"Kocham cię słońce i przepraszam". Mąż wczoraj zmarł na czerniaka, żona została z 270 tys. zł długów

Antek i Aleksandra Bartoszewiczowie. Razem walczyli z chorobą.
Antek i Aleksandra Bartoszewiczowie. Razem walczyli z chorobą. Fot. archiwum prywatne
Ciągle słyszymy, że ktoś walczy z ciężką chorobą, zbiera środki na leczenie, rehabilitację czy drogi zabieg za granicą. Czasami walka kończy się wygraną, dojściem do zdrowia. Jednak często choroba wygrywa. To szczególna tragedia dla młodych rodzin, gdzie zostają małe dzieci, wdowcy i wdowy.

Po takiej walce zostają z długami, bo brali kredyty na leczenie, albo zwyczajnie nie mają środków do życia, bo chory małżonek był jedynym żywicielem rodziny. O ile wiele osób pomaga w czasie choroby, o tyle, gdy wiadomo, że wygranej nie będzie, krąg chętnych do pomocy po prostu się kurczy.



Jeszcze w grudniu ubiegłego roku 41-letni Antek Bartoszewicz opowiadał mi, że na czerniaka, nowotwór skóry, choruje coraz więcej osób, że on jest jednym ze starszych pacjentów, którzy wyczekują pod gabinetem lekarskim w Centrum Onkologii. Przestrzegał przed nadmiernym opalaniem. Wiedział, że przy zaawansowanym czerniaku terapia, którą dostał w ramach badania klinicznego, przedłuża mu życie.

– Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to leczenie jest kupowaniem czasu, ale bez niego nie rozmawialibyśmy dzisiaj – tłumaczył. I rzeczywiście, gdyby nie dostał tego leczenia, pewnie żona i dwójka małych dzieci mogliby krócej cieszyć się jego obecnością.

Choroba nie dała za wygraną
Niestety, choroba powróciła ze zdwojoną siłą. Jak opowiadała mi Aleksandra Ostrowicz-Bartoszewicz, żona Antka, wszystko wydarzyło się bardzo szybko i dość niespodziewanie.
Aleksandra Ostrowicz-Bartoszewicz
Żona Antka chorego na czerniaka

Pierwszego dnia Świąt Bożego Narodzenia nagle nie mógł sam podnieść się z łóżka, miał niedowład obu nóg, brak czucia od pasa w dół, nie trzymał potrzeb fizjologicznych. Tomografia wykazała progres choroby, tym samym chemioterapia została zakończona. Antek dostał jeszcze naświetlania na kręgosłup, które miały zmniejszyć ból, a także podjęliśmy próbę leczenia immunoterapią - był po pierwszej dawce, kolejne miały być co 3 tygodnie. Mąż dostał wtedy skierowanie do hospicjum domowego.

Lekarze nie pozostawili złudzeń. Nie byli w stanie wiele zrobić i Antkowi nie zostało już wiele czasu. Jak to się elegancko mówi, rodzina usłyszała: "rokowania są bardzo niekorzystne".

– Antek nie da rady otworzyć oczu, ale ciągle mówi mi: "kocham cię słońce i przepraszam". Nauczyłam się żyć chwilą. Nie wiem, co będzie jutro, jak to będzie. Przeraża mnie to wszystko. Nie śpię. Nie mogę. Cały czas czuwam. Trochę tak, jak matka przy malutkim dziecku. Antek jest dorosłym mężczyzną, ale to jest trochę podobna sytuacja – mówiła Aleksandra. To było dzień przed śmiercią jej partnera.

Dodawała, że najtrudniej jest to wszystko wytłumaczyć dzieciom. Dziewięcio- i siedmiolatek zadają wiele pytań w związku z chorobą taty, ale to nie są głupie pytania. Chcą wiedzieć, czy jak tato odejdzie, mama będzie stawiać dodatkowe naczynie przy stole podczas posiłków...

Stracili ojca i dach nad głową
Umieranie ojca i męża było tragedią dla tej młodej rodziny. Odszedł 17 stycznia wieczorem. W domu, otoczony przez swoich bliskich. Jednak Aleksandrę i jej dzieci oprócz utraty bliskiej osoby może spotkać też dodatkowy, ogromny problem. Mogą stracić dach nad głową. Nie mają z czego żyć.

Sama choroba Antka nie "wykończyła" ich finansowo, bo dostawał drogie leki w ramach badań klinicznych. Jednak Aleksandra, żeby zająć się mężem, rzuciła pracę. Do wczoraj, kiedy Antek jeszcze żył, utrzymywali się z jego pensji, ponieważ z powodu choroby był na zwolnieniu lekarskim. Najgorsze jest to, że wzięli mieszkanie na kredyt.

Antek odszedł, a Aleksandra nie ma za co spłacać kredytu, może razem z dziećmi zostać bez dachu nad głową. Do spłaty zostało jeszcze 270 tys. zł. Niestety, kredyt nie miał zabezpieczenia w postaci ubezpieczenia na życie kredytobiorców.

Kiedy Antek jeszcze żył, Aleksandra nie chciała o tym myśleć. Najważniejszy był mąż i to, żeby mogła być z nim jak najdłużej, żeby dzieci jak najdłużej mogły mieć tatę. Teraz, kiedy umarł, jest rozpacz. O rodzinie myślą jednak przyjaciele, którzy za nic w świecie nie chcą, żeby dzieci i matka zostali bez dachu nad głową. Dlatego zorganizowali dla nich zbiórkę pieniędzy. Żeby można było spłacić kredyt mieszkaniowy.

Chcą pomóc
Sąsiedzi próbują znaleźć prace dla Aleksandry. Na razie, z powodu śmierci męża, kobiecie trudno zadeklarować, kiedy mogłaby ją zacząć.

W związku ze zbiórką dla Aleksandry i jej dzieci, kobieta musi odpowiadać na wiele pytań internautów. Mimo, że ma tak trudną sytuację, wielu jej dokucza, żąda ujawniania intymnych szczegółów z życia. Zupełnie jakby w wielu z nas nie było choć grama wrażliwości na cierpienie i trudną sytuację innych.

Pomagajmy chorym cierpiącym, ale nie zapominajmy też o tych, którzy zostają. Oni mają wielką wyrwę w sercu po stracie najbliższych, ale też czasami ogromne problemy finansowe z powodu walki z chorobą ukochanej osoby.

Od autorki: Jeśli chcielibyście pomóc rodzinie Antka, to można to zrobić wpłacając pieniądze na spłatę ich kredytu mieszkaniowego: zrzutka.pl

Napisz do autora: anna.kaczmarek@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...