Katowice są odważne, Poznań jest najbardziej trendy, a Kraków...zachowawczy. Czyli o tym, jak widzą nas marki

Prawo autorskie: zhudifeng / 123RF Zdjęcie Seryjne
Uważasz, że ubrania, dodatki i buty, które masz dziś na sobie są twoim wyborem? Nawet nie przypuszczasz, jak wielki wpływ na to w co się ubierasz ma styl, który rządzi danym miastem. Wiedzą to najlepiej marki, które dostosowują kolekcje pod gusta.

- Co miasto, to styl - mówi Michał Gortat z Pepe Jeans, który wcześniej pracował także dla jednej z marek multibrandowych. - Kraków zawsze był bardziej konserwatywny. Bardzo dobrze sprzedają się tu garsonki, grzeczne sukienki,ubrania w stonowanych kolorach. Zero krzykliwości i nieprzewidywalności. Na drugim biegunie jest Poznań, który określiłbym mianem centrum modowej awangardy - mówi.


Jaka jest Warszawa? - Tu modowo dzieje się najwięcej, a mieszkańcy mają wybór ubrań z każdej półki cenowej. Najdroższe marki znajdziemy w Miasteczku Wilanów i w Centrum, a popularne w pozostałych częściach miasta, najtańsze na obrzeżach. Klient wybierze to miejsce, na które go stać - mówi Monika Kapłan-Gerc, specjalistka od marketingu mody.

- Warszawianki, podobnie jak mieszkanki Poznania i Wrocławia są odważne - ocenia Jagoda Kunisz-Ślusarczyk ze sklepu Sugarfree.pl, który sprzedaje sukienki. - Nasze bestsellery sprzedają się wszędzie, ale tylko w tych trzech miastach na pniu rozchodzą się modowe hity - ocenia.

Katowice to stolica modnych mężczyzn

- Katowice były dla mnie wielkim odkryciem. Okazało się, że ci ciężko pracujący panowie, chcą odciąć się od pracy i w prywatnym życiu chętnie noszą jasne ubrania dobrej jakości. Pamiętam, kiedy do Polski weszły torby konduktorki formatu A5, to właśnie panowie z Katowic zaczęli nosić je jako pierwsi - mówi Michał Gortat z Pepe Jeans. Podobne obserwacje ma Marta Stefańczyk z Cafardini, marki, która szuje na miarę garnitury i koszule. - Panowie z Katowic są niezwykle odważni. Decydują się na noszenie marynarek w kratę, nie boją się kolorów takich jak zieleń (od butelkowej do soczystej), po pomarańcz czy brąz. Dorównują im jeszcze jedynie mężczyźni z Pomorza - mówi.

Co z kobietami? W modowej branży kobiety z Katowic nie mają opinii znających się na modzie. Maja Sablewska, stylistka, która pochodzi z Sosnowca, nie zgadza się ze stwierdzeniem, jakoby kobiety z Katowic ubierały się fatalnie. - To miasto, w którym rządzi styl mocno offowy, bardzo vintage i kobiety się go trzymają. Ślązaczki już dawno odnalazły swój styl, z czym miewa problem wiele Polek. W moim programie często mówię, że w poszukiwaniu stylu należy najpierw zajrzeć pod ubranie i odnaleźć siebie. To tam zaczyna się moda - radzi.

Zaskakujący Rzeszów i Szczecin

- O Rzeszowie myślałem przez moment stereotypowo. Kiedy otwieraliśmy butik multibrandowy w tym mieście, zaopatrzyliśmy go w ubrania tanich marek. Sprzedaż nie szła. Na próbę przywieźliśmy rzeczy drogiej i odważnej marki włoskiej, taki jeansowy lifestyle i to były rzeczy na jakie mieszkańcy czekali. Sprzedały się momentalnie - mówi Michał Gortat. - Ludzie z branży ostrzegali nas też przed otwieraniem salonu Pepe Jeans w Szczecinie. Uważali, że nie będziemy mieli klientów. Obecnie to nasz trzeci, a nawet czasem drugi salon, w rankingu najbardziej dochodowych. W Szczecinie mieszka mnóstwo ludzi, którzy chcą ubrać się inaczej, modnie. Mieszka tu dużo studentów i przyjeżdżają cudzoziemcy - tłumaczy.

