"Przez dwa lata miałam swojego Sugar Daddy". Szczera opowieść 25-latki o życiu na sponsoringu w Danii

Twórcy Sugar Daters podkreślają, że ich portal nie służy promowaniu prostytucji.
Twórcy Sugar Daters podkreślają, że ich portal nie służy promowaniu prostytucji. Fot. Kadr z filmu "Sponsoring"
Przeglądanie Sugar Daters było dla mnie tak naturalne, jak przeglądanie Facebooka — mówi Monika, atrakcyjna 25-latka z dużego miasta w północnej części Polski. Przez ostatnie dwa lata świadomie i bez przymusu uprawiała sponsoring. Dostawała prezenty, jeździła na wycieczki, w końcu przestała nawet pracować. Swoją historią chce podzielić się ku przestrodze - bo może jakaś dziewczyna zastanawia się, czy zacząć. Monika już wie, że nie warto.

Pamiętacie duński portal Sugar Daters? To teoretycznie randkowa, a w praktyce sponsoringowa platforma, o której zrobiło się głośno dwa lata temu, kiedy masowo zaczęły okupować ją dziewczyny z Polski. — Niechlubnie przyznam, że byłam jedną z nich — mówi Monika. Do Danii wyjechała latem 2014 roku. Nie po to, by znaleźć Sugar Daddy. Po to, by studiować multimedia design.

W relacji Sugar Daddy i Sugar Babe, role płci są często z góry określone i tradycyjne.
Sugar Daddy, to dojrzały i doświadczony mężczyzna. Sprawuje on kontrolę nad swoim życiem i finansami którymi chętnie dzieli się z piękną i często młodą kobietą.
Sugar Babe nie próbuje naciągać mężczyzn na drogie prezenty i życie w luksusie. Jest to piękna, pewna siebie kobieta ceniąca sobie towarzystwo dojrzałego i doświadczonego mężczyzny, który troszczy się o to by żyła na poziomie na który zasługuje.
Istnieje również możliwość zamiany ról, gdzie to kobieta pełni rolę mentora (Sugar Mama) troszcząc się o swojego partnera (Sugar Boy).
Czytaj więcej

Twórcy portalu twierdzą, że Polki decydują się na założenie konta na Sugar Daters, bo życie w Skandynawii jest drogie w porównaniu do życia w Polsce. Bez znajomości języka trudno znaleźć nawet najmniej wymagającą pracę. Rosnące zainteresowanie wśród młodych Polek portalem sprawiło, że powstała nawet jego polska wersja językowa. Po zarejestrowaniu się i wejściu w zakładkę "pasujący użytkownicy” ukazują się setki tatuśków z Polski i Skandynawii.
Pojechałaś do Danii studiować. Jak trafiłaś na Sugar Daters?



Po przyjeździe do Danii miałam problemy ze znalezieniem mieszkania i pracy, martwiłam się swoją sytuacją finansową. Ale nie narzekałam, bo wreszcie mogłam cieszyć się wolnością. Po zajęciach i w weekendy sprzątałam biura i razem z zasiłkiem wystarczało na skromne wydatki. Jednak szkoła, zajęcia z języka, praca i dojazdy - to był duży wysiłek fizyczny i emocjonalny. I to chyba to drugie skłoniło mnie do założenia konta na portalu.

Jak to zwykle bywa w takich historiach, zaczęło się niewinnie?

Pewnego dnia wybrałyśmy się z koleżanką do klubu - tam poznałyśmy grupkę mężczyzn, byli trochę po trzydziestce. Tańczyliśmy, piliśmy alkohol, za który oni płacili i w końcu wylądowałam z jednym z nich w łóżku. Była to moja pierwsza przygoda "na jedną noc”, ale myślałam sobie, że jestem młoda i że należy mi się trochę zabawy. Rano wyszłam bez słowa i mimo lekkiego poczucia wstydu, myślałam, że dobrze się stało. Przecież on był dla mnie taki miły, zainteresował się mną i odciągnął mnie od rzeczywistości… Można powiedzieć, że byłam dumna, że odwdzięczyłam mu się seksem.

Jak dowiedziałaś się o portalu?

W tym okresie dużo gazet pisało o Sugar Daters, więc wiedziałam, że istnieje. Tylko nie znałam języka na tyle dobrze, by wiedzieć, co o nim piszą. Z koleżanką dla zabawy założyłyśmy konta i wiadomości posypały się już pierwszego dnia.

Byłaś świadoma, że to portal kojarzony ze sponsoringiem? Że za prezenty będziesz płacić seksem?

Nie traktowałam tego portalu w kategoriach "prostytucji” czy "sponsoringu”. Dla mnie była to alternatywa dla zwykłego, nudnego portalu. Nie szukałam chłopaka, ale moja przygoda ze starszym facetem spodobała mi się i chciałam spróbować tego jeszcze raz. Tak fajnie było bawić się za darmo w klubie. Myślałam, że na Sugar Daters spotkam takich osób więcej.

