7 prostych trików PiS, na które daje się nabierać opozycja. Dzięki nim prezes Kaczyński rozgrywa ją aż żal patrzeć

Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie pełni w kraju żadnej istotnej funkcji, ale ma ogromną władzę. Opozycja zaakceptowała, to że jest prezesem państwa – daje się prowokować i rozgrywać
Prezes PiS Jarosław Kaczyński nie pełni w kraju żadnej istotnej funkcji, ale ma ogromną władzę. Opozycja zaakceptowała, to że jest prezesem państwa – daje się prowokować i rozgrywać Fot: Twitter
Jarosław Kaczyński nie jest żadnym Napoleonem, Sun Tzu ani Machiavellim polskiej polityki, jakby chcieli jego wyznawcy. Rozgrywa opozycję dzięki prostym sztuczkom zaczerpniętym ze starych podręczników do zarządzania, negocjacji i erystyki. A opozycyjni politycy dają mu się wodzić za nosy niczym dzieci.

Oczywiście wszystkie metody, które stosuje "prezes państwa", są powszechnie znane. Dlatego media sympatyzujące z PiS szybko odczytują intencje swojego lidera, sprawnie organizują się w chór i zaczynają dąć w dudy na jedną melodię. Grzechem podstawowym obecnej opozycji jest jednak to, że stała się reaktywna. Już dawno dała sobie wmówić, że to Kaczyński narzuca tematy i że wokół nich musi się kręcić polska polityka.



Reszta "sukcesów” PiS jest tylko wypadkową tego przekonania. Oto garść prostych sztuczek, dzięki którym Kaczyński trzyma rywali w garści.

1. Zarządzanie przez kryzys

Ta ulubiona metoda Kaczyńskiego pokazana został idealnie na przykładzie TVP – w drugim odcinku kabaretowego "Ucha prezesa”. Ale Kaczyński stosuje ją w politycznej makroskali, czego przykładem jest otwieranie co chwilę przez PiS nowych frontów politycznych.

Nie ma już chyba grupy politycznej, czy zawodowej, która nie czułaby się skonfliktowana z partią rządzącej. PiS rozpoczął od wezwania do wymiany elit i szybko poszedł na wojnę z sędziami, nauczycielami, komornikami, pielęgniarkami, dziennikarzami, przedsiębiorcami, generalicją i tak dalej. Przy okazji napuszcza jedne grupy na inne.

Wydaje się, że specjalnie otwiera tak dużo frontów, bo w chaosie łatwiej mu zarządzać państwem. Wie, że niewiele na tym straci, bo ma swój wierny, żelazny elektorat, który uwielbia igrzyska. Wystarczy zresztą, by ktoś przeszedł na stronę PiS i wszystkie dawne przewiny zostają mu zapomniane.

2. Dziel i rządź

Zastosowanie tej zasady w praktyce widzimy właśnie na przykładzie traktowania opozycji. Według narracji PiS jest ta radykalna (czyli PO), która nadal chce blokować salę sejmową, i ta umiarkowana, rzekomo skłonna do kompromisu, do której ostatnio "zapisał” się Petru z Nowoczesną.

Tutaj w sukurs Kaczyńskiemu codziennie przychodzą choćby "Wiadomości”, przeciwstawiając opozycji radykalnej ("okupantom") opozycję umiarkowaną. Politycy opozycji karmieni są też plotkami o kolejnych rozłamach i podziałach w ich partiach. Mówi się o rywalizacji młodych i starych, stronników Tuska i Schetyny, zwolenników i przeciwników dogadania się z obozem rządzącym.

Prawdziwym mistrzem na tym polu jest wicemarszałek Senatu Adam Bielan, który schizmę zobaczy nawet wtedy, gdy dwóch polityków PO czy Nowoczesnej pójdzie na piwo. Opozycja niestety daje się w taką retorykę "wkręcać".

3. Dobry i zły policjant (inaczej metoda kija i marchewki)

Obserwujemy ją niemal w szczegółach anatomicznych od momentu wybuchu sejmowego kryzysu. PiS szybko podzielił role między marszałków Sejmu i Senatu.

Marek Kuchciński
jest tym "złym”, bo to on odbiera posłom opozycji głos na sali plenarnej, wyklucza ich z obrad (przypadek posła Szczerby), chce ograniczyć dostęp mediów do budynku parlamentu, zastanawia się nad sięgnięciem po pomoc BOR. Ten "dobry" to Stanisław Karczewski. Zaprasza opozycję na rozmowy, wydzwania do liderów, negocjuje, mówi o kompromisie, uśmiecha się...

