PiS chce ograniczyć kadencje wójtów, burmistrzów i prezydentów. Śmiało, ale to samo powinno dotyczyć posłów i senatorów

Dwie kadencje dla prezydentów i burmistrzów? A dlaczego nie dla posłów i senatorów?
Dwie kadencje dla prezydentów i burmistrzów? A dlaczego nie dla posłów i senatorów? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Co z tego, że burmistrz czy wójt będzie rządził tylko dwie kadencje, skoro poseł z jego regionu będzie u władzy 12 lat albo dłużej? Sam szczyt lokalnej grupy trzymającej władzę wcale się wtedy nie zmieni, a przecież w tej rewolucji ma chodzić właśnie o to, by zlikwidować tworzące się "na dole" układy. "Zacznijcie od siebie" – to coraz głośniejsza odpowiedź samorządowców. Jak ma być sprawiedliwie, to niech będzie. Rekordziści siedzą w Sejmie niemal od 30 lat.

Idąc śladem burmistrzów, czy wójtów, powinno się skrócić ich kadencję z dwóch powodów. Po pierwsze niektórzy już od paru lat zasiadają w Sejmie czy Senacie, a zwykły Kowalski raczej ich nazwisk nie kojarzy. Na przykład Jerzy Polaczek, kiedyś minister transportu, posłem jest już szóstą kadencję. To, po Jarosławie Kaczyńskim, rekord najdłuższego stażu parlamentarnego w PiS.


I albo ci parlamentarzyści są tak mało aktywni, albo wręcz przeciwnie. Są aktywni, ale głównie w swoim rejonie. I tu wyłania się powód drugi. Ogromny wpływ posłów czy senatorów na samorządy, o czym przy skróceniu kadencji lokalnych włodarzy, zupełnie się nie mówi. A przecież część z nich ma wpływ na rządy w tych miastach. I to jak mało kto.

KADENCJA POSŁÓW DO SEJMU I SENATU POWINNA TRWAĆ NIE DŁUŻEJ NIŻ DWA LATA.

Opublikowany przez Irena Ziętara na 16 styczeń 2017
Senator i kolega prezydent
Przykład ze wschodniego krańca Polski. W Białej Podlaskiej, o której niedawno pisaliśmy, mocne wpływy ma senator Grzegorz Bierecki i wszyscy o tym wiedzą. Choć zasiada w Senacie dopiero drugą kadencję, już widać, jaką pozycję w mieście sobie wypracował i jak bardzo ma miasto pod swoją pieczą.

W Białej wystarczy rzucić hasło. I zaraz zaczynają się opowieści o tym, jak syn senatora Biereckiego i jego współpracownicy ze SKOK-ów pracują w kancelarii prawnej, która współpracuje z Urzędem Miasta. Lokalne media rozpisywały się też o Stowarzyszeniu Krzewienia Edukacji Finansowej, które wygrało konkurs na udzielanie mieszkańcom bezpłatnych porad prawnych. Wiceprezesem SKEF jest żona senatora, a jego bialski adres jest identyczny jak biuro parlamentarzysty.
Ostatnie wybory na prezydenta miasta też są z nim związane. "Obecnie dąży do wyrwania Białej Podlaskiej z rąk urzędującego prezydenta Andrzeja Czapskiego, by zastąpić go swym poplecznikiem Dariuszem Stefaniukiem" – pisano w 2014 roku. Bierecki jest twórcą fundacji Kocham Podlasie, Stefaniuk był jej dyrektorem, razem pracowali przy SKOK-ach – ujawniła "Wyborcza". Co ciekawe, w kampanii wyborczej Dariusz Stefaniuk (który dziś jest prezydentem i – przypomnijmy – przodownikiem programu Mieszkanie+) mówił o układach i układzikach, a także o rodzinno-towarzyskich klanach. Wtedy jeszcze był w miejskiej opozycji. I wtedy wcale mu się to nie podobało.
Dariusz Stefaniuk
z Biala24.pl

"Wiemy wszyscy, jak wygląda to u nas. Rodzinno-towarzyskie klany, obsiadające stanowiska. Układy i układziki. Samorządy dla samych stanowisk. Kiedy zaczynałem przygodę z samorządem, miałem głowę pełną pomysłów i nadziei. Szybko jednak się przekonałem, że nawet najlepsze chęci i pomysły opozycji przepadną głosami koalicji". Czytaj więcej

Dziś, pod dwóch latach, mieszkańcy opowiadają o żonie prezydenta, która od lipca ubiegłego roku zasiada w Radzie Nadzorczej Jelcza i jest jej wiceprzewodniczącą.

