PiS chce wprowadzić zasiłki dla bezrobotnych 1000+? Trzeba by być szalonym, żeby zrezygnować dla nich z pracy

Pracodawcy boją się, że po zwiększeniu kwoty zasiłku dla bezrobotnych urzędy pracy będą przeżywać prawdziwe oblężenie, a im zabraknie rąk do pracy.
Pracodawcy boją się, że po zwiększeniu kwoty zasiłku dla bezrobotnych urzędy pracy będą przeżywać prawdziwe oblężenie, a im zabraknie rąk do pracy. Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Pracodawcy boją się, że podwyższenie kwoty zasiłku dla bezrobotnych sprawi, że Polacy masowo będą rezygnować z pracy, zadowalając się tym, co państwo im da na życie. Gdy tylko zobaczycie, jak wygląda "życie na bezrobociu", dojdziecie do wniosku, że to gra nie warta świeczki.

W świetle prawa osobą bezrobotną nie jest ten, kto nie ma pracy, chodzi od jednego zakładu do drugiego z teczką pełną świadectw własnych dokonań, pięknie napisanym CV i próbuje znaleźć jakiekolwiek zajęcie. Bezrobotnym nie jest też człowiek w podartym, brudnym podkoszulku, który z piwem w ręku i kilkoma w lodówce siedzi całymi dniami przed telewizorem i głośno wyraża swoje emocje. Nie jest nim też lump, bezdomny szukający ciepła w środkach komunikacji miejskiej. Bezrobotnym jest osoba, która się zarejestruje w urzędzie pracy.
Zarejestrować może się każdy. Świeżo upieczony magister, któremu jeszcze niedawno wydawało się, że cały świat przed nim stanie otworem i sprzątaczka, która przez całe lata szorowała korytarze w śródmiejskim biurowcu. Aż przyszedł ten dzień, gdy wypowiedziano jej pracę. Oboje, młody magister i sprzątaczka w średnim wieku spotkają się w urzędzie pracy.

Jaka jest propozycja?

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej prawdopodobnie planuje wyższy zasiłek dla bezrobotnych, który ma mieć wysokość połowy minimalnego wynagrodzenia. Czytaj więcej

źródło: bezprawnik.pl
Rejestracja jest prosta. Trzeba przyjść osobiście i odstać swoje w kolejce do okienka. W urzędzie przy ulicy Ciołka w Warszawie był czas, gdy poszukujący pracy ustawiali się jeszcze przed godziną 5 rano. To dawało nadzieję, że zostanie się przyjętym. Później wprowadzono automaty wydające numerki jak na poczcie, zwiększono ilość urzędników, dopracowano procedury i kolejki sprzed urzędu zniknęły, ale w środku zawsze spędza się co najmniej parę godzin.
Trzeba ze sobą przynieść dowód, jakiś dokument potwierdzający wykształcenie i wszystkie świadectwa pracy, jakie się posiada. Jeśli ktoś prowadził działalność gospodarczą, to dodatkowo musi przedstawić dowód wyrejestrowania firmy z ewidencji działalności gospodarczej i zaświadczenie o niezaleganiu ze składkami ZUS. Wszystkie dokumenty podaje się urzędnikowi urzędu pracy do wglądu i razem z nim wypełnia kwestionariusz osobowy. – Trwa to długo, w bardziej skomplikowanych sprawach nawet około godziny, ale zwykle rejestracja trwa około kwadransa – mówi pani Marzena, pracownica jednego z warszawskich UP.



Po odejściu od okienka zwykle ma się już status bezrobotnego. To jednak wcale nie oznacza, że będzie można od tej pory żyć na koszt podatników. Bo zarejestrowanie nie jest wcale jednoznaczne z przyznaniem zasiłku.
Przede wszystkim trzeba udowodnić, że w ciągu ostatnich 18 miesięcy przepracowało się przynajmniej rok. Może być pół roku na budowie, cztery miesiące przy kopaniu rowów i dwa przy zbieraniu truskawek – wszystko jedno gdzie, i u kogo, ważne, żeby była umowa o pracę. Jeśli były to umowy zlecenie, to trzeba będzie wykazać, że potrącane były składki na ZUS. Jeśli wszystkie warunki zostaną spełnione, bezrobotny dostanie zasiłek. Ile? Na leżenie przed telewizorem może nie wystarczyć.

