"Populacja Szwedów się zmniejsza. Potrzebujemy imigrantów na naszym rynku pracy". Oto inne oblicze integracji w Szwecji

Szwecja zawsze była wzorem polityki integracyjnej.
Szwecja zawsze była wzorem polityki integracyjnej. Fot. Shutterstock
Po publikacji artykułu o sytuacji w Malmö otrzymałam wiele sygnałów od czytelników, którzy nie zgadzają się ani z taką wizją miasta, ani z takim przedstawieniem problemu imigrantów w Szwecji. Historia wywołała skrajne emocje, choć sam fakt, że w mieście utworzył się polski oddział partii przeciwnej imigrantom też pokazuje skalę tych emocji na miejscu. Bo tak niektórzy właśnie widzą dzisiejsze Malmö. Moim celem nie było jednak podważanie szwedzkiego modelu integracji, który, od lat wiadomo, jest najlepszy na świecie i dla wielu państw mógłby być wzorem. I do tej pory się sprawdzał.

"Mieszkałem w Szwecji ponad 30 lat. Ponieważ w Rosengarden – dzielnicy imigrantów – znajdował się polski kościół katolicki, często tam bywałem, a raz w miesiącu ksiądz przyjeżdżał do nas, znałem więc to miejsce. Na dodatek, byłem nauczycielem języka polskiego i razem z imigrantami z całego świata, uczyliśmy 30 różnych języków. Zachowałem wspaniałe wspomnienia" – to list jednego z czytelników, który od ponad 10 lat mieszka już w Polsce.



Nikt tego nie podważa. Szwecja zawsze była dumna ze swojej otwartości i tego modelu integracji, który wypracowała przez lata. A także z przybyszów, którzy się tu osiedlili, pracują, mają wkład w społeczeństwo. Każdy ma być równy i mieć równe szanse – zakłada ten model. Od zawsze z korzystali z niego również Polacy i dziesiątki innych nacji. I choć wraz z ogromnym napływem nowej rzeszy uchodźców i imigrantów trudno mu jest taki ciężar udźwignąć, to jednak wciąż działa. Imigrantów i uchodźców jest dużo więcej, są nowe problemy, a model ciągle ten sam.

Język to podstawa
Każdy przybysz z innego kraju ma w Szwecji dostęp do bezpłatnej i praktycznie nieograniczonej nauki języka szwedzkiego. To podstawa integracji. W Malmö kursy obejmują 15 godzin tygodniowo, łącznie z wykładami o Szwecji, życiu w tym kraju i jego wartościach. Program tych kursów można znaleźć w internecie. Jest dostępny w 24 językach, również po polsku. Mocno podkreśla się w nim, że w kursie uczestniczą kobiety i mężczyźni z całego świata, z różnych kultur i religii i ważne jest, by uczniowie szanowali się nawzajem.

"Już od pierwszego dnia kursu wszyscy mówią po szwedzku. Nauczyciele prowadzą zajęcia w języku szwedzkim. Nauka odbywać się będzie w klasie i w pracowni komputerowej, będą także odbywać się wycieczki pozaszkolne, np. do zakładów pracy, albo muzeów" – czytamy.
Dzieci rzucane są od razu na głęboką wodę. Do szkoły, do szwedzkich rówieśników, ale jednocześnie kładzie się nacisk na naukę języka ojczystego. – Jest takie przekonanie, że lepiej znając własny język, dzieci szybciej nauczą się obcego – mówi jeden z Polaków.

Polacy też korzystali
Choć nie brakuje problemów. Dzieci są zestresowane, na początku niewiele rozumieją. A – jak pisaliśmy – na fali ostatniego, wielkiego napływu uchodźców, niektórzy rodzice narzekają, że tych dzieci jest tak dużo, że obniżają poziom nauki. O konflikty wtedy bardzo łatwo. Ale w Szwecji taka integracja to przecież tradycja.
dr. Elżbieta Muciek
fragment z "Wielokulturowość w Szwecji. Projekt polityczny i praktyka społeczna"

Specjalną ustawą przyznano imigrantom prawo do nauki języka szwedzkiego w czasie pracy w wymiarze 240 godzin oraz prawo do nauki języka ojczystego dla dzieci imigrantów. Jako pierwsza na świecie Szwecja przyznała prawa wyborcze cudzoziemcom w wyborach lokalnych. Od 1976 r. wprowadziła je w praktyce. Zagwarantowano też prawo do pomocy tłumacza i do informacji. (...) Szwecja przyjęła ponadto przepisy antydyskryminacyjne – ustawę o zakazie dyskryminacji i o zakazie podburzania przeciwko grupie etnicznej". Czytaj więcej

Naukowiec z Zakładu Badań Etnicznych z Lublina opisywała kilka lat temu w swojej pracy, że wszystkie takie regulacje poprzedzone były "szeroko zakrojoną konsultacją polityczną i społeczną, a następnie kampanią informacyjną w postaci ulotek, audycji radiowych, telewizyjnych programów informacyjnych w językach imigrantów". Zaangażowano też organizacje i stowarzyszenia cudzoziemców, by rozpowszechniały tę wiedzę w swoich środowiskach. Od zawsze rządzącym w Szwecji na tym zależało. I Polacy też przecież z tego korzystali.

W Szwecji działa Państwowy Urząd Imigracyjny, a także lokalne biura dla imigrantów. Ministerstwa, instytucje państwowe również są odpowiedzialne za sprawy integracji "na swoim terenie". Funkcjonuje program dla nowych przybyszów – uchodźców, osób z prawem pobytu i członków ich rodzin, którego celem jest jak najszybsza pomoc w znalezieniu pracy. Nie wszystkim się udaje, choć – jak wynika z doniesień mediów – firmy są otwarte. A bezrobocie i brak perspektyw zawsze rodzi frustrację, nie tylko wśród uchodźców, czy imigrantów.
Mniej uchodźców w ubiegłym roku
Urząd pracy Arbetsförmedlingen informował w ubiegłym roku, że przepaść na rynku pracy między urodzonymi w Szwecji a urodzonymi za granicą jeszcze się powiększy. Cytował statystyki. Bezrobocie w przypadku tych pierwszych wynosiło niecałe 5 procent. W przypadku tych drugich – prawie 15. Sugerował, że potrzeba większego nacisku na edukację i budowę nowych mieszkań, by w ten sposób ułatwić ludziom drogę do rynku pracy.

Minister finansów zareagowała natychmiast. – Absolutnie nie jest to sytuacja, którą należy zaakceptować. Potrzebujemy więcej działań, by mieć pewność, że więcej młodych ludzi i tych, którzy są nowi w Szwecji, może wejść na rynek pracy – cytował słowa Magdaleny Andersson portal Local.se.

Statystyki pokazują, że pod względem liczby uchodźców rekordowy był rok 2015 – wnioski złożyło wtedy 160 tysięcy osób. W 2016 już tylko 28 tysięcy. Podczas tej fali, przybysze szukający azylu natychmiast otrzymywali dach nad głową, a także pomoc finansową w wysokości 256 dolarów miesięcznie. Podczas dwuletniego program przygotowującego do podjęcia pracy też otrzymują zasiłek. Ale – jak napisał niedawno "Economist" – po roku pracę znalazło tylko 22 procent mężczyzn i 8 procent kobiet.
W Szwecji jest świadomość, że społeczeństwo się starzeje i potrzeba nowych ludzi na rynku pracy. Arbetsförmedlingen wręcz mówi o potrzebie 64 tysięcy imigrantów rocznie, gdyż zmniejsza się populacja osób urodzonych w Szwecji.

Ale wielu widzi dziś, że w przypadku tak wielkiej rzeszy uchodźców, nie będzie to takie proste. Gdyby jednak mieli większe możliwości...

"Imigranci to rozwój. Mają ambicje, wielu zaczyna tu swoje biznesy" – mówił rok temu "Guardianowi" syryjski przedsiębiorca. Właśnie w Malmö. Bo jedni – jak napisaliśmy – narzekają na przestępczość. Inni cieszą się z arabskich lokali, które, według brytyjskiego dziennika, miały tchnąć ducha w miasto. Choć gazeta też zauważa, że bezrobocie wśród cudzoziemców w tym mieście wynosi aż 30 proc.

Szwedzi to naród skryty. Nie krytykują, nie mówią głośno, że coś im się nie podoba. Ale tak duży napływ imigrantów, bezrobocie, problem z integracją, wzbudziły kontrowersje. Społeczeństwo się podzieliło nawet wtedy, gdy rząd postanowił zaostrzyć politykę azylową. I, jak niemal wszędzie w Europie, partia antyimigrancka zaczęła zyskiwać większe poparcie.

Odłam takiej partii powstał w Malmö. Stworzyli go mieszkający tam Polacy. Jak napisaliśmy, należy do niego już około 100 osób. W dużej mierze to ich obraz zmian w społeczeństwie pokazaliśmy wczoraj.

Napisz do autorki : katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...