Warszawa już nie przyciąga jak magnes. Oni znaleźli gdzie indziej lepsze życie, lepszą pracę, lepsze zarobki

Utarło się, że to Warszawa daje największe możliwości, ale to niekoniecznie musi być prawda
Utarło się, że to Warszawa daje największe możliwości, ale to niekoniecznie musi być prawda Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Wolniejsze tempo życia, mniejsze korki, niższe ceny mieszkań, ale też większy spokój i prywatność. No i nie ma tego "nowobogackiego sznytu". To i wiele innych rzeczy dostaniemy, jeśli zdecydujemy się nie budować kariery w stolicy Polski. Badania potwierdzają, że Warszawa nie jest już polskim miastem pierwszego wyboru w kwestii migracji za pracą.

Warszawa przegrała w badaniu z Wrocławiem i Trójmiastem – wynika z zestawienia przygotowanego przez firmę rekrutacyjną Antal. 39 proc. z nas chętnie przeniosłoby się za pracą do Wrocławia, 36 proc. do Trójmiasta, a do Warszawy 31 proc. Od stolicy nieznacznie mniej atrakcyjny okazał się Poznań (28 proc.). Niespodzianka? Chyba tylko z punktu widzenia mieszkańca stolicy, który jest przekonany, że mieszka w centrum wszechświata.

Żeby zarobić więcej niż w Warszawie, nie trzeba wyjeżdżać z Polski
– W Warszawie nikt mi tyle nie zaproponuje – mówi mi 27-letni Paweł, który do Warszawy trafił prosto po liceum i od razu zaczął pracę w korporacji. Szybko się rozwinął i zajął się pracą na pograniczu IT i reklamy.

Właśnie przerwał tę stołeczną karierę i pakuje się do Gdańska. – Dostałem lepszą ofertę niż w Warszawie. Nie sądziłem, że będę ruszał się ze stolicy do innego miasta w Polsce. Spodziewałem się raczej, że następny przystanek będzie za granicą – mówi. Firma, w której podejmie pracę, zajmuje się online marketingiem. Zatrudnia na całym świecie 300 osób i ma ponad 300 tys. klientów w 170 krajach. Spółka powstała właśnie w Trójmieście i tam została.– Gdańsk skusił mnie zarówno zarobkami, jak i stanowiskiem oraz związanymi z nim możliwościami rozwoju. Z zawodowego punktu widzenia to dla mnie ogromny przeskok. – podkreśla Paweł i opowiada, że miał w przeszłości ofertę nawet z Dubaju, gdzie "kuszono go petrodolarami", ale odmówił. Jak przekonuje, za dużo stopni na termometrze i za mało alkoholu.

Jego przypadek jest o tyle interesujący, że nawet nie szukał innej pracy. To praca sama go znalazła, a on dał się skusić.
Paweł

Warunki są tak dobre, że byłbym na siebie zły, gdybym jednak nie spróbował.

Z drugiej strony jest to dla niego skok na głęboką wodę. – Nie znam nikogo, nie znam nikogo z pracy, w Gdańsku tak naprawdę poza rozmową kwalifikacyjną byłem raz. I wtedy nie podobało mi się – opowiada.

Ale teraz nastawiony jest dobrze. – Jest miło, spokojnie, jest morze, mam chatę w lesie, trzy kilometry od biura i kilometr do plaży, jest mniej samochodów, żyje się wolniej i spokojnie. Ale to czy mi się spodoba, to dopiero się okaże.
Bałtyk jak magnes
O tym, że Trójmiasto to dobry wybór, wie już od dawna inny 27-latek, Bartek z Puław. Kiedy wszyscy po liceum tłumnie ruszyli do stolicy, on nie wysiadł z pociągu i pojechał dalej – do Gdyni. To cztery razy dalej z jego domu niż do Warszawy.
– Chodziło o klimat. Słyszałem, że w Gdyni się dobrze żyje – przekonuje mnie. Studiuje na Akademii Morskiej i jednocześnie pracuje. Ma etat w branży IT, dodatkowo dorabia jako specjalista od nagłośnienia. I nawet przez chwilę nie żałował wyjazdu nad morze, zwłaszcza że Warszawę kilka razy odwiedził i ma porównanie.
Bartek

W Gdyni jak wstaję codziennie, to nie chce mi się płakać. A w Warszawie mi się chciało.

W jego opinii Trójmiasto ma ofertę dla każdego. – Przede wszystkim masz duży wybór tego, co możesz robić i nawet jeżeli nie masz pomysłu na siebie, to on się sam trafi nad tym morzem. W Gdyni powstaje dużo nowych firm, różnych start-upów itd. W Sopocie możesz się porządnie wybawić, a jak pracujesz w gastronomii to nigdy nie będziesz bezrobotny. Stawki są takie jak w Warszawie albo i lepsze. A jak mieszkasz w Gdyni, to masz tanie mieszkanie. Z kolei w Gdańsku codziennie możesz cieszyć się kulturą, zabytkami.