Podstawowa stawka wynosi 831 zł brutto. Taka wypłacana jest jednak tylko tym, którzy przepracowali w swoim życiu od 5 do 20 lat. Jeśli pracowali krócej, dostaną tylko 80 procent tej kwoty, czyli około 665 zł brutto. Bezrobotni, którzy przepracowali w swoim życiu ponad 20 lat dostaną 120 proc. zasiłku, czyli około 997 zł brutto miesięcznie.
Podane kwoty nie są jednak przyznawane po wsze czasy. Państwo nie funduje bezrobotnym nieustających wakacji. Bezrobotni pobierają takie świadczenia zaledwie przez 3 miesiące, później wysokość zasiłku spada. Przez kolejne 3 miesiące bezrobotni z grupy podstawowej (100 proc.) dostaną 650 zł, ci z grupy obniżonej (80 proc.) otrzymają tylko około 522 zł, a z podwyższonej (120 proc.) troszkę ponad 780 zł brutto. Później prawo do wypłacania zasiłku wygasa. Co prawda na terenach objętych strukturalnym bezrobociem okres wypłacania świadczeń może zostać przedłużony nawet do roku, ale i tak obawy pracodawców, którzy boją się, że nie znajdą chętnych do pracy wydają się być przesadzone.

Tym bardziej, że państwo zabezpieczyło się przed tym, by nie wypłacać świadczeń osobom, które z premedytacją odmawiają podjęcia pracy. Zasiłek bardzo łatwo jest stracić. Każdy bezrobotny musi bowiem raz na jakiś czas (wyznaczany przez urząd) musi stawić się w urzędzie i sprawdzić, czy przypadkiem nie ma dla niego oferty pracy. Jeśli będzie, to musi ją podjąć, inaczej traci prawo do zasiłku. Może się oczywiście odwołać od tej decyzji, jeśli jego racje zostaną uznane przez urzędników, to wypłaty pieniędzy zostaną kontynuowane.
Odwołania najczęściej dotyczą charakteru pracy. Osoba starsza, schorowana, która przez lata pracowała za biurkiem niechętnie może patrzeć na pracę przy kopaniu rowów lub układaniu torów kolejowych. Ale nad tym, żeby do takich sytuacji nie dochodziło, dbają pracownicy Urzędów Pracy, którzy po to dokładnie wraz z bezrobotnym wypełniają kwestionariusz osobowy, by później składać mu tylko takie oferty pracy, które są zbieżne z jego możliwościami fizycznymi, wykształceniem i doświadczeniem zawodowym.

Sprzątaczka bez prawa jazdy nie zostanie zatrudniona jako kierowca tira. Ale już kierowca z uprawnieniami na ciężarówkę może dostać ofertę pracy pomocnika magazyniera. Jeśli odmówi, z automatu traci prawo do zasiłku i... cała zabawa zaczyna się od nowa. Żeby kolejny raz liczyć na wsparcie ze strony państwa, będzie musiał wcześniej przepracować przynajmniej 12 miesięcy.
Pracodawcy, którzy snują wizje uciekających pracowników zdają się nie wiedzieć o jednym. Otóż wystarczy, że dadzą bezpłatne ogłoszenie w UP o tym, że potrzebują nowych ludzi na miejsce tych, którzy odeszli. Szybko może się okazać, że wrócą do nich ci sami, którzy jeszcze chwilę wcześniej myśleli o zrobieniu sobie wakacji na podatników. Zwłaszcza, że jest jeszcze jeden przepis, o którym marzący o leżeniu całymi dniami przed telewizorem powinni pamiętać.

Chodzi o to, w jaki sposób została rozwiązana ostatnia umowa o pracę. Jeśli ktoś został zwolniony z winy pracodawcy (zwolnienia grupowe, likwidacja stanowiska pracy), to zasiłek będzie wypłacany od razu po zarejestrowaniu. Inaczej jest w przypadku rozwiązania umowy za porozumieniem stron, wówczas zasiłek będzie wypłacany dopiero po 3 miesiącach i to od razu według pomniejszonych stawek. Jeszcze gorzej mają pracownicy, którzy zostali zwolnieni dyscyplinarnie, ci nabywają prawo do zasiłku dopiero po pół roku, co na obszarach nie objętych strukturalnym bezrobociem w praktyce oznacza, że nie dostaną ani grosza.
Wizja życia na garnuszku państwa, zwłaszcza wobec zapowiedzi powiększenia kwoty wypłacanych świadczeń do tysiąca złotych brzmi może obiecująco? – Myślę, że wiele osób może to skłonić do rzucenia pracy, ale ja bym specjalnie nie zrezygnowała – mówi bezrobotna z Gdańska, która od stycznia szuka pracy. – Zasiłek i tak będzie na tyle niski, że chyba znacząco to nie zmieni sytuacji. Ludzie, którzy chcą pracować i tak będą szukać pracy – przekonuje z kolei Zofia Pacholczyk, także chwilowo bezrobotna.

Trudno sobie wyobrazić, że po zwiększeniu kwoty do tysiąca złotych nagle pół Polski będzie siedzieć na „kuroniówkach”. Z samego zasiłku dla bezrobotnych przeżyć się nie da dłużej jak kilka miesięcy. Rynek pracy bardziej mogą martwić różnego rodzaju świadczenia rodzinne, jak na przykład sztandarowy program Prawa i Sprawiedliwości „Rodzina 500+”.

Napisz do autora: pawel.kalisz@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...