I rzeczywiście na początku była to świetna przygoda. Umawiałam się z mężczyznami na kolacje, do kina, na imprezy… A to, że nasz wieczór kończył się w łóżku, nie było dziwne, bo przecież "wszyscy młodzi tak robią”. To, że oni płacili za mnie, było miłe, czułam się jak Kopciuszek. Jak taka ładna i zdolna dziewczyna, która może znajdzie swojego księcia - w moim przypadku kilku - i który uratuje ją z opresji.
Użytkownicy serwisu sami decydują, jak wiele informacji o sobie zdradzą na profilu. Co Ty napisałaś o sobie?

Że jestem studentką z Polski, co studiuję, jak wyglądam i tak dalej, dodałam coś w rodzaju "chcę przeżyć przygodę życia”. Dużo mężczyzn pisało do mnie, że chętnie przeżyją ją ze mną.

Pamiętasz pierwsze spotkanie z Sugar Daddy?

Pierwsza randka nastąpiła dosyć szybko. Od początku zaczęłam dostawać wiele wiadomości, więc miałam w czym wybierać. Pierwszy mężczyzna, z którym się umówiłam, nie był takim prawdziwym Sugar Daddy - też robił to po raz pierwszy. Tak jak ja, nie miał pojęcia, jak to ma wyglądać. Wymieniliśmy wiadomości i w końcu zapytał, czy pójdę z nim na kolację. Wszystko ustaliliśmy na czacie - gdzie i kiedy się spotkamy, co będziemy robić później.

Było miło i romantycznie. Po kolacji byliśmy w klubie, a że mi się spodobał, to wróciłam do domu dopiero rano. Właściwie nic szczególnego się nie stało. Przypominało to zwykłą randkę ze szczęśliwym zakończeniem. Spodobało mi się, ale nie chciałam się z nim więcej spotykać. Miałam lekki niedosyt i chciałam doświadczyć czegoś nowego, innego. Więc zostałam na portalu.  

To zawsze były przelotne przygody?

Patrząc na to z perspektywy czasu, widzę, że im częściej się umawiałam, tym większe miałam wymagania. Granica dopuszczalnego wieku partnerów też się rozciągała. Na początku miałam "Sugar Daddy” do zabawy - by pójść do kina, restauracji, na imprezę. Apetyt rósł w miarę jedzenia, więc później byli to głównie mężczyźni, którzy oferowali wakacje, opłacenie czynszu albo kupowali jakieś ciuchy i perfumy. Już wtedy nawiązywałam trwalsze relacje - bo czynsz trzeba było przecież płacić co miesiąc. Uzależniłam się na tyle, że pod koniec już nawet nie pracowałam, bo byłam w pełni utrzymywana przez moich sponsorów. To jest coś, co wciąga. Cały czas chce się więcej.
Monika

Wyszalałam się, a o to mi chodziło. Tylko nie wiedziałam, w którym momencie weszłam w tę koncepcję całym ciałem i umysłem.

Kiedy skończyła się zabawa, a zrobiło "na serio”?

Poważnie zrobiło się dopiero, gdy poznałam Jensa, który miał 35 lat i początkowo był bardzo niemiły. W pierwszej wiadomości napisał, jakie ma wymagania i jaki seks wchodzi w grę. Odpowiedziałam, że nie jestem zainteresowana i że jeśli nie przestanie do mnie pisać, to obniżę mu "gentleman ranking” (system dawania gwiazdek). Przeprosił i zamilkł. Po paru dniach odezwał się znowu i jak prawdziwy dżentelmen ponownie przeprosił. Porozmawialiśmy trochę na czacie i w końcu dałam się zaprosić na kolację.

Podczas spotkania oczarował mnie na tyle, że chciałam znów się z nim spotkać. Byliśmy na 3-4 randkach i dopiero wtedy doszło do zbliżenia. Byłam nim zafascynowana. Był interesujący, charyzmatyczny, imponował mi. I co więcej, sprawił, że chciałam się z nim związać. To był pierwszy przełomowy moment. On sam zaproponował związek, więc usunęłam konto na Sugar Daters, sielanka trwała, byłam bardzo oddana i szczęśliwa. Ale okazało się, że Jens wciąż spotykał się z dziewczynami z portalu. Przy zerwaniu dodał, że skoro poznaliśmy się na TYM portalu, to chyba nie oczekiwałam małżeństwa.
Mimo złamanego serca wróciłaś na Sugar Daters?

Tak, rzuciłam się ponownie w wir randkowania, tym razem po to, by zapomnieć o Jensie. To, że wrócę na portal, było dla mnie naturalne. Chciałam znaleźć mężczyzn, którzy zapewnią mi komfort, wygodne życie, co, jak sobie wyobrażałam, zrekompensuje mi mój ból rozstania.

Jakie miałaś wymagania wobec Sugar Daddies?

Chciałam, żeby podobali mi się fizycznie. Wiek - do 50. Poza tym, szczerze mówiąc, zależało mi tylko na tym, co mogli mi zaoferować. I bym to ja czuła, że mam nad nimi kontrolę, nie odwrotnie.