Gdynia – złoty środek w Trójmieście i w Polsce
Akademia Morska ściągnęła do Trójmiasta (a konkretnie również do Gdyni) także 26–letnią Paulinę z Suwałk. W jej przypadku to właśnie uczelnia przeważyła – w grę wchodził jeszcze jedynie Szczecin.

Dzisiaj ma na koncie dyplom nawigacji i pracuje może nie w zawodzie, ale w branży. – Szukam ludzi do pracy na statkach, pozostaję w temacie – mówi.

W Gdyni od początku podobał się jej rozmiar miasta, które jest trochę na uboczu całego Trójmiasta. – Gdańsk ma starówkę, to miasto z historią, Sopot imprezownia, a Gdynia zawsze na uboczu. Z biegiem czasu się przekonałam, to miasto w którym się dobrze czuję. Choć początki wcale nie były łatwe. Bo kiedy znajomi pojechali do Warszawy, ona ruszyła sama nad Morze Bałtyckie.
Paulina

Jechałam na studia sama, nie znałam zupełnie nikogo, dopiero na miejscu okazało się, że jest tam kilka osób z Suwałk. Ale wyszło również, że nie jestem w tym mieście taka mała. To nie jest takie duże miasto, można się łatwo odnaleźć i praktycznie już na pierwszym roku nie czułam się obca.

W Warszawie od razu trafiasz do szufladki
– Do Wrocławia historycznie przyjeżdżali ludzie z różnych stron. Tutaj nie traktują cię ze względu na twoje pochodzenie, tylko za to kim jesteś. Nie ma słoików – mówi 30–letni Kuba, który we Wrocławiu jest już od 12 lat.

Do stolicy Dolnego Śląska pojechała za nim dziewczyna, która obecnie jest już jego żoną i mają razem dwójkę dzieci. Aleksandra, co istotne, widziała się w Warszawie, ale dla chłopaka zrezygnowała z tych ambicji.

– Jestem zadowolony, jeśli chodzi o życie. Nikt tak nie pędzi, ludzie są życzliwi, wyścigu szczurów nie widzę – twierdzi. Nie widzi go, choć pracuje w bankowości, a konkretnie w Deutsche Banku. – Z pracą ogólnie nie ma problemów, są biura dużych koncernów, korporacji – podkreśla.
Z Wrocławia nie wyjechał, choć myślał nawet o Warszawie.
Kuba

Rozważałem wyjazd do Warszawy, ale przeraził mnie ten "nowobogacki sznyt".

– Pracowałem też za granicą, gdzie sprzątając zarabiałem więcej niż niektórzy w Polsce w bankach. Koniec końców chciałem tutaj zostać. To ładne miasto, są ładne dziewczyny, jest tu historia. Chociaż jak idziesz do kościoła w Krakowie, to tam są napisy po polsku, gdzieś leży taki i taki hetman, a tutaj wszystko po niemiecku – śmieje się.

Był w rozkroku, odrzucił Warszawę i wybrał Poznań
Marcin ma 29 lat i jest fotografem. Ma narzeczoną, mieszka w stolicy Wielkopolski. Do Poznania pierwotnie ściągnęła go możliwość nauki – W Warszawie, kiedy ponad dziesięć lat temu wybierał się na studia, zwyczajnie nie można było studiować fotografii. Ponadto nasłuchał się dobrych opinii o poznańskiej ASP.

I kiedy skończył już szkołę i zaczął pracę w zawodzie, zapragnął pojechać do stolicy i odnieść sukces. W Warszawie wytrzymał jednak rok.
– Kiedy przeprowadziłem się, zaczepiłem się w Agorze, ale ciągle miałem zlecenia z Poznania, więc jeździłem tam pracować. Wyjechałem, ale nigdy nie wyjechałem. Zawodowo byłem rozerwany, zostałem jedną nogą w Poznaniu – wspomina.

Choć jest przekonany, że akurat w jego zawodzie Warszawa daje większe możliwości, polubił życie w Poznaniu.
Marcin

Odczułem to przez ten rok w Warszawie, że mogę brać udział w lepszych projektach w tej branży. Co mi jednak przeszkadzało – wielkość miasta. Tutaj w Poznaniu wszystko mogę załatwić w ciągu godziny. Tam mieszkałem najpierw na Starym Mokotowie, później Kabatach, i chociaż zawsze miałem samochód czy blisko do metra, traciłem dużo czasu.

Na dodatek to, co zarabia w Poznaniu, w zupełności wystarcza mu na godne życie. – Ja mam własną działalność, jestem freelancerem. Więc tak naprawdę wiem, ile zarobiłem, dopiero jak dostanę PIT i podzielę go przez dwanaście (miesięcy – red.) – twierdzi.

– Na pewno nie jest tak, że żyję od pierwszego do pierwszego. Mogę coś odłożyć, zresztą muszę odkładać na wymianę sprzętu, żeby był "aktualny" – podsumowuje.

Napisz do autora: piotr.rodzik@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...