4. Odwracanie uwagi od istoty sprawy

Czyli te wszystkie wrzutki medialne, którymi PiS stara się przykrywać tematy istotne... Politycy opozycji odnoszą się w mediach do tysiąca różnych, błahych spraw, które zazwyczaj centrala PiS rozsyła do swoich działaczy jako przekazy dnia, albo które kreują media zaprzyjaźnione z obozem władzy.

W tym sztucznie wywołanym szumie informacyjnym mają ginąć tematy naprawdę ważne i istotne z punktu widzenia milionów Polaków. W ostatnich dniach była to np. sprawa legalności budżetu, podpisu, jaki prezydent złożył pod reformą edukacji, stacjonowania na terenie Polski obcych wojsk, czy reform w sądownictwie. Zamiast tego zajmowaliśmy się dekomunizacją, spotkaniami u Karczewskiego i zachowaniem posłów PO na sali plenarnej Sejmu.

Prawdziwym specem od odwracania kota ogonem jest lider Kukiz 15’. Niektórzy podejrzewają wręcz, że ten polityk działa na rzecz PiS. Każde pojawienie się w mediach Pawła Kukiza i żołnierski język, jakim się posługuje, to niemal gwarancja zwrócenia na siebie uwagi i odwrócenia uwagi od meritum sprawy. Nic dziwnego, że w jednym z ostatnich sondaży ankietowani uznali go za "lidera opozycji”.

5. Taktyka salami

Czyli stopniowe eliminowanie (krok po kroku) opozycji i przeciąganie jej na swoją stronę, by wpisać ją co najwyżej w rolę opozycji koncesjonowanej.

Taką właśnie rolę od początku kadencji pełni – z krótkimi momentami, podczas których wybija się na niezależność – Kukiz 15’. Ale tak rozumie też często politykę PSL, które przyzwyczaiło już obserwatorów, do tego że jest partią obrotową i dogada się z każdym, byle tylko uzyskało z tego jakieś polityczne frukta.

Ostatnio taktykę salami PiS stosuje na szerszą skalę wciągając poniekąd w swoją orbitę wpływów Ryszarda Petru. Okazało się bowiem, że lider Nowoczesnej w imię rzekomego kompromisu z PiS zadeklarował, że jego partia odstąpi od okupacji sali plenarnej Sejmu. Politycy PO nie szczędzili mu krytyki – że to zdrada i zaakceptowanie łamania prawa przez PiS przy okazji głosowania nad budżetem.

W mikroskali PiS stosuje taktykę salami przeciągając na swoją stronę pojedyncze osoby i sprawiając wrażenie, że stają się ważne dla obozu dobrej zmiany. Tak stało się choćby z Magdaleną Ogórek i prof. Kazimierzem Kikiem.

6. Narzucanie swojego języka

PiS posługuje się nie tylko swoim, autorskim językiem, ale daje także wyborcom proste recepty i odpowiedzi, których brakuje opozycji. W słowniku rządzących i ich zaprzyjaźnionych mediów znajdziemy całą gamę słów-wytrychów, którymi "apostołowie dobrej zmiany" rażą przeciwników, albo które mają opisywać ich świat wartości.

I nie chodzi nawet o słynne już określenia typu "układ", "suweren", "polegli w Smoleńsku". Z każdym dniem język PiS staje się bogatszy, a opozycja zdaje się powoli go przyswajać. W ostatnim czasie poznaliśmy na przykład nowe epitety, które opisywać mają politycznych rywali PiS. Mowa o "totalnej" i "radykalnej" opozycji, a także o "ciamajdanie".

Te słowa budują tożsamość obozu PiS oraz zapewniają hegemonię w sferze symbolicznej i kulturowej. Politycy opozycji nie pracują nad własnym językiem, którym mogliby się porozumiewać z wyborcami. Opozycja buduje raczej wieżę Babel.

7. Blef

Kaczyński używa go dość często. Rzuca jakąś luźną myśl albo pomysł i czeka na reakcję opozycji. Nieuczesane myśli prezesa co prawda nijak mają się do prawdziwych intencji, ale druga strona połyka haczyk. Przypomnijmy, jak szef PiS protekcjonalnie ogłosił w jednym z wywiadów, że zależy mu na wzmocnieniu opozycji i powinna mieć ona swojego lidera, tak jak to się dzieje w Wielkiej Brytanii.

Co z tego, że Warszawa i Londyn to dwie różne rzeczywistości i dwa różne systemy polityczne? Politycy opozycji na wyścigi poważnie komentowali słowa prezesa, jakby traktowali je jak prawdy objawione.

Taki schemat powtarza się z zadziwiającą regularnością. Oczywiście prawdą jest, że obecna opozycja, gdy rządziła, sięgała po podobne metody. Szkopuł tym, że niby wszyscy wiedzą o co chodzi, a i tak dają się wpuszczać w maliny. A dziś to Kaczyński tryumfuje.

Napisz do autora:jaroslaw.karpinski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...