Poseł chce trzymać władzę twardą ręką
Ile w Polsce jest takich miast? Całych regionów? Kilka miesięcy temu opisywaliśmy pewną lokalną wojnę w Zamościu, w której było widać starcie dwóch sił – prezydenta miasta Andrzeja Wnuka i posła PiS od czterech kadencji, Sławomira Zawiślaka. – Mówi się, że poseł chciał obsadzić swoimi ludźmi stanowiska, a prezydent nie chciał się zgodzić i obsadzał swoimi, i tu najprawdopodobniej doszło do rozdźwięku. Najwyraźniej prezydent stał się niewygodny. Zawiślak chce trzymać władzę twardą ręką, chce mieć swoje rządy – mówił nam radny Adam Kutyla, członek SLD.

Na Opolszczyźnie mówi się o wielkich wpływach wiceministra Patryka Jakiego. Przypomnijmy głośne historie – jego asystent został wiceprezydentem Opola, jego kolega został dyrektorem regionalnego oddziału Totalizatora Sportowego, nie mówiąc o ojcu wiceministra, który został prezesem wodociągów w Opolu. Tu, za "Newsweekiem", cytowaliśmy wtedy słowa jednego z samorządowców. Generalnie opinia jest taka, że Jaki w Opolu jest wszechmogący:
Jeden z opolskich samorządowców

Wyrzyna PiS-owców jak kurczęta. W ratuszu i w spółkach, głównie energetycznych, rządzi ekipa Solidarnej Polski. I w ARiMR. I w Elektrowni Opole. I w Azotach. Zostawił im oddział publicznego radia i Urząd Wojewódzki. W Opolu każdy wie, że Solidarna Polska jest większa niż PiS. Że lepiej się dogadać z Patrykiem i coś dostać, niż z Patrykiem zadrzeć. Patryk jest skuteczny. Daje jeść. I ma długie ręce. Czytaj więcej

Itd. Itp. przykłady można mnożyć
Na Podlasiu mówi się z kolei o wpływach ministra Krzysztofa Jurgiela, choć przy głośnych zmianach w stadninach koni pisano, że wpływ na jego decyzje miał senator z Białegostoku Jan Dobrzyński, sam właściciel 11 koni.

W Zachodniopomorskiem czuć wpływy wicemarszałka Sejmu Joachima Brudzińskiego (czwarta kadencja). W rejonach Wałbrzycha – minister Anny Zalewskiej (w Sejmie trzecia kadencja). Itd. Itp. Przykłady można mnożyć, i to nie tylko po stronie PiS.

Ale to zwolennicy zwolennicy PiS grzmią teraz: "Czas przewietrzyć te samorządowe układy!". Tylko dlaczego wyłącznie kadencje burmistrzów, prezydentów, wójtów? W czym poseł czy senator różni się od demokratycznie wybranego włodarza gdzieś na skraju Polski? Bardzo często wybierają go ci sami ludzie.
"Niech sami dadzą przykład"
"Ograniczenie do dwóch kadencji jest jednak sprawą bardzo kontrowersyjną. Wbrew powszechnemu przekonaniu wcale w Europie nie ma powszechnie takich ograniczeń. Byłoby to dość wycinkowe, bo powinno dotyczyć też i posłów, urzędników publicznych więc temat jest do głębszej dyskusji – powiedział niedawno prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej cytowany przez portal walbrzych24.pl.

Takich głosów jest coraz więcej. Weekendowy łódzki "Express Ilustrowany" zrobił nawet sondę wśród lokalnych samorządowców. "Jeśli posłowie chcą zmian, niech sami dadzą przykład i wprowadzą także ograniczenia w Sejmie i w Senacie" – powiedział Henryk Brzyszcz, burmistrz Konstantynowa Łódzkiego. Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska: "Jestem za wprowadzeniem kadencyjności, ale także np. dla posłów i senatorów".

Jak rewolucja, to rewolucja. Tylko, czy ktoś tych głosów w ogóle posłucha?

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...