KOD z Kijowskim na czele jest pod Sejmem, ale... tłumów nie ma. Czy to już koniec wielkiego protestu?

Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Senat bez poprawek przyjął ustawę budżetową i wygląda na to, że PiS odzyskał inicjatywę w konflikcie, który nieprzerwanie trwa od 16 grudnia. Pod Sejmem KOD zorganizował kolejną manifestację, ale wygląda na to, że tym razem Mateusz Kijowski nie przyciągnął już tłumu. Przed wejściem na teren parlamentu stoją tylko nieliczni obrońcy demokracji.

Gdy 16 grudnia marszałek Marek Kuchciński przerwał obrady Sejmu, pod parlamentem szybko zgromadził się wielotysięczny tłum ludzi, którzy protestowali przeciwko łamaniu podstawowych standardów demokracji. Przez wiele godzin wznoszono okrzyki w obronie praw obywatelskich i wolnych mediów. Zablokowano wszystkie wyjazdy z parlamentu. Przez co posłowie Prawa i Sprawiedliwości po zakończeniu obrad na sali kolumnowej nie mogli wrócić do domów. Dopiero późno policji udało się udrożnić przejazdy, siłą usuwając z drogi demonstrujących.
Dziś nie ma już tego entuzjazmu, co miesiąc temu. Mateusz Kijowski wzywał chętnych do zaprotestowania pod Sejm, ale przyszło niewiele osób. Trudno powiedzieć, czy mała liczba protestujących jest pochodną ostatniej afery z fakturami wystawianymi KOD przez lidera ruchu, czy może ludzie już są zmęczeni tym sporem i przestają wierzyć, że protest pod Sejmem cokolwiek zmieni. Prawda jest taka, że teraz ustawa budżetowa trafi na biurko prezydenta i należy się spodziewać, że ten ją niezwłocznie podpisze.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...