Sprawdziłem akcję "Wymianę ciepła". To, co usłyszałem przywraca wiarę w ludzi. Zostaw zbędne ubrania na wieszaku

Darek wybrał koszulę i narciarski kombinezon. Czy je potrzebuje? Rozpiął kurtkę, aby pokazać, że jest tylko w jednym swetrze. Na odchodne dodał: – Też mam zbędne rzeczy. Przyniosę.
Darek wybrał koszulę i narciarski kombinezon. Czy je potrzebuje? Rozpiął kurtkę, aby pokazać, że jest tylko w jednym swetrze. Na odchodne dodał: – Też mam zbędne rzeczy. Przyniosę. Fot. Włodzimierz Szczepański/naTemat.pl
Zaczęło się przed ratuszem na warszawskiej Woli. Chwilę później akcja pojawiła się w innych miastach. Bo "Wymiana ciepła" jest banalnie prosta. Na wieszaku ustawionym na ulicy można zostawić zbędne rzeczy, a marznący po prostu mogą je zabrać. Przekonałem się, że to działa. I tam od 80-letniej pani Zofii usłyszałem słowa, które zastanowiły: – Bieda bierze się z braku miłości.

Przed ratuszem Warszawa Wola stoi niewielki namiot. Pod jego dachem na kilku wieszakach wiszą ubrania. Niektóre markowe jak kurtka Campusa, czy żółty szal z Pepe Jeans. W pudłach z trudem mieszczą się czapki i rękawiczki. Są nawet rzeczy dla dzieci. Wiele osób tylko przystaje, aby przeczytać tabliczkę przyczepioną do słupka namiotu: – "MARZNIESZ? Weź sobie ubranie. CHCESZ POMÓC? Zostaw ciepłą kurtkę, płaszcz, polar, sweter. Na WIESZAKU".



Mama znalazła sobie nowego faceta
Po chwili pojawia się młody mężczyzna z plecakiem. Przegląda rzeczy i wkrótce odchodzi zadowolony. – Wziąłem koszulę i kombinezon – mężczyzna pokazuje niebieski narciarski strój. – Naprawdę potrzebujesz? Marzniesz? – pytam. Rozpina kurtkę. – Patrz pan. Mam tylko sweter na sobie. W koszuli będzie cieplej.
Opowiada, że pochodzi z Pragi Północ. Ma na imię Dariusz i jest bezdomnym. Nocuje najczęściej u znajomego, o ile ten nie jest w pracy. Czasem musi szukać schronienia, gdy znajomy idzie do roboty na 24-godzinny. Darek, aby przeżyć zbiera puszki. – Bezdomnym zostałem przed Wielkanocą 2008 roku, gdy mama znalazła sobie nowego faceta – mówi. Przyglądam się mu uważniej. Jego ubranie jest w miarę czyste i patrzy przytomnym wzrokiem. Nie widać, aby pił. – Dostaję trochę wsparcia z opieki, ale dzięki tym ubraniom mogę zaoszczędzić – tłumaczy.

Pochwała prostoty wieszaka
Rozmowę przerywa pojawienie się młodej kobiety z ogromną torbą z Ikei. Wyjmuje z niej rzeczy. – Miałam kilka zbędnych ubrań. To świetna akcja i przy tym nie wymaga trudu. Kiedyś chciałam oddać ubrania i nie dosyć, że musiałabym jechać do punktów w mieście, to jeszcze należało je odpowiednio posegregować – opowiada Łucja.
– To rewelacyjna akcja – ktoś krzyczy za plecami. Odwracam się, a przed namiotem stoi mężczyzna w średnim wieku z dziewczynką. Mała w różowej czapce z pomponem zniecierpliwiona ciągnie mężczyznę za rękę. Tymczasem do namiotu wchodzi kolejna kobieta.
Starannie rozwiesza ubrania. Wyciąga rękaw kurtki i poprawia. – To po mężu i kilka moich rzeczy. Zajmowały tylko miejsce w szafie. Wyprałam je i postanowiłam przynieść – tłumaczy Gosia i pospiesznie odchodzi.

