W śląskiej przychodni zakazano mówienia po śląsku. "Niektórzy Ślązacy chcą być bardziej polscy od Polaków"

Protest Ślązaków pod KPRM
Protest Ślązaków pod KPRM Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
W specjalistycznej przychodni w Rudzie Śląskiej pracownicy, którzy zapisują pacjentów, nie mogą zwracać się do nich po śląsku. O sprawie huczą lokalne media, ale zapomina się o tym, że polecenie wydała kierownik, która według Leona Swaczyny ze Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej sama jest Ślązaczką lub ma śląską rodzinę. – Przy każdej zmianie władzy (w Polsce – red.) są ludzie, którzy muszą pokazać, że są bardziej papiescy od papieża – mówi naTemat Swaczyna.

W okienku na rejestracji rozmowę należy – w zależności od kontekstu – rozpocząć od słów "dzień dobry", "w czym mogę pomóc", "gabinet znajduje się" i innych. Rozmowę kończy się słowami "miłego dnia". Wszystko obowiązkowo po polsku. Do kontrowersyjnego rozporządzenia dotarł "Dziennik Zachodni", polecenie wywołało burzę na Śląsku.

– Niektórzy pacjenci nie życzą sobie zwrotów gwarowych. Nie można mówić do kogoś "babciu", bo to nie jest nasza babcia, tylko ma swoje wnuki – tłumaczyła "Dziennikowi Zachodniemu" odpowiedzialna za zmiany kierownik przychodni dr Alicja Gałuszka-Bilińska.

"Gomułkowskie" metody w przychodni
Swaczyna, który mieszka w Rudzie Śląskiej, zwraca jednak uwagę, że ok. 35 proc. mieszkańców miasta przyznaje się do swojej śląskości. On sam ma poważne powiązania z tą przychodnią i dlatego nie rozumie obecnych działań.

– Była budowana przez Hutę Pokój jako budynek zakładowy w czasach głębokiego PRL, jeszcze za Gomułki. Moja śp. mama była pierwszą osobą zarządzającą tym budynkiem i dziś najprawdopodobniej przewraca się w grobie, bo pamiętała czasy, kiedy do lekarza chodzili ludzie, którzy znali tylko język śląski i nie operowali językiem polskim. Do tego stopnia, że potrzebowaliby wtedy tłumacza, gdyby moja mama zachowywała się tak, jak dzisiejsza zarządczyni – mówi. – A mogłaby się tak zachowywać, bo obowiązywały wtedy dekrety zabraniające używania i nauki języka niemieckiego na terenie Śląska. Ta pani wpisuje się dokładnie w gomułkowskie czasy.

Kariera tylko dla Polaków?
Swaczyna ubolewa, że rozporządzenie wprowadziła kierownik, w której nazwisku jeden człon to "Gałuszka". – To typowe nazwisko śląskie, więc ma męża Ślązaka albo sama jest Ślązaczką – wyjaśnia. Pytany, czemu więc wprowadza się takie przepisy, odpowiada: – Niektórzy Ślązacy chcą być bardziej polscy niż Polacy, choćby dla robienia kariery.

Według Swaczyny w efekcie Ślązacy sami sobie szkodzą. Mało kto potrafi wykazać się do nich taką niechęcią, jak oni sami.
Leon Swaczyna

Sympatia do Ślązaków rośnie wraz z odległością od Śląska. Tym większa, im dalej. Najwięcej ludzi, którzy nie lubią Ślązaków, jest wśród tych, którzy tu przyjechali, albo wręcz wśród Ślązaków z dziada pradziada.

Poza tutejszymi Swaczyna mówi jeszcze o przyjezdnych, czyli "gorolach". To osoby niepochodzące z Górnego Śląska. – W Warszawie jest słoik, a u nas jest gorol. Na złą opinię słoików czy goroli pracują oni sami – tłumaczy.

Jednocześnie zapowiada, że sprawy zabronienia posługiwania się śląskim w przychodni nie popuści. Ale może jedynie protestować. – Od dziś nie będę tam rozmawiał inaczej niż po śląsku. Jak lekarz nie będzie potrafił, to będę prosił o panią dyrektor, żeby była tłumaczem – mówi.

Nowe rozporządzenie, stary temat
Dokument zakazujący używania języka śląskiego – a oficjalnie gwary śląskiej – przywołuje temat uznania autonomii tego regionu i języka śląskiego za pełnoprawny język, a nie zespół gwar. Bo czysto lingwistycznie jest to obecnie etnolekt śląski.

– Nie rozumiem władz polskich, które z uporem lepszej sprawy nie chcą uznać Ślązaków za etnicznie inną nację, niż Polacy – mówi Swaczyna.
Leon Swaczyna

Jesteśmy inni. Polacy mają do tego prawo, to dlaczego nie Ślązacy.

Istotę śląskiej mowy uwypuklił niedawno w Radiu Piekary europoseł PO Marek Plura, Ślązak z urodzenia.

– Ni ma gańba (wstydu – pol.) godać po ślonsku. To jest coś, co naszemu regionowi dodaje smaku i kolorytu. Dla nas jest to jeden z najcenniejszych skarbów przekazanych nam przez przodków, a z drugiej strony, ta ślonsko godka najmocniej nas wiąże. Nas, czyli tych wszystkich, którzy poczuwają się do śląskiej tożsamości i mają ten sam kod językowy – zauważył.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU