Zaczynasz chodzić na fitness – podejście numer milion? Tym razem się uda!

Fot. 123rf.com / fotomircea
W sporcie od pierwszego wejrzenia zakochuje się niewielu, ale to nie znaczy, że miłość nie istnieje – przekonuje trenerka i dietetyczka Joanna Ciszczoń, pytana o to, dlaczego karnety na siłownię po miesiącu czy dwóch zazwyczaj kończą jako zakładki do książek. Jeśli więc masz za sobą kilka(naście) nieudanych romansów z fitnessem, nie przejmuj się! Prawdziwa miłość jeszcze przed tobą. Znajdziesz ją dużo szybciej, jeśli dostrzeżesz możliwości tam, gdzie wcześniej piętrzyły się przeszkody.

Stawiaj cel - realny
Znalezienie powodu do ćwiczeń to jedno. Wytrwanie w przekonaniu, że jest on wystarczający, aby regularnie wylewać z siebie siódme poty – to drugie. Joanna Ciszczoń przekonuje, że motywację utrzymamy tylko wtedy, gdy cel będzie w miarę realny: – Cel warto podzielić sobie na etapy. Jeśli chcemy schudnąć docelowo 20 kilogramów, zacznijmy od trzech – tłumaczy.
Joanna Ciszczoń
trener i dietetyk

Wiele osób ma tendencję do robienia na starcie wielkich planów: będę ćwiczyć pięć razy w tygodniu i przestrzegać diety tysiąca kalorii. W tak drakońskich postanowieniach wytrwamy może z tydzień. Potem zostanie nam tylko frustracja, że nie jesteśmy w stanie wykonać z góry założonego planu.

Nie ufaj celebrytom
Ćwiczyć można wszędzie – przekonują cyber-trenerzy, monetyzujący swoją obecność w mediach społecznościowych. Jaki skutek przyniosą takie ćwiczenia – to kwestia dyskusyjna, przynajmniej w przypadku tych mniej zdyscyplinowanych.
– Jasne, można ćwiczyć w domu, ale czy to będzie sprawiało nam radość? – dodaje Joanna Ciszczoń. – Czy patrząc na stojący w sypialni rowerek stacjonarny rzeczywiście nie będziemy mogli się codziennie doczekać, kiedy na niego wsiądziemy? Bardziej prawdopodobne, że taki ćwiczenia będą polegały na odliczaniu, kiedy w końcu z niego zsiądziemy. Z takim podejściem za dwa tygodnie nasz rowerek zmieni się w wieszak – podkreśla.



Z dystansem podchodźmy również do popularnych ostatnio aplikacji, które obiecują nam zaledwie kilka minut treningu w ciągu dnia i świetne efekty. Nie oszukujmy się – bez wylania litrów potu podczas ćwiczeń, naprawdę trudno będzie nam osiągnąć wymarzoną sylwetkę.

Motywacji do ćwiczeń warto szukać poza domem. Świadomość, że zajęcia zaczynają się i kończą o określonej porze sprawi, że mentalnie przygotujesz się, aby to właśnie wtedy dać z siebie wszystko. Poza tym, pod czujnym okiem żywego trenera trudniej o małe treningowe „oszustwa”.

Nie odpuszczaj
Ćwiczyć każdy może, a wymówki, że „to nie dla nas” włożyć należy między bajki raz na zawsze. „Nie dla nas” może być konkretny typ aktywności, albo konkretny trener, albo miejsce, albo jeszcze coś innego, co można wyeliminować. Problem może pojawić się wtedy, gdy na fali początkowego entuzjazmu opłaciliśmy cały miesiąc crossfitu albo sztuk walki, które już po pierwszych zajęciach kompletnie nam nie podchodzą. Podobnie jest w przypadku kilkumiesięcznych karnetów w jednej siłowni – po jakimś czasie samo miejsce może nam się zwyczajnie znudzić. Mając w pamięci takie doświadczenia, warto sprawdzić, czy nasz pracodawca oferuje możliwość wykupienia np. karty MultiSport. – Zaletą kart programów typu MultiSport jest to, że możemy sprawdzić różne rodzaje zajęć, przetestować kilku instruktorów – tłumaczy Joanna Ciszczoń.
Joanna Ciszczoń
trener i dietetyk

Mamy różne preferencje, potrzeby. Dany rodzaj aktywności nie musi przemawiać do wszystkich. To co dają nam takie programy, to możliwość skorzystania również z innych typów aktywności - jednemu bardziej podejdzie basen, kto inny zapała dziką miłością do squasha. Ale żeby się o tym przekonać - trzeba spróbować.

Nie słuchaj wujka Google
Zanim wybierzesz się na pierwsze zajęcia – skonsultuj się z żywym trenerem, a nie awatarem na internetowym forum. Kilka minut rozmowy może uchronić cię przed kontuzją, a przede wszystkim – spadkiem motywacji.
Joanna Ciszczoń
trener i dietetyk

W internecie mamy całe mnóstwo samozwańczych ekspertów. Korzystania z ich niesprawdzonych porad nie polecam. Kiedy już wybierzemy konkretny klub i zdecydujemy, które zajęcia najbardziej do nas przemawiają, warto skonsultować się z instruktorem. Ten powinien nas wypytać o kontuzje czy przebyte choroby i poinformować o ewentualnych przeciwwskazaniach do wykonywania danego rodzaju ćwiczeń.

Nie zapominaj, że rodzina - to jest siła
Brak czasu – dla siebie, dla rodziny, to standardowy powód rezygnacji z zajęć, a tak naprawdę najprostsza wymówka, żeby nie zrobić kolejnych 50 pompek i nie przebiec kolejnych 5 kilometrów. Prawda jest taka, że na zajęcia równie dobrze możesz chodzić z mężem czy żoną, a nawet zabierać ze sobą dzieci – wiele klubów organizuje opiekę nad najmłodszymi, podczas gdy rodzice ćwiczą. Starsze można z powodzeniem zabrać na zajęcia ze sobą, zwłaszcza jeśli im również wyrobimy karty sportowe.
Joanna Ciszczoń
trener i dietetyk

Zajęcia dla par, jak najbardziej, istnieją. Można się wybrać na przykład na pump, czyli ćwiczenia z wykorzystaniem sztang. Panowie i panie mogą ćwiczyć jednocześnie, dostosowując wykorzystywane obciążenie do własnych możliwości. Podobnie jest z zajęciami na rowerach stacjonarnych.

Jeżeli jednak zdecydujesz się, by tajemnice klubu fitness odkrywać samodzielnie, pamiętaj, by nie narzucać sobie od razu szaleńczego tempa. Są zajęcia, na których poradzą sobie wszyscy, na przykład Bodyshape – zajęcia wzmacniające na wszystkie grupy mięśniowe, czy ABT – zestawy ćwiczeń na brzuch, uda i pośladki. „Bezpieczny” jest także pilates. Nawet, jeśli żadna z tych opcji na pierwszy rzut oka nie wydaje się ci kusząca – spróbuj. Miłość jest w końcu ślepa.

Artykuł powstał dzięki uprzejmości firmy Benefit Systems.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...