To, że wybory mieszkańców poszczególnych miast mocno się między sobą różnią widać także w salonach Reserved. - W segmencie mody damskiej hitem sprzedażowym w sezonie jesień-zima 2016 w kilku polskich miastach (Warszawa, Wrocław, Kraków) był pudełkowy płaszcz z kołnierzem w bladoszarym odcieniu. W Warszawie i Krakowie popularnością cieszyły się też damskie jeansy rurki w granatowym kolorze, a w Poznaniu granatowa puchowa kurtka z futerkiem – mówi Marta Chlewicka, rzecznik prasowy LPP, do krórej należy marka Reserved. - W kolekcji męskiej, we wszystkich polskich miastach, najczęściej sprzedawały się jasnoniebieskie jeansy z efektem sprania, z podwijanymi nogawkami. W Poznaniu natomiast, hitem była granatowa kurtka męska ze stójką – dodaje.

- Przykładowo marka Top Secret od jakiegoś czasu zaczęła działać na dwa fronty – analizuje Agata Piasecka, dziennikarka modowa. – W mniejszych salonach, w małych miastach mają spory wybór ubrań dość zachowawczych, powiedzmy do biura. Jeśli są w dużych miastach np. w Warszawie to nie w największych galeriach w samym centrum miasta, ale np. w Reducie i Wola Parku. Poza tym na platformie internetowej mają często zmieniające się kolekcje z asortymentem podążającym za światowym wzornictwem – ocenia dziennikarka modowa. Zmiana sprawiła, że Top Secret na nowo zaistniał na rynku.

Jakie obserwacje ma Maja Sablewska, która jeździ po Polsce wraz z programem „Sablewskiej sposób na modę” i przeprowadza metamorfozy? - Zdecydowanie większy i atrakcyjniejszy asortyment mają sklepy w centrach handlowych na zachodzie Polski. Wschód ma mniejszy wybór, więc Polkom trudniej w rym rejonie podążać za modą - ocenia Maja Sablewska. - W ogóle Polki wciąż mają mocno eklektyczny styl, choć dostrzegam walkę pokolenia wzorującego się na modzie z internetu, a pokolenia preferującego taki „polski szaro-bury styl” - mówi.

Oczy skierowane na klienta

Marki nieustannie monitorują co kupują klienci, a jakie produkty w ogóle ich nie interesują. Przykładowo obecnie zmiany w obszarze właśnie doboru asortymentu pod konkretne rynki przeprowadza marka Reserved. - Dane sprzedażowe poszczególnych modeli ze wszystkich sklepów są szczegółowo analizowane – dział handlowy przygląda się zarówno historycznym wynikom sprzedaży w danej lokalizacji, jak i bieżącej rotacji konkretnych modeli – mówi Marta Chlewicka, rzecznik prasowy LPP, w której jest m.in. marka Reserved.

- Wielopoziomowa analiza pozwala zaplanować sprzedaż w perspektywie nie kilku dni, ale kilku tygodni naprzód i dostarczyć właściwą liczbę produktów danego towaru w odpowiednich kolorach oraz rozmiarach. Nowością jest także rozwiązanie, w ramach którego dystrybucja towaru planowana jest według klucza tzw. sprzedaży sztukowej. W praktyce oznacza to, że dzięki wykorzystaniu zaawansowanych procesów logistycznych, możemy dostarczać modele odpowiadające na indywidualne potrzeby każdego spośród naszych sklepów – mówi rzecznik LPP.

W Niemczech jednorożec, w Polsce koty

Wpływ na wybór oferty mają zarówno czynniki klimatyczne, kulturowe, jak i lokalne gusta klientów w poszczególnych krajach. Przykładowo Włoszki mają w zwyczaju kupować total look z manekina, czyli kupują wszystko (od butów, poprzez sukienkę i dodatki), w co jest ubrany manekin. Polki z kolei wolą same tworzyć zestawy.
- Na rynkach międzynarodowych w sezonie jesień-zima 2016 sukcesem sprzedażowym były przede wszystkim puchowe kurtki damskie (Niemcy) oraz, podobnie jak w Polsce, jeansowe spodnie dla panów (np. w Rosji i Chorwacji) wylicza Marta Chlewicka z LPP.

Czasem boom na “to coś” pojawia się dosłownie znikąd i kto chce wpisać się w potrzeby klientów musi działać natychmiast. – Bardzo uważnie śledzimy mody na naszym największym rynku w Niemczech, ale i w Polsce. Przykładem tego, jak rynki potrafią się między sobą różnić jest np. moda na wszystkie produkty z motywem jednorożca, która pewnego dnia wybuchła w Niemczech i trwa do dziś. Modne są ubrania z jednorożcami, torby, ba nawet jeden z niemieckich producentów wypuścił czekolady z tym motywem – mówi Konrad Selerski, country operating officer, współzarządzający polską Davandą, serwisem, który sprzedaje produkty hande made w 10 krajach, a w samej Polsce ma pół miliona produktów rękodzielników.

