W Żaganiu w jednym barze piją żołnierze amerykańscy i polscy. To tutaj stacjonować będą kolejni wojskowi z USA

W czwartek w Żaganiu oficjalne powitanie amerykańskiej brygady. Będą tutaj stacjonowali. Niedawno "paradowali" z bronią po wrocławskim lotnisku.
W czwartek w Żaganiu oficjalne powitanie amerykańskiej brygady. Będą tutaj stacjonowali. Niedawno "paradowali" z bronią po wrocławskim lotnisku. Fot . Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
– Pili Jacka Danielsa i lanego Lecha, smakował im – opowiada kelnerka z pubu Trzy Po Trzy. Amerykańscy żołnierze już przyjechali do Żagania, a główne siły wkrótce nadciągną. Do zachodniej Polski trafi blisko 4 tys. wojskowych z USA. Nie wszyscy w mieście żyjącym z armii są entuzjastycznie nastawieni do nowych. Widać wyczekiwanie.

Żagań, miasto na zachodzie Polski, żyje z wojska. To właściwie miasto–garnizon. Teraz stacjonuje tutaj 34. Brygada Kawalerii Pancernej, ale już pojawili się pierwsi żołnierze z USA. Wczoraj na kolejowej bocznicy trwał rozładunek ciężkiego sprzętu. Obecność gości już można odczuć.
– Syn mówił mi, że rano jacyś żołnierze mieli wypadek samochodowy koło basenu – opowiada Jarosław Dłużniewski, mieszkaniec Żagania. Może ma na myśli bywalców pubu Trzy po Trzy przy Dworcowej. W poniedziałkowy wieczór było tam tłoczno – właśnie za sprawą wojskowych. – Zachowywali się bardzo kulturalnie – zapewnia kelnerka.


Żołnierzy widzi też często Jarosław Dłużniewski, który przy ulicy Warszawskiej prowadzi zakład zegarmistrzowski. Nie cieszy się z nowych... – Pewnie bary, pizzerie będą miały obroty, ale do mnie żołnierze amerykańscy nie przyjdą. Podejrzewam jednak, że nie będą długo gościli w Żaganiu. Donald Trump ich wycofa. Mniejsza z tym, gorzej, że na Wschód przerzucić mają naszych. W kwietniu podobno wyjedzie pierwszych 750 żołnierzy – opowiada.
Jak twierdzi Dłużewski, niektórzy wojskowi - ci starsi wiekiem - nie chcą porzucać miasteczka, z którym tak się zżyli. Ich przeprowadzka oznacza "ewakuację" całych rodzin. A one zostawiają przecież pieniądze w żagańskich sklepach.

Żołnierze 34. Brygady Kawalerii Pancernej też są klientami pubu Trzy po Trzy. Przy piwie opowiadają o swoich zmartwieniach. – Słyszałam o ich przerzucaniu wojska, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Te decyzje są tak często zmieniane – mówi z troską kelnerka z pubu przy Dworcowej.

Poszukiwani malarze czołgów?
Nowa dyslokacji amerykańskich żołnierzy to największa operacja od czasów zimnej wojny. Do Polski wysłano stacjonującą na co dzień w Forcie Carson 3 Pancerną Brygadową Grupę Bojową z 4 Dywizji Piechoty. Liczy ponad 3,5 tys. ludzi. Do dyspozycji mają 87 czołgów M1A2 Abrams, 18 samobieżnych haubic Paladin, 144 bojowe wozy piechoty Bradley i ponad 400 samochodów Humvee.
6 stycznia trzy transportowce ze sprzętem zawinęły do niemieckiego portu w Bremerhaven. Stąd drogami, a przede wszystkim koleją, ruszyły do Polski. Trzy składy miały łącznie długość 14 km. Ponad 250 żołnierzy przyleciało do Wrocławia, a stąd do Żagania. Główne siły dotrzeć mają 12 stycznia. Mundurowi z USA będą stacjonować w Skwierzynie, Świętoszowie, Drawsku Pomorskim oraz Bolesławcu. Sprzęt wciąż jest w barwach pustynnych, maskujących z Bliskiego Wschodu. Nic dziwnego, że pojawiły się w internecie komentarze, że będą poszukiwani malarze czołgów, którzy przemalują Abramsy w zielone ciapki.

– U nas nie ma jakiejś ekscytacji amerykańskimi żołnierzami. Jest wyczekiwanie i obserwowanie. Chociażby w Bolesławcu ludzie opowiadają, że Amerykanom wybudowano nową pralnię i świetlicę. Przez lata mówiono o budowie tych obiektów dla naszych żołnierzy, ale nie doczekali się – opowiada Tomasz Jurak z lokalnego portalu eluban.pl.

Życie na celowniku
Oficjalne powitanie żołnierzy USA odbędzie się w czwartek na Skwerze Czołgistów w Żaganiu. Oprócz wojskowych będzie też burmistrz tego miasta. W ratuszu zapewniają, że cieszą się z przyjazdu nowych wojsk. – Jesteśmy gotowi do współpracy. Myślę, że ich przyjazd może przynieść dużo korzyści miastu. Nie wyprzedzajmy jednak faktów. Dajmy się po prostu rozgościć – komentuje Agnieszka Zychla, rzecznik żagańskiego magistratu.
Zychla nie podjęła się jednak komentowania sprawy przeniesienia polskich żołnierzy i ich rodzin. Przyznała tylko, że w magistracie wyczekują decyzji Ministerstwa Obrony Narodowej.

Życie w miasteczku wojskowych ma swoją specyfikę. Czy z pojawieniem się Amerykanów mieszkańcy odczuwają, że mogą znaleźć się na celowniku? Czy będą bardziej obawiać się np. agresji Rosjan? – Nie zauważyłam jakichś obaw z tego powodu u nas. A czy wy w Warszawie czujecie się na celowniku? – ripostuje rzecznik magistratu.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...