Jak zarobić 1000 zł... dziennie? Ten biznes w branży mieszkaniowej to prawdziwa żyła złota

Na odbieraniu mieszkań można dobrze zarobić
Na odbieraniu mieszkań można dobrze zarobić Fot. Michal Lepecki / Agencja Gazeta
Nie istnieje coś takiego, jak mieszkanie bez wad. Dlatego laik nie powinien sam odbierać swojego wymarzonego M, ponieważ nie wyłapie nawet jednej dziesiątej usterek. Na takich czekają deweloperzy świadomi swoich niedoróbek, ale jednocześnie z tego powodu w Polsce kwitnie rynek firm zajmujących się odbiorami mieszkań. Ci, którzy się sprawdzają, chętnie są polecani przez klientów dalej, a marketing szeptany odgrywa w tej branży olbrzymią rolę.

– Gdybym zajmował się tylko tym, pewnie i tak zarabiałbym niezłą kasę – mówi naTemat pan Tomasz Zarembski z keyhome.pl, który zatrudnia kilkadziesiąt osób i prowadzi firmę zajmującą się remontami i wykończeniem mieszkań. Często jednak dokonuje także odbiorów. Nawet nie afiszuje się z tym w internecie, bo chętni sami dzwonią.


Z płynem do mycia na odbiór
Dzwonią sami, bo choć o odbiorach mieszkań mówi się mało, to branża, która nie wymaga specjalnego rozgłosu. Przecież wypadałoby, żeby ktoś na to wymarzone mieszkanie przed odbiorem zerknął. Ktoś, kto się na tym zna – niektórzy klienci nie rozumieją, że mogą zgłaszać porysowane okna czy ubytki w tynkach. Większość nie ma narzędzi, np. odpowiednio długiej poziomnicy, żeby sprawdzić poziom posadzki czy sufitu. Wreszcie właściwie nikt nie zna stosowanych w budownictwie mieszkaniowym norm. I dlatego właśnie odbiory mają takie wzięcie.

To rola osoby, która odbiera nasze mieszkanie, żeby wiedzieć, że np. tynk na suficie nie może być grubszy niż 15 mm, a na ścianach 30 mm. Warto także znać triki stosowane przez wykonawców, którzy przykładowo nagminnie zostawiają w mieszkaniach do odbioru brudne okna.
Tomasz Zarembski

Zawsze biorę ze sobą płyn do mycia szyb i myję okna, sprawdzam czy są rysy, czy ramy nie są zarysowane np. przez tynkarzy.

Tysiące mieszkań, miliony do wzięcia
Ponieważ mieszkań do wzięcia jest coraz więcej, rynek rośnie w oczach. Według obliczeń Home Broker od grudnia 2015 do listopada 2016 deweloperzy w całej Polsce oddali prawie 78 tys. mieszkań (wzrost rok do roku o 29,5 proc.!) oraz rozpoczęli budowę kolejnych 86 tys. To w zdecydowanej większości mieszkania od 40 do 60 metrów kwadratowych, z dwoma, trzema pokojami.

Odbiór takiego mieszkania w Warszawie lub w okolicach stolicy to wydatek rzędu 250–350 złotych. Nieco taniej jest w innych częściach Polski – w Krakowie lub we Wrocławiu mieszkanie można odebrać nawet od 150 złotych. Łatwo policzyć, że w całym kraju branża każdego roku ma do "wyjęcia" z budowy nawet kilkanaście milionów złotych przy bardzo niskich kosztach własnych.

Bo do pracy w odbiorze potrzeba tylko kilku narzędzi, choćby do mierzenia kątów czy płaszczyzn. Liczą się przede wszystkim własna wiedza i doświadczenie. – Dobrze być inżynierem z uprawnieniami, żeby móc pełnić funkcję inspektora nadzoru, bo do tego się tak naprawdę ta rola sprowadza. Ale wymagań formalnych nie ma, w prawie budowlanym nie ma takiego zawodu, to w zasadzie taki pomocnik. Można zaprosić wujka, który się zna, i będzie tak samo. Potrzeba wiedzy, doświadczenia i narzędzi, które są w polskich normach do sprawdzania tynków czy kątów – tłumaczy naTemat Przemysław Wyszkowski z fachowyodbiormieszkania.pl.

Najczęściej decydujemy się jednak na sprawdzonych fachowców. W "pakiecie" jest praktycznie wszystko. – Sprawdzam kąty, robię odwierty w tynkach, mierzę ich grubości, sprawdzam posadzki – mówi Zarembski. Do tego dochodzi znalezienie pęknięć, ubytków, sprawdzenie wentylacji czy wyszukanie rys na oknach.

– Sam kupiłem mieszkanie na 30 lat w kredycie. Często tłumaczę klientom: dajecie pół miliona, 600 tysięcy, a nawet więcej. Jak kupujemy wypasioną brykę, a ona gwiżdże na autostradzie, bo mamy krzywe drzwi, to zwracamy ją. Mieszkanie to nie jest taka prosta sprawa, ale chociaż te normy powinny być zachowane – podkreśla Zarembski.

Warto być koszmarem dewelopera
Dotrzeć do klienta można przez internet. Praktycznie każda firma – nieważne czy chodzi o dużą spółkę czy jednoosobową działalność – ma swoją witrynę. Im lepiej wypozycjonowana w wyszukiwarce Google, tym więcej telefonów od zainteresowanych.

Niektóre firmy idą dalej – prowadzą na Facebooku profesjonalne profile, na których zamieszczają zdjęcia... odebranych lokali wraz z listą odnalezionych usterek.
Zdecydowanie istotniejsze są polecenia od zadowolonych klientów. Jeden zadowolony z odbioru – czyli z takiego, na którym deweloper zostanie zasypany usterkami – przekaże numer kolejnej osobie, która przygotowuje się do tego samego. – Pracuję w tym prawie dziesięć lat, mam dużo poleceń – potwierdza Wyszkowski. Bardzo często jeden fachowiec potrafi odebrać dosłownie pół nowego osiedla. Dla takich przypadków przewidziane są zresztą zniżki. Na grupowym umawianiu się można zaoszczędzić kilka złotych, a fachowiec ma wtedy cały dzień pracy. Zarembski twierdzi, że na 60-metrowym mieszkaniu schodzi mu się około dwóch godzin. W ciągu dnia fachowiec może wykonać nawet kilka odbiorów, choć to zależy od liczby usterek. Wtedy zarobek gwałtownie rośnie – to już setki złotych, a nawet około tysiąca.

Z drugiej strony zdarzają się przestoje, zwłaszcza latem. – Czasami jest jeden odbiór (w ciągu dnia – red.), czasami dwa, czasami zero – przyznaje Wyszkowski. Lepiej jest pod koniec roku, kiedy deweloperzy próbują wypchnąć na rynek jak największą ilość mieszkań.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...