- Dla porównania w Polsce rządzą od dłuższego czasu rzeczy z motywem kotów i Harrym Potterem, a w modzie (w dużych miastach) sukienki – szare dresówki – opowiada. Jak mówi rękodzielnicy bardzo uważnie śledzą trendy. To są osoby bardzo mocno osadzone w trendach, a nie jedynie w artystycznych wizjach. – Kiedy Małgorzata Rozenek królowała w programie „Azja Express” i rzucała soczystymi tekstami, twórcy wrzucali je na t-shirty, te z kolei momentalnie trafiały do oferty i doskonale się sprzedawały. Obserwowanie rzeczywistości i haseł wpisywanych w wyszukiwarkę, to droga wiodąca prosto do gustów klienta – ocenia Konrad Selerski i podaje przykład. - Latem, nagle w wyszukiwarce pojawiło się chokery, czyli taka obroża na szyję- opaska, która była modna jakieś 15 lat temu. I nagle wróciła. Kto szybko zareagował na potrzeby klientów, zdobył ich – mówi.

Różnice w podejściu do wprowadzaniu produktów na rynek wychwytują także firmy kosmetyczne. – Przykładowo Sephora w ubiegłym roku wprowadziła dwie szminki w najmodniejszych kolorach Panettone, czyli bladym różu u niebieskim. Niestety produkty trafiły jedynie na rynek amerykański – ubolewa Agata Piasecka, której marzyły się niebieskie usta.

Wszystko zaczyna się od pokazów i bayera

- Wszystko opiera się na śledzeniu trendów, a marki są do tego doskonale przygotowane – zdradza Agata Piasecka, dziennikarka modowa. – Wszystko zaczyna się od świata wielkiej mody, czyli na pokazach. Media, rozpisując się zwykle w kontekście pokazów wymieniają nazwiska gwiazd i celebrytów, tymczasem wśród zaproszonych są buyerzy, inaczej kupcy, osoby, których zadaniem jest obejrzeć całą kolekcję, zapamiętać ją w każdym detalu, wychwycić trendy, które mogą przyjąć się w danym rejonie świata i przekazać tę wiedzą do swojego mocodawcy, czyli międzynarodowej sieciówki, która momentalnie próbuje odnaleźć w trendach inspiracje do stworzenia własnej hitowej kolekcji ubrań – opowiada Agata.

Nie każdy buyer dostanie jednak zaproszenie na pokaz do najlepszych domów mody. Wielu z nich ogląda transmisje w Internecie, a jeśli i dostęp do streamingu jest ściśle tajny, wyszukują perełek na własną rękę.
- Najpopularniejszy kierunek wyjazdów buyerów to obecnie Azja. Kupcy jadą tam, chodzą po najdroższych butikach i kupują po jednej sztuce ubrań, przywożą je do kraju, oglądają, rozpruwają, oglądają krój, materiały, technikę wykonania. Na bazie tych pojedynczych sztuk zaczynają tworzyć własną kolekcję. Tą techniką marki się nie chwalą, ale w środowisku się o tym mówi – opowiada osoba, która jest związana z jedną z marek.

Buyerzy nie tylko śledzą pokazy i nowości z Azji. – Czasem kupują gotowe projekty, które potem odsprzedaje marka. Z Buyerów korzysta np. TK MAXX, czyli sklep, który nie ma własnych ubrań, tylko słynie z tego, że sprzedaje ciuchy i dodatki różnych marek – mówi Agata Piasecka.

Kiedy do akcji wkracza headdesigner

W markach, które stawiają na własne projekty niezwykle ważną osobą jest headdesigner. – To projektant, który w marce dba o ogólną spójność estetyczną. Może być tak, że kieruje zespołem projektantów projektujących kolekcję (tak jest zazwyczaj w sieciówkach) albo może sam projektować część kolekcji (tak jest zwykle w domach mody). Przykładem jest np. Tom Ford, który w latach 90. odpowiadał za wizerunek całości w Guccim – mówi Agata Piasecka.

- Mistrzem we wprowadzaniu kolekcji rodem ze światowych pokazów do swoich sklepów jest Zara. To marka, która potrafi zrobić to w trzy tygodnie. Poza tym, jeśli jakiś wzór się nie wpisze w gusta Polek, znika ze sklepu. W tym tkwi siła Zary i jej wielki sukces – mówi. Sieci, które tego nie potrafią są w sprzedażowym ogonie.

Napisz do autora: jolanta.korucu@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...