Warto się podzielić
Doganiam mężczyznę z dziewczynką. – Byliśmy z Zosią na lodowisku – wyjaśnia Piotr Jóźwiak. Okazuje się, że Zosia, to jego córka. – Jeśli mamy coś zbędnego, warto tym się podzielić – zachęca.
Jóźwiak od ponad 40 lat mieszka na Woli. Obserwuje swoją dzielnicę i wie, że wiele osób potrzebuje pomocy. Często też przechodzi koło namiotu "Wymiany ciepła". – To bardzo dobra akcja. Widzę, że wielu ludzi przynosi rzeczy, ale też sporo bierze – tłumaczy. Wracam do namiotu. Po drodze mija mnie dziewczyna, trzyma żółty szalik, który wisiał na wieszaku.

Jej odpowiedź mnie zaskoczyła
Z daleka widać, jak do pudła z rzeczami powoli podchodzi starsza kobieta, w jasnym płaszczu i żółtawym kapeluszu. Schyla się i podnosi rzeczy, które wypadły na chodnik. Otrzepuje je ze śniegu i starannie odkłada. Okazuje się, że kobieta urodziła się na Woli i nigdy, poza przymusową wywózką we wojnę, jej nie opuściła. Jest zadowolona, że pojawiła się taka akcja, bo boli ją widok masy ubrań porzucanych pod koszami na śmieci.
Wspomina, że kiedyś ubrania były luksusem. Wiele razy musiała przerabiać stare rzeczy, aby jej dzieci miały w czym chodzić. – Czy teraz jest więcej biednych niż przed laty? – pytam. Jej odpowiedź zaskakuje, bo nie narzeka na drożyznę, ciężkie czasy, problemy z pracą. – Bieda bierze się z braku miłości – tłumaczy. Przerywa na widok podjeżdżającego na przystanek autobusu. Przeprasza, że musi już iść. – Nazywam się Elżbieta Piekarska. Mam 80 lat – rzuca na odchodne.

Wziął czerwoną kurtkę
Pod dachem namiotu znów się zrobiło tłoczno. Dwie kobiety i mężczyzna rozmawiają po rosyjsku. – Jestem z Ukrainy – tłumaczy Aleks. Do Polski przyjechał przed trzema dniami.
Na Wschodzie zostały jego dzieci. – Tęsknię za nimi, ale w Polsce mogę więcej zarobić niż u nas – tłumaczy. Pokazuje na pękatą reklamówkę, z której wystaje czerwona kurtka. – Potrzebuję ubrania do pracy – wyjaśnia.

Wieszaki w całej Polsce
Pomysłodawczynią akcji na Woli jest Wiktoria Siedlecka-Dorosz. Przyznaje, że inspiracją była historia Zsigmond Gerloczy, który postawił wieszak na ulicy Budapesztu. Obejrzała newsa o nim i pomyślałam, że taką akcję można zrobić w Warszawie. We wtorek swoim pomysłem podzieliła się na Facebooku. Ku jej zaskoczeniu w środku nocy odpisał burmistrz Woli i zaprosił na spotkanie.
– My tylko udostępniliśmy namiot, aby przyniesione rzeczy nie mokły – skromnie dodaje Mariusz Gruza, rzecznik wolskiego urzędu. Tłok w namiocie świadczy, że akcja była potrzebna. Co więcej, podobne inicjatywy pojawiają się w innych punktach stolicy. Przyłączają się spontanicznie mieszkańcy innych miast Polski.

Coś więcej niż ciuchy
"Wymianę ciepła" śledzić można na profilu facebookowym. Jej powodzenie kryje się w prostocie.
Tymczasem proste gesty pod namiotem przy wolskim ratuszu powodują, że na akcję można spojrzeć zupełnie inaczej. Przywracają wiarę w ludzi. Darek przed odejściem powiedział: – Też mam zbędne rzeczy, które przyniosę.

Napisz do autora: wlodzimierz.szczepanski@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...