W końcu, po kilku niezbyt długich znajomościach, trafiłam na Christoffera. Był przystojny i jak na swój wiek, pełen energii, kreatywny w łóżku. Nasza relacja trwała rok, chociaż miał w tym czasie żonę. Nie przeszkadzało mi to, bo ja nie szukałam związku, a on powtarzał, że jej nie kocha i że jest nieszczęśliwy.

Przez rok można się całkiem dobrze poznać, zaprzyjaźnić.

To prawda, związaliśmy się emocjonalnie. Czułam się z nim bezpiecznie, mogłam zwrócić się do niego z każdym problemem. A on - skupiał swoją uwagę i pieniądze na mnie.

Co się wydarzyło?

Musieliśmy się rozstać, kiedy stało się jasne, że z jego strony to nie jest już "niewinna” znajomość, ale uczucie, którego ja nie odwzajemniałam. Taki paradoks. Jens mnie w sobie rozkochał, ale też wprowadził mnie w świat sponsoringu, który ja myliłam ze zwykłym partnerstwem - "no przecież jesteśmy w związku, więc to normalne, że płaci mój czynsz".

Między mną i Christofferem była chemia i wzajemna fascynacja, ale nie zakochałam się w nim. Byłam jednak przyzwyczajona do tego, że miałam wszystko zapewnione, więc związek skończył się dopiero, gdy okazało się, że myślał o mnie w kategoriach swojej żony. Pieniądze mnie uzależniły i traktowałam je jako środek, który ukoi mój ból i pustkę. Nigdy sama nie prosiłam o nie ani nie stawiałam takich warunków, chociaż właśnie o nie mi chodziło. 

Miałaś problemy pragnąc zerwać kontakt z którymś z Sugar Daddy?

Nie, nigdy. Christoffer też nie robił scen, bo dobrze wiedział, że mamy inne oczekiwania wobec siebie, a że był prawie o 20 lat starszy, rozumiał też, że mamy inne priorytety w życiu. Choć go nie kochałam, wciąż mam do niego sentyment. Bardzo mi pomógł w życiu i to on sprawił, że poczułam się jak prawdziwy Kopciuszek. Tylko wtedy zdałam sobie sprawę, że to jednak nie to, czego chciałam od życia.
Opiekunowie obsypywali cię prezentami?

Prawdziwe prezenty zaczęłam dostawać od Jensa. Dzieliliśmy pasję do designu, więc czasem dostałam wazon, innym razem lampę, a raz nawet retro krzesło. Kiedy byliśmy w perfumerii, kupował mi perfumy. Innym razem dostałam szpilki, bo powiedział, że będę ładnie w nich wyglądać. Czułam, że to takie typowe prezenty od partnera, w końcu w mojej głowie byliśmy parą…

Christoffer lubił kupować mi ubrania, głównie bieliznę, buty, torebki. Niekoniecznie były to drogie rzeczy, ale sama nie mogłabym sobie pozwolić na ich zakup w takiej ilości. Byłam też kilka razy na wakacjach z mężczyznami.

Nigdy nie czułaś się niezręcznie z powodu prezentów?

Niezręcznie zrobiło mi się dopiero, kiedy dostałam od Christoffera pierścionek. Uważałam to za zbyt osobiste i powiedziałam, że nie mogę go przyjąć.  

Znałaś inne dziewczyny, które korzystały z portalu?



Koleżanka, z którą się zapisałam na portalu, była tam ze mną przez długi czas. Jej jednak udało się znaleźć prawdziwego księcia z bajki. Przez cały ten czas była moim "aniołem”, wiedziała o moich randkach, a ja o jej. Na wszelki wypadek mówiłyśmy sobie, dokąd się wybieramy. Czasem pomagałyśmy sobie w wyborze sukienki na randkę albo dzieliłyśmy się wrażeniami. Słyszałam też o kilku dziewczynach z mojego dalszego otoczenia, ale nigdy się tym nie interesowałam, bo sama chciałam zachować anonimowość. 

Dlaczego w końcu zdecydowałaś się z tym skończyć?
 
Zaprzyjaźniłam się z kolegą ze studiów, który zaczął mi się bardzo podobać i to ze wzajemnością. On oczywiście nie widział o moim epizodzie z portalem, ale zdawałam sobie sprawę, że skoro się spotykamy, to prędzej czy później będę musiała mu o nim powiedzieć. W końcu się odważyłam… I usłyszałam o sobie bardzo wiele niezbyt miłych słów. Nie miał dla mnie żadnej litości.

To był moment, w którym zrozumiałam, że ten epizod, który rozpoczął się od głupiej zabawy, będzie wlókł się za mną może do końca życia. Decyzję o skończeniu ze sponsoringiem podjęłam już po rozstaniu z Christofferem, teraz trudno jest ułożyć sobie życie na nowo. Jak rozpocząć normalny związek, kiedy boję się reakcji moich przyszłych partnerów? Obawiam się, że moim jedynym wyjściem jest randkowanie na portalu, bo tylko zarejestrowani tam ludzie będą mogli mnie zrozumieć i zaakceptować.

Napisz do autora: lidia.pustelnik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...