Za ciężkie pieniądze ryzykują życiem. Kulczyk i inni polscy milionerzy prowadzą bloga, na którym opisują swoje przygody

Sebastian Kulczyk na wyprawie w Patagonii
Sebastian Kulczyk na wyprawie w Patagonii YouTube
Zrzucani są helikopterem w samo serce Laosu. Później muszą sobie radzić sami. W Ugandzie mieszkają wśród lokalnej ludności (nie zawsze przyjaźnie nastawionej). Kto? Młodzi polscy milionerzy. Mają wszystko na wyciągnięcie ręki, ale potrzebują dodatkowego zastrzyku adrenaliny. Dlatego raz w roku wyjeżdżają w ekstremalną podróż.

Zamieniają garnitury na kurtki moro, wysiadają ze swoich bentleyów, przekazują ster swoich finansowych imperiów najbliższym współpracownikom. Potem wybierają dowolne miejsce na ziemi i zaszywają się tam na miesiąc. Nie mają żadnych ograniczeń, kieruje nimi wyłącznie fantazja.




Skąd to wiadomo? Majętni podróżnicy prowadzą bloga zatytułowanego po prostu: "Trzynastu". Wśród nich jest najbogatszy Polak, Sebastian Kulczyk, pomysłodawca wypraw. Inni to m.in. znany lekarz oraz prezes koncernu z wpływami w polityce.

Fragment bloga: "Trzynastu na Czarnym Lądzie":
"Dzień 14 - Moc Zambezi River. Po wczorajszym taneczno-kolacyjnym zapoznaniu się z VicFalls, jak nazywają w skrócie miasto tubylcy, dziś wcześnie rano ruszamy w poszukiwaniu wielkich emocji. Czuć dreszczyk podczas śniadania i omawiania koniecznego stroju. Ruszamy bowiem na Whitewater Zambezi Rafting - jeden z najbardziej znanych spływów pontonowych na świecie.
Uprzedzeni odpowiednio przez Grzybka, nabieramy respektu jeszcze przed wyjazdem. Szybko docieramy do biura firmy organizującej spływ. Wszyscy w dużym skupieniu słuchają wykładu przygotowującego. W bardzo wesoły, ale konkretny sposób przedstawiane są nam wszelkie zasady, których przestrzeganie zabezpieczyć ma nas przed odbyciem 'darmowej podróży do Oceanu Indyjskiego bez paszportu', czyli utopieniem się w nurcie rwącej rzeki lub byciem pożartym przez krokodyle".

Kilka lat temu Sebastian wraz z kolegami został zrzucony w środek azjatyckiego lasu w Laosie. Panowie mieli ze sobą jedynie składane pontony, namioty, wodę gazowaną w butelkach i bardzo mało gotówki. Przez kilka dni płynęli rzeką Mekong docierając aż do Kambodży. Kilka razy autentycznie ryzykowali zdrowiem. Ale podobno dopiero wtedy "czują, że żyją" – pozbawieni swoich złotych kart kredytowych, ochroniarzy, wpływów czy nadskakujących im "przyjaciół" biznesowych.

Dwa lata temu, podczas wyprawy do Afryki, "Trzynastu" spotkała niemiła przygoda: zostali napadnięci przez mieszkańców Namibii. Z opresji wyszli cało dzięki umiejętnościom negocjowania oraz elektronicznym gadżetom, które posłużyły jako prezenty. Po niemiłym przywitaniu tubylcy wreszcie zaprosili ich na noc do wioski. Pewnie niewielu z nich miało świadomość, że większość z ich gości posiadała majątek porównywalny z budżetem całej Namibii.

Fragment bloga "Trzynastu na Czarnym Lądzie":
"W końcu po południu odbijamy z głównej trasy i dojeżdżamy do wioski Himba. Jesteśmy w totalnym szoku, że są jeszcze jakieś miejsca na ziemi, w których czas się zatrzymał. I to 4000 lat temu. Nasza wizyta nie została ustalona wcześniej, więc zanim zostaniemy wpuszczeni do wioski musimy przeprowadzić negocjacje. Po ustaleniu, jakie są nasze intencje, wódz zaprasza nas do swojej chaty. Lub tego, co w naszym rozumieniu imituje takie miejsce.
Lokalsi są bardzo gościnni! Próbujemy nawet handlu wymiennego. Kobiety z plemienia pokazują nam swoje domostwa, sposób dbania o skórę, my przekazujemy im żywność i pokazujemy jak funkcjonuje dron. Seba przekazał wodzowi w ramach prezentu nóż. Zaczynamy bać się, czy wódz nie zrobi sobie nim krzywdy".

Obecnie majętni przyjaciele znajdują się na kolejnej wyprawie: tym razem w Patagonii. Jak wynika z bloga "Trzynastu 2017", milionerzy właśnie dotarli do miejsca w Chile, gdzie m.in kręcono "Zjawę" z Leonardo di Caprio. Po miesiącu w buszu, lodowatej wodzie albo na pustyni, wracają do swojego świata prywatnych samolotów, posiedzeń zarządu, czy zamkniętych rezydencji. Do "złotych klatek".
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...