"Lidl w każdej gminie" – to nasz program narodowy? To, co się dzieje w tym mieście, pokazuje nowy trend

Sklepy sieci Lidl cieszą się popularnością w całej Polsce
Sklepy sieci Lidl cieszą się popularnością w całej Polsce Fot. Anna Kraśko / Agencja Gazeta
Siechnice to niewielkie, dwudziestotysięczne miasto na Dolnym Śląsku położone tuż pod Wrocławiem. Z powodu szybkiego rozwoju infrastruktura nie nadąża za napływem mieszkańców. Ci zorganizowali się więc sami i piszą do polskiego szefostwa dyskontu oraz proszą o otwarcie sklepu. To jednak tylko przykład większego trendu – Polacy kochają dyskonty i chcą koło nich mieszkać, a sam Lidl budzi olbrzymie emocje.

Niewielka miejscowość, której mieszkańcy domagają się budowy Lidla, jest jedną z najszybciej rozwijających się w Polsce. W ciągu kilku lat liczba mieszkańców wzrosła o połowę. Siechnice puchną, ale w okolicy na ten moment nie ma szkoły średniej, funkcjonuje jedynie niewielka biblioteka, oferta sportowa praktycznie ogranicza się do dwóch ogólnodostępnych boisk.

Ale największym problemem jest to, że nie ma gdzie robić zakupów, bo przecież to jest nasza codzienność Choć w okolicy jest choćby Biedronka, mieszkańcom brakuje przede wszystkim Lidla.

Sami się skrzyknęli
Miejscowym jedno trzeba oddać. Są naprawdę zorganizowani. Założyli fanpage na Facebooku o nazwie "Siechnice chcą Lidla". Lubi go niespełna 700 osób, co w tak małej miejscowości nie jest złym wynikiem.

Ponadto powstała petycja skierowana do prezesa Lidla w Polsce Maksymiliana Branieckiego. Dotyczy oczywiście budowy sklepu. Podpisy są zbierane od końcówki grudnia. Można je składać w internecie oraz w aż 25 miejscach w okolicy – m.in. w gimnazjum w Siechnicach, lokalnych salonach fryzjerskich, aptece czy w urzędzie miejskim.

Ten ostatni punkt jest istotny, bo w sprawę zaangażował się właśnie ratusz. Na oficjalnym profilu gminy na Facebooku mieszkańcy kilka dni temu zostali poinformowani, że zostało im tylko kilka tygodni na złożenie… "bezcennego podpisu".

Piszą o akcji Siechnice chcą Lidla i Gmina Siechnice :) Macie jeszcze tylko kilka tygodni na złożenie bezcennego...

Opublikowany przez Gmina Siechnice na 18 styczeń 2017
W sprawę włączył się również burmistrz Milan Ušák, który wysłał w tej sprawie list do Lidla i zadeklarował wsparcie administracyjne dla inwestycji. – To dla mnie naturalne, że ta inicjatywa powinna się cieszyć moim poparciem, bo rzecz dotyczy zwiększenia dostępu do dóbr i usług. Jest potrzeba społeczna, wśród wielu innych, które są zaspokajane lepiej lub gorzej – mówi naTemat Ušák.

Jak dodaje, nie rozumie niepochlebnych komentarzy internautów, które pojawiają się w sieci choćby pod artykułem "Gazety Wrocławskiej" w tej sprawie. – Uważam za absurd to, co się dzieje w mediach na ten temat. Jakaś część społeczności lokalnej uważa, że brakuje jakiegoś marketu i to jest sprawa tych klientów, którzy wymyślili sobie, że chcą taki sklep. Ktoś robi z tego burzę. O różnym wydźwięku, że to zaścianek, prostactwo, żenujące.

Sklep półkę wyżej
Marketingowcom Lidla udała się jednak rzecz zaskakująca. Jak wynika z treści petycji, mieszkańcy Siechnic uważają niemiecki market za sklep "o wysokim standardzie", choć w rzeczywistości to dyskont.

"Z uwagi na wysoki przyrost liczby mieszkańców, zgoda Państwa na podjęcie się tej inicjatywy umożliwiłaby, osobom zamieszkałym na terenie Gminy Siechnice możliwość dokonywania zakupów w wysokim standardzie reprezentowanym przez sklepy Lidl" – czytamy w tekście petycji.

A może po prostu lubią łowić okazje – a te w dyskontach rzeczywiście potrafią zawrócić w głowie. Sieć kojarzy się z ciągłymi promocjami i cotygodniowym wysypem nowych ofert. O tym, jak to się może skończyć, przypomina choćby słynna w całej Polsce bitwa o karpie.
Takie i podobne sceny jednak nikogo nie zniechęcają do zakupów.

Pod domem market lepszy od biblioteki
Okazuje się wręcz, że osiedle, w pobliżu którego nie ma Lidla bądź innego "modnego" sklepu, traci na prestiżu.

Wystarczy spojrzeć na schematyczne mapy, które deweloperzy w całej Polsce chętnie umieszczają na stronach swoich inwestycji. Obrazują one lokalizację powstających budynków, ponadto na mapach umieszczane są ikony symbolizujące parki, szpitale, szkoły i sklepy. Bibliotek czy teatrów tam nie znajdziemy, bo i Polacy wolą spędzać czas w sklepach.
– Ten czynnik (dostęp do oferty kulturalnej – red.) jest o wiele mniej istotny dla kupujących, niż lokalizacja przystanków komunikacji miejskiej, osiedlowych sklepów, centrów handlowych, szkół oraz przedszkoli. Gdyby klienci firm deweloperskich zwracali dużą uwagę na odległość do instytucji kulturalnych, to odpowiednie informacje byłyby bardziej akcentowane w ofertach deweloperów – mówi naTemat Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Andrzej Prajsnar, RynekPierwotny.pl

Polacy niezbyt chętnie korzystają z klasycznej oferty kulturalnej. Według badania "Praktyki kulturalne Polaków" z 2014 roku, około 15 proc. naszych rodaków deklaruje wizyty w filharmonii jako sposób spędzenia wolnego czasu. Analogiczny wynik dotyczący biblioteki, muzeum oraz teatru wynosi odpowiednio 38 proc., 29 proc. i 26 proc.. Dla porównania, 87 proc. respondentów zadeklarowało wizyty w centrum handlowym jako sposób spędzania wolnego czasu.

Taką drogę wybraliśmy
Podobnych akcji do tej, która trwa w Siechnicach, w przyszłości będzie więcej. Jak tłumaczy w rozmowie z naTemat profesor Bohdan Jałowiecki, socjolog miasta, odpowiada za to zjawisko suburbanizacji.

– Mieszkańcy miast, zmęczeni hałasem czy zanieczyszczeniem powietrza, przenoszą się na peryferie. To wiąże się z większą ilością miejsca, to daje przestrzeń. Jest ciszej i spokojniej, ale to powoduje również liczne trudności, przede wszystkim z dojazdem do pracy. Jednocześnie jeżeli dostateczna ilość osób przeniesie się na przedmieścia, to mają oni uprawnione żądania, żeby doprowadzić drogę, otworzyć szkołę, poprawić infrastrukturę itd. – tłumaczy.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...