego pyłu PM 10.

– Największą sprzedaż odnotowujemy trwa od listopada do lutego. Byłem zaskoczony jak dobrze produkty przyjęły się na rynku – dodaje.

Powstały już pierwsze testy porównawcze masek antysmogowych. Kupując taki produkt trzeba pamiętać o przymiarce i dobrym dopasowaniu maski do twarzy. Ceny produktów wiodących firm zaczynają się od 100 złotych. To nie wszystko, są też dodatkowe tzw. "koszty eksploatacji". Korzystając z maski intensywnie trzeba będzie wymieniać filtry.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU